Brrrrr…. Trudno uwierzyć, a jednak.

Nowa historia, a raczej reaktywowanie bajdurzeń Chruszczowa i skupionych wokół niego ludzi mających wykazać, że Związek Sowiecki ani myślał o wojnie w 1941 r. uzyskała kolejnego wyznawcę.

Jeden z blogerów napisał z nieukrywanym triumfem:

Wojna zakończyła się szybkim zwycięstwem Finów, którzy w odróżnieniu od Polski zachowali swą niepodległość.

Możliwe to było dzięki fińskim wojskom obrony terytorialnej. Ogromne dysproporcje strat osobowych i sprzętowych obu stron przypominają bitwę pod Termopilami.

No tak… Jeśli nawet satrapa Stalin chciał cokolwiek powojować, to Armia Czerwona była niezdolna do jakichkolwiek działań, czego przykładem miała być wojna z Finlandią, zwana też wojną zimową 1939-1940. Aż dziwne, że w niecałe 4 lata takie ofermy i nieudaczniki pokonały największą potęgę militarną wszech-czasów. 😉

.

No to popatrzmy bliżej, jak się rzeczy miały.

Wcześniej należąca do Szwecji w 1809 roku Finlandia stała się dzielnicą Rosji. Dopiero po rewolucji październikowej fiński parlament uchwalił niepodległość (6 grudnia 1917 r.). Miesiąc później w Finlandii wybuchła wojna domowa. Popierani przez bolszewików „czerwoni” postanowili rewolucyjnie zdobyć władzę.

Walki trwały do maja 1918 roku. Krwawe walki. Właśnie wtedy lotnictwo „białych” zaczęło używać jako znaku rozpoznawczego… swastyki.

W 1929 r. rozpoczęto budowę umocnień, mających zabezpieczyć Finlandię przed atakiem Armii Czerwonej. Mimo podpisania paktu o nieagresji w 1932 r. bunkry budowane były nadal. Tzw. Linia Mannerheima wg ówczesnych strategów była nie do przełamania. I to latem, a co dopiero zimą, kiedy mróz praktycznie wyłączał wszystkie silniki aż do wiosny.

Ukryci za nią Finowie mogli zatem myśleć o przeczekaniu sowieckiego ataku.

.

Pakt Ribbentrop-Mołotow prócz połowy Polski oddawał sowietom część Finlandii, republiki nadbałtyckie oraz część Rumunii (w przybliżeniu dzisiejsza Mołdowa i kawałeczek Ukrainy).

Stalin więc zażądał „swojego”. Ufni w budowane wysiłkiem całego Narodu umocnienia Finowie odmówili.

30 listopada 1939 r. rozpoczęła się niewypowiedziana wojna. Są dwie wersje jej rozpoczęcia, obie niekorzystne dla Stalina. Pierwsza – armia sowiecka ostrzelała sowiecką wioskę a następnie obwiniono o to Finów, druga – że wojska fińskie ostrzelały jawnie zajmujące pozycje do ataku wojska sowieckie.

Niemniej „fińska przechadzka” stała się faktem.

.

Po upalnym i suchym lecie 1939 roku (niski stan rzek pozwalał Wehrmachtowi na pokonywanie przeszkód wodnych na terenie Polski bez budowania mostów) nadeszła mroźna zima.

Fińscy żołnierze w odróżnieniu od sowieckich mogli nocować w ciepłych bunkrach. Często sięgające na kilka pięter w głąb ziemi umocnienia posiadały własne ogrzewanie, szpitale polowe, elektrownie, magazyny z żywnością, kuchnie i łaźnie. Tymczasem sowieci do dyspozycji mieli namioty. I spirytus, jako ratunek przed zamarznięciem.

Wyobraźcie sobie, że spędzacie w takich warunkach noc – za cienkim brezentowym dachem namiotu temperatura spadła poniżej – 40 stopni Celsjusza. W namiocie jest o wiele cieplej – jakieś -25 stopni. Faktycznie, oddechy stłoczonych ludzi i jakiś spirytusowy płomień robią swoje. Nagle wyłaniający się znikąd fiński narciarz rzuca w sam środek granat.

Zwabiło go światło.

A bez ogrzewania do rana żołnierze i tak będą martwi.

Czołgi, by móc się poruszać, całą dobę muszą mieć włączone silniki. To z kolei powoduje wzrost zapotrzebowania na paliwo.

Armia Czerwona nie dała rady logistycznie. Front zatrzymuje się, rosną straty.

Jednocześnie Stalin korzysta z okazji, by przetestować nowe rodzaje broni.

.

Na froncie fińskim wprowadzono do walki prototypowe czołgi KW oraz prototyp wielowieżowego ciężkiego czołgu SMK oraz podobnego T-100. Okazało się, że takie rozwiązanie (armata 76,2 mm i armata 45 mm każda w osobnej wieży) nie ma sensu.

Czołg KW wszedł do produkcji seryjnej. 22 czerwca 1941 r. okazał się… zaskoczeniem dla Niemców.

Po niepowodzeniach początkowego okresu walk oraz usunięciu nieudolnego dowództwa (część najbardziej winnych oficerów rozstrzelano) Armia Czerwona wznowiła natarcie.

Tyle, że teraz była to zupełnie inna armia. Przeorganizowano dostawy, zmieniono taktykę (nawet na szczeblu drużyny), wzmocniono jednostki artylerią ciężką.

11 lutego, po długotrwałym ostrzale pozycji fińskich, sowiecka armia ruszyła do ataku.

Miesiąc później ogłoszono zawieszenie broni. Do tego czasu linia Mannerheima była już przełamana. I to w warunkach zimowych, przy mrozie o wiele większym od tego, jaki niespełna dwa lata później zatrzymał Wehrmacht pod Moskwą.

Armia Czerwona udowodniła światu, że potrafi dokonać rzeczy teoretycznie niemożliwe do dokonania.

A straty? Nie raz podczas drugiej wojny światowej sowieci udowodnili światu, że życie pojedynczego człowieka jest często mniej warte od jednego granatu.

Podobna „strategia” kazała Żukowowi nieco później zamiast pracowitego rozminowywania niemieckich pól minowych atakować z marszu. Co z tego, że połowa pułku wyleciała w powietrze, skoro po terenie oczyszczonym z min mogły przejechać czołgi? Poza tym na pierwszy rzut z reguły szły oddziały zeków – więźniów GUŁAG-u, którym dano szanse na zmazanie swoich win wobec socjalistycznej Ojczyzny…

Z drugiej strony takie traktowanie żołnierzy, wyłącznie jako „mięsa armatniego”, wywodzi się z wielkich bitew Frontu Zachodniego I wojny światowej. Żukow nie był bardziej okrutny od wielkich marszałków tamtego okresu. To, że stał się jednym z większych łotrów XX wieku zawdzięcza już swoim powojennym wyczynom.

.

Powstaje jednak pytanie, dlaczego Stalin kazał zatrzymać sowieckie pułki, gdy już cała Finlandia stała przed nimi otworem?

Naiwne są przypuszczenia, że czynił to z obawy przed wojną partyzancką, jaka mu groziła w przypadku okupowania Finlandii.

Tutaj sowieci posiadali niezbędne doświadczenia, uzyskane podczas wojny domowej – aresztowanie zakładników, rozstrzelanie zakładników, spalenie wsi podejrzewanej choćby o sympatie dla partyzantów razem z mieszkańcami, publiczne egzekucje itd.

Raptem w dwa lata spacyfikowali swój własny kraj, a nie daliby rady Finlandii?

.

Stalin zatrzymał swoje wojska z obawy, by konflikt przypadkiem nie uczynił z niego rzeczywistego sojusznika Hitlera.

Pamiętamy przecież, że osławiona obroną Tobruku nasza Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich mogła być wysłana na front fiński.

Nie brakowało także ochotników walczących przeciwko Stalinowi (w tym – 6 Polaków!).

Taki rozwój sytuacji międzynarodowej oznaczałby wojnę pomiędzy ZSRS a Anglią i Francją.

Tymczasem w perspektywie było panowanie nad światem możliwe tylko wówczas, gdy „kapitaliści zaczną się kłócić”, sowieci zaś stać będą z bronią przy boku. Do czasu oczywiście.

Traktat pokojowy został zawarty w nocy z 12 na 13 marca 1940 roku w Moskwie.

ZSRS uzyskał to, co zagwarantował mu pakt sowiecko – niemiecki zwany niesłusznie paktem Ribbentrop-Mołotow.

Wojnie tej narody świata zawdzięczają nowe określenie Otóż butelka z benzyną, rzucana na czołg zamiast granatu została ochrzczona przez fińskich żołnierzy mianem koktajlu Mołotowa.

Czemu jednak Mołotowa, a nie Stalina?

Odpowiedź jest prosta. Otóż Mołotow stał na czele sowieckiego rządu. Wychowani w demokracji fińscy żołnierze uważali, że za wojnę odpowiada premier, a nie sekretarz partii.

Gdyby mieli dzisiejszą, czy nawet tuż powojenną świadomość, pisalibyśmy i mówili o „koktajlach Stalina”.

Któż więc tak naprawdę wygrał wojnę zimową?

Finlandia straciła więcej terytorium, niż w chwili podpisania rozejmu zajmowała Armia Czerwona.

Zatem odpada.

ZSRS? Zdobył jedyny kawałek sąsiedniego państwa, na którym można było myśleć o obronie. Wypracował odpowiednie procedury pozwalające na funkcjonowanie armii w ekstremalnych warunkach, co pozwoliło odeprzeć Niemców spod Moskwy. A potem zwyciężyć w Stalingradzie. Przetestował broń w warunkach ekstremalnych i dokonał właściwego wyboru (KW zamiast SMK).

Rozbawienie wręcz budzi postawa Niemiec.

Sowieci na fińskim froncie testowali czołgi ciężkie. Nawet gdyby nie istniał wywiad niemiecki w ZSRS to przecież Finlandia była sojusznikiem Niemiec. Jakim cudem czołgi KW stanowiły zaskoczenie dla Wehrmachtu?

Jakim cudem sztab niemiecki uznał, że wojna fińska dowiodła nie przygotowania ZSRS do prowadzenia wojny?

Kolejny mit, jaki powstał przy okazji wojny zimowej dotyczył samolotów. Faktycznie, samolot myśliwski I-15 był już przestarzały w 1939 roku. Ten dwupłatowiec był wolniejszy m.in. od naszego myśliwca PZL P. 11c, i to o całe 25 km/h. Był jednak lepiej uzbrojony i opancerzony. Ze służby wycofany w 1941 roku.

Prócz I-15 sowieci dysponowali także jego wersją rozwojową oznaczoną I-15bis o nieco lepszych parametrach. Oraz I-153 wywodzącym się z tej samej koncepcji dwupłata. O tym, że była to całkiem niezła maszyna świadczy fakt pozostawania zdobycznego I-153 w fińskim lotnictwie aż do końca wojny.

Problem jednak w tym, że w czasie wojny zimowej głównym samolotem myśliwskim Armii Czerwonej był I-16.

A to już zupełnie inna konstrukcja. Był to pierwszy na świecie jednopłatowy (dolnopłat) myśliwiec z chowanym w locie podwoziem.

Osiągami nie ustępował używanym np. na polskim niebie myśliwcom niemieckim Messerschmitt bf 109 wczesnych wersji. Przewyższał, co prawda nieznacznie, podstawowy francuski myśliwiec używany w 1940 r. Morane-Saulnier MS 406.

Gdzież więc jest to „przestarzałe” lotnictwo?

 

Chyba że za takowe uznamy je porównując do wprowadzanych w kolejnych latach nowych samolotów. Ale ono też było przestarzałe. Porównajmy wszak Jaka-9 z Mig-31. 😉

I-16 został wycofany z linii w 1942 roku ustępując pola kolejnym generacjom, niekoniecznie już pochodzącym z biura Polikarpowi (I w nazwie pochodzi od słowa istriebitiel, czyli myśliwiec).

Poza tym fińskie lotnictwo było pomijalnie małe.

Wyposażenie – ciut bardziej przestarzałe. Były to myśliwiec Fokker D XXI (od kwietnia 1938 r.) oraz dwupłatowe Gloster Gladiator. Te ostatnie dzielnie zwalczające niemieckie i włoskie samoloty w obronie Malty mimo archaicznego już wtedy wyglądu.

No więc zadajmy sobie na zakończenie pytanie – komu zależy na trwaniu kłamstwa?

Finlandia wojny wszak nie wygrała, po kilku latach stając się zresztą dziwnym tworem państwowym zawieszonym pomiędzy piekłem wschoduzachodnim niebem. Starsi pamiętają pewnie słowo „finlandyzacja”. Wg czołowych opozycjonistów okresu I Solidarności miał to być ideał dla PRL. Zamiast drugiej Japonii – druga Finlandia.

Tak wtedy (1980-81) perorował Jacek Kuroń na wielu spotkaniach.

Drugie kłamstwo, w które po wojnie uwierzyło wielu, w czasie wojny zaś – Adolf Hitler.

Wojna zimowa pokazała nieprzygotowanie ZSRS do prowadzenia wojny.

Hitler zrozumiał swój błąd już w sierpniu, najdalej we wrześniu 1941 roku.

Mimo to kłamstwo żyje nadal.

Kto zaś wskazuje na fakty świadczące o tym, że historia 1941 r. miała przebiegać inaczej – Europa miała stać się sowiecka, co mogło okazać się rzeczywistością gdyby Hitler przełożył atak na Stalina o tydzień, jest traktowany w najlepszym przypadku jako oszołom.

Nic to.

sed magis amica veritas.

29.11 2019