Świętej pamięci Ligę Narodów ośmieszyli dokładnie Niemcy, wspierani przez stalinowską Rosję. Teraz pojawiło się realne i konkretne zagrożenie dla całego kraju. Powrócę do analogii historycznej: w 1937, w 1938 i nawet jeszcze w 1939 roku nikt w Europie nie wierzył w możliwość wybuchu wojny światowej. To Europa pozwoliła na pakt Ribbentrop – Mołotow. Hitler nigdy nie zaistniałby w tak zbrodniczy sposób, gdyby ów „cywilizowany” Zachód mu tego nie umożliwił. Stalin zbudował imperium również dzięki nagłej „miłości” Zachodu.

Kreml już wie, że wszystko da się rozmyć i zagłuszyć potokiem pustych sloganów. Jego kopuły drżą, wstrząsane śmiechem nowoczesnych Stalinów. Teraz doszedł „dolchstoß”. Sojusze są dla mocnych i wielkich. Słabi – to tylko tło i pole bitwy.

Czy my jesteśmy teraz bezpieczni? Przed wojną polskie służby specjalne działały dość prężnie. Umiejętnie też budowały swoją infrastrukturę na bazie delegatur w miejscowościach przygranicznych, co pozwoliło im na pracę w bezpośrednim styku z przeciwnikiem. A obecnie…? Chciałbym napisać więcej o tym, w jaki sposób KGB, a potem SWR i FSB instalowali się w moim fikcyjnym kraju w latach 1987-1994, zgodnie z dyrektywą Gorbaczowa z roku 1987. O poszukiwaniu nielegałów w różnych, niekoniecznie postkomunistycznych środowiskach, o interwencjach osób „wielkich i zasłużonych” w sprawie cudzoziemców, którym odmówiono KSP (dla młodszych: karta stałego pobytu). O powolnej, lecz skutecznej neutralizacji moich ulubionych instytucji specyficznych poprzez ciągłe „oczyszczanie” ich z niepoprawnych politycznie lub posiadających zły PESEL, nazywane hucznie „reformą”. O „dziwnych” zdarzeniach i „przejmowaniu spraw”, które ginęły potem w archiwach…Chciałbym, ale i tak zostałbym zakrzyczany. Głównie przez „wyzwolicieli”. Mam przecież zły PESEL i background, a tacy powinni wisieć miast liści. Nawet w moim fikcyjnym kraju.

Ten artykuł zostanie pewnie uznany za wariacko-paranoiczny. Trudno. Zakończę go zdarzeniem prawdziwym, chociaż wiem, że część moich Czytelników może zaliczyć mnie do kręgu miłośników teorii spiskowych. Przytoczę go, bo pewne przypadki zawsze budziły i budzą mój niepokój.

Wraz z rozwojem i zaognieniem sytuacji na kijowskim Majdanie, a potem na Krymie i całej Ukrainie, zaczęły w Polsce powstawać różne społeczne inicjatywy wspierające, które komunikowały się poprzez portale społecznościowe lub zakładały własne. Jeden z takich portali – mniejsza o jego nazwę – stał się dość popularny. Był wykorzystywany do organizowania pomocy, wymiany informacji, a w pewnym okresie używali go nawet dziennikarze ukraińscy do informowania o zmieniającej się sytuacji. Na portalu można było też znaleźć szereg faktów i dowodów na zaangażowanie Kremla w destabilizację Ukrainy. Jest to oczywiście ogromny skrót działań tego środowiska. Jedno jest pewne: musiały one czymś mocno zdenerwować Rosjan, skoro portal był atakowany przez ambasadę tego kraju, media rosyjskie przedstawiały jego działalność, jako dowód teorii Putina o „szkoleniach w Polsce”.

W tym miejscu muszę nadmienić, iż nie byłem w żaden sposób zaangażowany w działalność tego portalu. Nawet nie wiedziałem o jego istnieniu, póki mój znajomy nie poprosił mnie o pomoc w wyjaśnieniu śmierci administratora i człowieka, dzięki któremu ta inicjatywa mogła zaistnieć i egzystować. PL (to jego prawdziwe inicjały) utopił się w rzece w okresie największej popularności portalu ( ze względu na jego rodzinę nie podam nazw i szczegółów „lokalizujących”). Zdaniem policji miał to być nieszczęśliwy przypadek, lub samobójstwo, które wobec zdecydowanego oporu żony i przyjaciół wykluczono. Pozostał nieszczęśliwy wypadek.

PL nie pił i był całkowicie trzeźwy w momencie śmierci. Pod koniec zimy, w nieładny deszczowo-śniegowy dzień chciał się wykąpać w lodowatej rzece? W dodatku na jej brzeg musiał przejść jakieś trzysta metrów przez błoto, bo samochód zostawił przy drodze. Spieszył się do domu, ponieważ żona prosiła go o pomoc przy dzieciach. Policja stwierdziła, że utonął. Nie zabezpieczono żadnych śladów przy samochodzie, na drodze do rzeki i na samym jej brzegu. Siniaki na twarzy i ciele wyjaśniono żonie obrażeniami podczas wpadania do wody i uderzenia w kamienie. Akurat w miejscu wypadku nie było żadnych kamieni, tylko błoto. Znajomy poprosił mnie, bym spytał moich dawnych kolegów, czy nie można sprawdzić innych wersji. Powiedział mi też, że prokuratura praktycznie natychmiast umorzyła sprawę.

Niezbyt chciałem się w to angażować, ponieważ nie znałem PL, nic nie wiedziałem o jego działalności, a o cała historię opowiedziano mi, więc nie miałem możliwości sprawdzić faktów. Mimo to, obiecałem znajomemu, że „popytam” trochę. I tu zaczyna się moje zdziwienie. Całe zdarzenie, ze wszystkimi zastrzeżeniami dotyczącymi wiarygodności, opowiedziałem dawnemu koledze, pracującemu w pewnej specyficznej instytucji. Zaznaczyłem też, że cała sprawa to może rzeczywiście być jakiś wypadek, a jedyne co jest niepokojące to proukraińska aktywność i „dziwaczne” utopienie się. Kolega przyjął moje słowa, potwierdził zaskakujący zbieg wydarzeń i obiecał, że „przyjrzą się sprawie”. Jakież było moje zaskoczenie, gdy kilka dni później zadzwonił do mnie i zrobił mi awanturę o „wpuszczanie go w kanał i prowokację”. Zagroził mi też „wyciągnięciem konsekwencji”, ale nie chciał powiedzieć za co, tylko odesłał mnie do psychiatry.

Przypominam: od początku byłem bardzo sceptycznie nastawiony do tej historii, czego przed – już byłym kolegą – nie ukrywałem. Jego reakcja zaskoczyła mnie i zdziwiła. Tym bardziej, że w takich przypadkach i w takim kontekście, należy zbadać wszystkie, nawet najbardziej fantastyczne hipotezy, mimo, że prawda wydaje się prosta. To się nazywa zawodowstwo. Do mojej ulubionej instytucji specyficznej nie dzwoniłem, gdyż nie chciałem sprowadzać nieszczęścia i kłopotów na tego, kto podniesie słuchawkę. Znajomy policjant spytał mnie tylko kto zapłaci za dodatkowe badania i ekspertyzy, bo oni mają pieniądze na reformę, a nie na wznawianie zamkniętych przez prokuraturę śledztw. „Wyników” moich ustaleń nie przekazałem znajomemu i mam nadzieję, że gdy to przeczyta, to zrozumie.
Nie sugeruję spisku. Nie mam możliwości samemu „przyjrzeć się” sprawie i jej okolicznościom. Przerażające jest jednak takie łatwe uznawanie najprostszych wyjaśnień za prawdę absolutną i szybkie odhaczenie w sprawozdaniu rubryki „załatwione”. Kontekst może przecież sugerować coś innego. Pójście na skróty rodzi tylko teorie spiskowe i podważa fachowość organów państwa.

Przypomniałem sobie jeszcze kilka „podobnych” dziwnych śmierci, które bardzo szybko obarczono etykietką „alkohol, głupota”. Na początku lat dziewięćdziesiątych został zastrzelony mój kolega z „rocznika”. Do zmiany ustroju był przedstawicielem mojej instytucji w jednym z miast na wschodniej granicy. Potem zajmował się tym samym, a także nadzorował niektóre działania miejscowe wobec narastającej penetracji „jego terenu” przez gangi i służby kraju sąsiedniego. Zginął w momencie nasilonej kampanii rosyjskiej zmierzającej do przekonania Polski do budowy eksterytorialnej autostrady Kaliningrad – Mińsk, omijającej Litwę (do tej idei przekonali nawet nowe, zdecydowanie antykomunistyczne władze lokalne i dopiero zdecydowany sprzeciw ówczesnych moich szefów oraz MSZ, uniemożliwił realizację tego paranoicznego przedsięwzięcia). Oczywiście, śmierć kolegi została szybko uznana za „robotę gangów”, z którymi mógł wejść w układ, jako były pracownik określonych instytucji PRL. Nie udowodniono żadnych jego przestępstw i powiązań. Chyba nawet nie próbowano, bo bardzo szybko zamknięto sprawę i zostawiono w spokoju rodzinę.

Druga śmierć, to śmierć pewnego starszego pracownika. Również na początku lat 90-tych. Miał on okazję „likwidować” przedstawicielstwo pewnej instytucji PRL w NRD i uczestniczył w zamykaniu Misji w Berlinie Zachodnim. Po powrocie do kraju poszedł na emeryturę. Znaleziono go martwego na torach przebiegających przez ogródki działkowe w jednej z warszawskich dzielnic. Szybko stwierdzono alkoholizm i samobójstwo. Znałem tego człowieka i wiem, że lubił wypić, ale nigdy nie popełniłby samobójstwa. Cóż? Znowu schemat.

O podobnych schematach w czasie bliższym czasom obecnym nie napiszę. Być może wszystkie te sprawy są bardzo proste i nie ma w nich nic dziwnego. Kontekst jednak jest mocno niepokojący i nawet jeśli były to „pijackie” wypadki, należy je dogłębnie sprawdzić, by wyeliminować szkody, które mogą pojawić się później, gdyby okazało się, że to wszystko nie było takie proste. W ten sposób unikamy także pojawiania się kolejnych teorii spiskowych.

Rozpisałem się. Przepraszam. Już kończę. Niestety, coraz częściej napadają mnie wspomnienia, wywoływane przez wypowiedzi, zdarzenia i informacje, które codziennie słyszę w mediach.