Moja rodzina miała wielkie szczęście, że niedane jej było mieszkać na Wołyniu. Od najmłodszych lat słyszałam o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich. Wiele na ten temat czytałam. Byłam na spotkaniu z panią Ewą Siemaszko współautorką książki „Ludobójstwo”, posiadam i czytałam m.in. monumentalne dzieło Henryka Komańskiego i Szczepana Siekierka „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939-1946” Miałam wielkie oczekiwania związane z filmem „Wołyń”, w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Przed jego obejrzeniem unikałam czytania jakichkolwiek recenzji na jego temat, ponieważ chciałam mieć o nim własne zdanie, a nie podświadomie sugerować się opiniami innych.

Bardzo dobrze, że powstał pierwszy film ukazujący tragedię Polaków powiązaną z bestialstwem i zwyrodnieniem Ukraińców. Nie mogę powiedzieć,że jestem nim rozczarowana. Miałam jednak nadzieję, iż pokazany zostanie mechanizm rodzenia się nienawiści do sąsiadów. Słuchając wywodów ukraińskiego agitatora miałam wrażenie, że film nakręcili Ukraińcy, którzy tłumaczą nam, że musieli mordować Polaków, ponieważ nie tylko maksymalnie wyzyskiwali Ukraińców, to jeszcze ich upodlali zamykając im cerkwie. Tym samym sami zapracowali sobie na swój tragiczny los. Przecież do niepiśmiennego ciemnego chłopa takie argumenty jak naród, niepodległa Ukraina, zbyt mocno nie trafiały. Najważniejszy był czynnik ekonomiczny, czyli możliwość grabieży mienia pomordowanych.

Szkoda, że reżyser nie pokazał wpływu proroka ukraińskiego nacjonalizmu Dmytro Donicowa na kształtowanie się nacjonalizmu ukraińskiego. To przecież według niego nowa epoka miała opierać się na takich założeniach jak: „instynkt”, „wola”, „autorytet”, „wodzostwo”. Jego doktryna zakładała, że naród jako gatunek jest ważniejszy od Boga, który walcząc o miejsce dla siebie tępi inne gatunki i normalne jest, że podczas starcia dochodzi do eliminacji słabszych kosztem silniejszych.

Fabuła filmu jest tak skonstruowana, że wydarzenia widzimy oczami głównej bohaterki, która jest równocześnie świadkiem jak i uczestniczką tragicznych wydarzeń. Uważam, iż film jest dobry, ale nierówny. Są wątki i sceny, które według mnie są za długie lub po prosty nie powinno ich być.

Zacznę od tego, co mnie w nim raziło. Do takich należy moment, gdy w kościele podczas ślubu ksiądz w swoim kazaniu prowadzi informację polityczną, zamiast skupić się na samym akcie zawarcia związku małżeńskiego i obowiązkach z niego wynikających. Kolejny zgrzyt to moment, gdy ksiądz nie tylko pije wódeczkę, ale się jej ostentacyjnie domaga.
Film rozpoczyna się od scen wesela wiejskiego,pokazane są zwyczaje i obrzędy,życie codzienne wsi Polaków i Ukraińców, przed tragicznymi wydarzeniami. Świat,który dawno minął a który nie był nam znany. I to jest plus tego filmu. Należy też pochwalić znakomitą grę aktorów,zwłaszcza aktorki grającej główną rolę Zosi- Michaliny Łabacz a także rolę drugoplanową Izabeli Kuny.

Kompletnym nieporozumieniem było pokazanie nieprawdziwych scen związanych z swobodą obyczajów na polskiej wsi. Za dużo było niepotrzebnych scen erotycznych, które w większości niczego do filmu nie wnosiły.

Znakomicie pokazane zostały sceny ukraińskiego okrucieństwa i bestialstwa, ale w stosunku do popełnionych zbrodni jest ich zbyt mało.

Miałam nadzieję, że film zakończy się pokazaniem odrodzenia się kultu UPA, OUN i Bandery we współczesnej Ukrainie. Jak ze zbrodniarzy zrobiono „bohaterów” narodowych Ukrainy. Jak postawiono setki pomników ku chwale UPA, a ulice, place, szkoły, w których uczy się o „bohaterstwie” UPA nazywa się imieniem bandytów Bandery, Szuchewycza, a Bandera znalazł się w czołówce listy wielkich Ukraińców. Szkoda, że reżyser nie nawiązał do rozporządzenia prezydenta Poroszenki, które ustanowił rocznicę powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii 14. października, jako Dzień Obrońcy Ojczyzny. Tego mi w filmie Wojciecha Smarzowskiego zabrakło.

Mimo moich zastrzeżeń, film godny jest obejrzenia. Mam nadzieję, że powstaną kolejne pokazujące różne aspekty nacjonalizmu ukraińskiego i prawdę o sadystycznym ludobójstwie na bezbronnej ludności polskiej jak i o odradzającym się ukraińskim nacjonalizmie.