Wbrew buńczucznym zapewnieniom pochodzącym jeszcze z lipca b.r. europosłowie PO jak jeden mąż (i żona) głosowali za wprowadzeniem cenzury w Internecie. Nic dziwnego, że powiązane z totalitarną oPOzycją media robią wszystko, by w świadomości społecznej zatrzeć kolejną próbę pozbawienia nas wolności słowa podjętą przez samozwańczych „obrońców demokracji”.

Kolejnym nabytkiem gazety wyborczej po budzącej swoimi nieporadnymi tekstami coraz więcej śmiechu nawet na lewej stronie sceny politycznej pani pedagog Ewie Siedleckiej jest wieloletnia żurnalistka Ewa Ivanowa. W odróżnieniu od Siedleckiej rzekomo legitymuje się magisterium z prawa.

Niestety, jest to różnica pozorna. Meriti reprezentuje bowiem ten sam kierunek dezinformacji, co pani specjalistka od resocjalizacji.

Ad rem.

Ewa Ivanowa na łamach GWna (wydanie papierowe) atakuje:

TWOJE TAJEMNICE W RĘKACH ZIOBRY.

W e-wydaniu tytuł jest nieco stonowany, ale również mający łopatologicznie przekazać kolejną czerską prawdę:

Czy prokuratorzy będą mogli uchylać tajemnicę dziennikarską, adwokacką i lekarską? Chce tego resort Ziobry

Podległy Zbigniewowi Ziobrze prokurator będzie mógł wymusić na dziennikarzu ujawnienie informatorów, a na adwokacie zdradę sekretów klienta – taki pomysł ma Ministerstwo Sprawiedliwości

To część kompleksowego projektu nowelizacji procedury karnej. Zmienionych ma być ponad sto przepisów. „Wyborcza” poznała całość przygotowanej regulacji. Wśród zmian największe zagrożenie kryje się w nowym art. 180 par. 2 kodeksu postępowania karnego. To rewolucja w zasadach uchylania tajemnicy dziennikarskiej, adwokackiej, radcowskiej, notarialnej, doradców podatkowych i lekarzy. Dziś o uchyleniu tajemnicy decyduje sąd, według datowanego na 12 września projektu resortu Ziobry na etapie śledztwa decyzje podejmowaliby prokuratorzy. O zmianach jako pierwszy poinformował „Dziennik Gazeta Prawna”.

http://wyborcza.pl/7,75398,23976917,czy-prokuratorzy-beda-mogli-uchylac-tajemnice-dziennikarska.html

Strach się bać, proszę państwa. Ivanowa pisze ciut dalej:

Wg rozmówców „Wyborczej” jeśli nowe przepisy wejdą w życie, informatorzy nie będą ufać dziennikarzom (….).

Bez ochrony tajemnicy dziennikarskiej nie będzie sygnalistów przekazujących informacje o patologiach władzy, media nie będą mogły pełnić swojej misji kontrolnej – ostrzega Katarzyna Gajowniczek-Prószyńska, wicedziekan Okręgowej Rady adwokackiej Warszawie.

(ibid,., wyboltowanie moje)

A teraz to, co jest najbardziej komiczne w całej tej zadymie medialnej, jawnie mającej zasłonić w świadomości społecznej cenzorskie zapędy PO i kolejną na przestrzeni lat próbę pozbawienia nas wolności słowa.

1. Otóż zdaniem mgr prawa Ewy Ivanowej, podpartym dodatkowo opinią mgr prawa adwokat Katarzyny Gajowniczek-Prószyńskiej dzisiaj o zwolnieniu z tajemnicy dziennikarskiej decyduje sąd.

2. Wedle projektu znienawidzonego przez Czerską min. Ziobry o zwolnieniu z zachowania tajemnicy  w postępowaniu przygotowawczym decydować ma prokurator. Od decyzji którego odwołanie przysługiwałoby do sądu.

3. Skutkiem tej nowelizacji ma być możliwość ujawnienia nazwisk i innych danych umożliwiających identyfikację informatora prokuratorowi.

4. Aktualnie możliwość uzyskania przez prokuratora ww. informacji zdaniem Ewy Ivanowej i warszawskiej adwokat Katarzyny Gajowniczek-Prószyńskiej zależy więc od decyzji sądu.

Stwierdzam zatem raz jeszcze, opierając się nie tylko na brzmieniu art. 180 § 3 kpk, który ma być zachowany w całości, ale przede wszystkim na art. 15 Prawa prasowego, że obie panie po prostu świadomie łżą

O ile, rzecz jasna, Ivanowa faktycznie jest z wykształcenia prawnikiem.

Istniejące prawo bowiem chroni każdego informatora, jeśli tylko zastrzegł sobie anonimowość.

Oczywiście nie chroni przed ujawnieniem tego, który np. donosi do redakcji o planowanym ataku terrorystycznym.

W takim przypadku zwolnienie żurnalisty z obowiązku dochowania tajemnicy dziennikarskiej przez prokuratora jest oczywiste.

Wyobraźmy sobie, że gazeta z Czerskiej ujawnia planowane przez terrorystów wysadzenie Pałacu Kultury. W istniejącym stanie prawnym autor artykułu, powiedzmy niejaki Czuchnowski, może być zwolniony z tajemnicy przez sąd. Sąd rejonowy zwalnia go, ale ten odwołuje się wyżej. Sprawę rozpatruje sędzia Tuleja, a więc występuje do Trybunału Sprawiedliwości z pytaniem, czy aby nie podpadnie jako sędzia komukolwiek orzekając w tak zawiłej sprawie.

TSUE w najkrótszym możliwym terminie, czyli za jakieś 9-18 miesięcy odpowie twierdząco.

Niestety, w tym czasie ruiny Pałacu już trzeci, a może nawet czwarty raz porosną pokrzywami.

Proponowane rozwiązanie idzie więc naprzeciw nowym zagrożeniom.

Nic jednak nie zmieni się w sytuacji informatora, który przekazuje informacje mniejszego kalibru.

W takich przypadkach zwolnić z zachowania w tajemnicy danych informatora może tylko on sam. Ani sąd, ani też dziennikarz nie mają takich uprawnień. I to nawet wtedy, gdyby okazało się, że zamiast informacji przekazana została dezinformacja. Znaczy fejk.

Jeszcze raz powtarzam, żeby było jasne.

Jedyny przypadek, gdy sąd obecnie, a w projekcie nowelizacji prokurator, może zwolnić dziennikarza z zachowania tajemnicy dotyczy najcięższych przestępstw i obowiązuje od…. 1984 roku.

Tak to wygląda. Tajemnica dziennikarska obejmuje zgodnie z art. 15 Prawa prasowego wszelkie dane, mogące pozwolić na ustalenie osoby informatora. W szczególnych przypadkach może chodzić nawet o to, którędy, bądź też za pomocą jakich środków komunikacji, podąża do pracy.

Tylko wobec wyjątkowych, zagrażających funkcjonowaniu społeczeństwa, przestępstw tajemnica taka może być uchylona.

Konkretnie chodzi o terroryzm, zamach na prezydenta, spisek p-ko integralności kraju itp.

Wszystkie wymienione w art. 240 kk.

Tymczasem pseudoprawniczy bełkot Ewy Iwanowej, a wcześniej jej byłych kolegów z Dziennika Gazety Prawnej wprost sugeruje, że ujawnione mogą być dane informatora pracującego np. w piekarni i ujawniającego niemiłą prawdę, że do chleba razowego dosypuje się trocin, by tylko zwiększyć jego objętość. To oczywiście przykład, dość absurdalny, ale równie groteskowe są wywody „prawne” Iwanowej i jej byłych kolegów.

Jak widzimy to już kolejna próba podjęta przez to samo totalne środowisko zrzucenia winy za rzekomą próbę wprowadzenia cenzury na PiS.

Tymczasem prace nad ACTA-2 POstępują.

Jeśli nie odsuniemy lewackich demokratów od rządów w Europie za chwilę jedyna wolność słowa będzie dotyczyć muezzinów, zagrzewających do walki z „białymi diabłami” w centrach największych (do niedawna europejskich) metropolii.

Nas czekać będzie „nowy wspaniały świat”.

Świat bez możliwości krytyki nawet najbardziej idiotycznego POglądu ogłoszonego na łamach GWna czy też jakiejś wiertniczej stacji.

Świat, w którym kościoły będą burzone lub zamieniane na meczety, a społeczeństwo jedyną wartość upatrywać będzie w pieniądzu.

Społeczeństwo „wolne” od religii i historii, wolne od takich „zaszłości” jak więź rodzinna, w istocie stanie się społeczeństwem „bezwolnym”.

To jest właśnie ten „nowy wspaniały świat” do wprowadzenia którego dąży teraz lewica w obliczu fiaska prób podjętych w 1917 i w 1933 roku.

Skoro nie udało się ukształtować „nowego człowieka” za pomocą strzału w potylicę, zamrażania na Kołymie  czy też komory gazowej czas na żmudne wykształcenie go za pomocą tzw. kultury.

Społeczeństwa zachodu w dużej mierze, w zbyt dużej mierze osiągnęły ten „ideał”.

Paradoksalnie eksperyment z 1917 r., który wyhamował po śmierci Stalina, pozwolił zachować tożsamość narodową w stopniu o wiele większym, niż życzyłby sobie Gramscii i jego marcowi pogrobowcy.

Historia lubi się powtarzać.

W przeszłości kultura antycznej Europy przetrwała dzięki arabskim barbarzyńcom.

Dzisiaj kultura Europy o ile przetrwa to tylko dzięki krajom, które na pół wieku oddano w jarzmo sowieckiej niewoli.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że scenariusz, jaki zarysował 21 lipca 2017 r. niejaki Bartosz Kramek, realizowany jest na naszych oczach.

Co prawda ciamajdan nie wyszedł, ale za to próbują przepchać resztę.

Niestety. Z szumnych zapowiedzi została tylko walka o stan posiadania w wykonaniu części sędziów oraz mające wzburzyć społeczeństwo fejkowe informacje.

Takim fejkiem, na dodatek mającym w pamięci społeczeństwa zatrzeć to, co PO robi dla wprowadzenia cenzury w internecie na skalę nieznaną nawet w Chinach, jest podgrzewanie bzdurnej informacji o ujawnieniu nazwisk informatorów dziennikarzy.

Wszystkich. Nawet takich, którzy donoszą, że np. w szpitalu są karaluchy. Albo że w ubikacji w TESCO ręczniki są nieświeże.

Na szczęście zaliczam się do pokolenia, które wie, że „prasa kłamie”, a nie informuje o otaczającym świecie. Na dodatek posiadam wykształcenie pozwalające mi na wychwycenie oczywistych bredni. Pozostaje jednak cała masa ludzi, którzy albo z racji wieku nie wiedzą, czym w istocie są media zaangażowane po jednej stronie politycznego konfliktu, albo też nie mają pojęcia o prawie. I oni właśnie stanowią cel ataku politycznych trolli dla niepoznaki używających nazwy „dziennikarz”.

28.09 2018

_________________________________

Tajemnica dziennikarska nie jest w najmniejszym stopniu uprawnieniem dziennikarza. Jest tylko jego obowiązkiem. Uprawnienie do objęcia określonych danych tajemnicą służy tylko i wyłącznie anonimowemu autorowi, informatorowi, ewentualnie innej „osobie trzeciej”, w rozumieniu art. 15 ust. 2 pkt 2. Dlatego zgoda informatora na ujawnienie danych wyklucza dalsze istnienie tajemnicy (zob. E. Ferenc-Szydełko, Prawo prasowe, s. 143; W. Gontarski, Zatrucie zgniłymi owocami; A. Bojańczyk, Karnoprocesowe znaczenie zgody, s. 30; I. Dobosz, Prawo prasowe, s. 228; E. Nowińska, [w:] J. Barta, R. Markiewicz, A. Matlak (red.), Prawo mediów, s. 276).

Brak uprawnienia do zwolnienia się z tajemnicy przez dziennikarza. Dziennikarz jest tylko depozytariuszem cudzego prawa. Nie może zatem decydować o jego zakresie czasowym ani przedmiotowym; w szczególności dziennikarz nie może się sam zwolnić z tajemnicy, w żadnych warunkach. (…)

Tajemnicą tą objęte są wszelkie informacje, które – choćby w sposób pośredni – mogłyby prowadzić do ustalenia tożsamości informatora. Przy ocenie, czym są „dane umożliwiające identyfikację autora” pomocne będzie posłużenie się definicją zawartą w art. 6 ust. 2 ustawy o Ochronie danych osobowych, odnoszącą się do osoby możliwej do zidentyfikowania. Zgodnie z ww. przepisem, „osobą możliwą do zidentyfikowania jest osoba, której tożsamość można określić bezpośrednio lub pośrednio, w szczególności przez powołanie się na numer identyfikacyjny albo jeden lub kilka specyficznych czynników określających jej cechy fizyczne, fizjologiczne, umysłowe, ekonomiczne, kulturowe lub społeczne”. Chodzi zatem o wszystkie informacje, umożliwiające określenie tożsamości informatora (zob. E. Ferenc-Szydełko, Prawo prasowe, s. 129). M. Zaremba, powołując się na zapisy Rekomendacji Komitetu Ministrów Rady Europy No. R (2000)7 z 8.3.2000 r. o prawie dziennikarzy do nieujawniania źródeł informacji, wskazuje, iż chodzi o informacje, co do których prawdopodobne jest, że mogą prowadzić do identyfikacji ich źródła, w szczególności: nazwisko i inne dane osobowe, głos, wizerunek, okoliczności przekazania informacji, nieopublikowane informacje otrzymane od informatora, a także dane dotyczące dziennikarza i wydawcy związane z ich działalnością zawodową (np. billingi rozmów telefonicznych, rachunki hotelowe, wyciągi z kont bankowych) (zob. M. Zaremba, Tajemnica zawodowa, s. 30–31). (…)

Najsilniejszej ochronie podlega tajemnica tożsamości. Z jej zachowania dziennikarza nie może zwolnić poza dysponentem nikt, także sąd (art. 180 § 3 KPK). Dobro wymiaru sprawiedliwości ulega w tym zakresie interesom informatorów, anonimowych autorów, a także wolności prasy (zob. uchw. SN z 22.11.2002 r., I KZP 26/02, OSNK 2003, Nr 1–2, poz. 6; J. Sobczak, Prawo prasowe, s. 627 i n.).

Cytowany wyżej fragment pochodzi z komentarza do Prawa prasowego pod red. dr Grzegorza Kuczyńskiego i dr Bogusława Kosmusa (2018).