Tym razem nie wspominam o słynnej Włoszce ze względu na jej trafne, profetyczne wręcz, opinie dotyczące zagrożeń związanych z islamem (choć warto poznać jej poglądy na ten temat), tylko ze względu na słowa dotyczące Wałęsy (zacytowałem je w motcie).

Fallaci miała jakiś szósty zmysł, gdyż krytycznie oceniła Wałęsę już wtedy, kiedy my wszyscy, tak spragnieni wolności w czasach komuny, byliśmy jak te ślepe krety, nie widząc przed sobą prymitywnego prostaka, którym już wtedy był ,,Lechu”, tylko za wszelką cenę chcieliśmy w nim dostrzec symbol upragnionej wolności. Zmanipulowani i oszukiwani (np. legendą rzekomego skoku przez płot stoczni), udawaliśmy, że nie dostrzegamy prostactwa, nazywając je fałszywie ,,prostotą”. Podczas gdy Fallaci (to była jej siła) nazywała rzeczy i ludzi po imieniu, nie omieszkała więc napisać, że nogi się pod nią uginają, gdy słyszy, że ten ignorant Wałęsa jest symbolem wolności. Z trudem też zachowała powagę, gdy symbol wolności podczas rozmowy z nią chwalił się, że nie przeczytał w życiu żadnej książki, bo czytanie go nudzi (Wałęsa: Zatrzymuję się na piątej stronie, nudzi mnie to). Kolana się ugięły pod Orianą po raz drugi. Gdybyż wiedziała wtedy całą resztę, gdyby poznała prawdę, że to tajny współpracownik SB, donoszący na kolegów za pieniądze, jakżeż inaczej wyglądałby jej wywiad. Skoro w Chomeiniego potrafiła rzucić czadorem, czym rzuciłaby w Bolka?

A tak, niestety, przyłożyła rękę do sławy esbeckiego donosiciela i taniego cwaniaczka. Fallaci zmarła 10 lat temu, w czasie, gdy proces samo degradacji Człowieka z Papieru trwał już w najgorsze. Dzisiaj, po tych wszystkich kłamliwych latach, Wałęsa to już tylko podły, sfrustrowany, godny pożałowania starzec, mający świadomość klęski. I to go dobija. Pomimo nowobogactwa, którym się w prostacki sposób chwali, pomimo tego, że łże-elity robią mu – dla własnych niecnych celów (niegdyś go nienawidzili) – niezasłużoną klakę, już wie, że do historii Polski przejdzie jako tajny współpracownik SB, donoszący na kolegów z pracy, krzywdzący ludzi, nie znający żadnych hamulców podczas wypluwania z siebie kolejnych insynuacji pod adresem godniejszych od siebie. Najsmutniejsze jest to, że Wałęsa udowodnił, że dno, które w obrażaniu ludzi osiągnął pewien chory z nienawiści profesor od insektów, można jeszcze przebić . Oto w jednym z ostatnich programów Olejnik, Wałęsa krzyczał pod adresem śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego: To była miernota. (Ciekawym, czy patrzył wtedy w lustro?). Na facebooku umieścił inwektywy, dotyczące ,,bliźniaków jednojajowych” (gdy jeden ginie, drugi staje się nienormalny), a w jednym z wywiadów sugeruje Jarosławowi Kaczyńskiemu samobójstwo: zostaje wariatkowo, albo samobójstwo, taki jego koniec. Pamiętajmy też jego groźby pod adresem ministra Macierewicza i rządu Beaty Szydło, że niby wyrwie ich wszystkich z korzeniami (sic!). Cóż, przypomnijmy sobie oburzenie, gdy poseł PiS chciał wyzwać Wałęsę na solo, przezywając go ,,bydlakiem”.

Nie spodobało się to większości opinii publicznej, mimo że ta słowna ,,ostra broń”, została użyta przez Tarczyńskiego w reakcji na to, że Wałęsa obwieścił, iż pisowców będzie wyrywał z korzeniami, a także w kontekście pewnej bezradności mediów i braku należytej riposty na haniebne wpisy Wałęsy (które np. me-n-dia nazywają ,,kolorytem”). Ja też nie jestem zwolennikiem brutalizacji języka, a co do Wałęsy uważam, że przede wszystkim zasługuje on na to, by go traktować jak powietrze, jak persona non grata i po prostu przemilczeć typa. Jego wybujałe ego tego nie przetrzyma. W przeciwieństwie do wielu niezależnych publicystów, nie jestem też ciekaw, jak wybiórczo-wiertnicze media zareagują na wspomniane haniebne wypowiedzi, bo wiem, że nienawiść tej strony jest nieuleczalna, więc nie zareagują! Smutny proces samodegradacji Wałęsy będzie trwał. Już się sprowadził do roli najbardziej prymitywnego politycznego błazna ostatnich dekad, w pełni zasługując na infamię i status persona non grata. Obawiać się należy, że choroba na którą cierpi, daleko wykroczyła poza fazę choroby z nienawiści.

Wałęsa często pisze o tym, że mu ciśnienie skacze, (wspominał już o tym podczas tej dawnej rozmowy z Fallaci). Niech więc uważa na tę swoją niekontrolowaną nienawiść, bo może dostać apopleksji. Ja mu źle nie życzę, to historia surowo go osądzi, a jeszcze gorzej wyjdzie na sądzie ostatecznym, bo tam nie ma zmiłuj się dla zakłamanych drani. We mnie wzbudza wyłącznie litość…

Autor: Andrzej Leja

Źródło: tygodnik ogólnopolski „Polska Niepodległa”.