Żurnaliści z Oszczerskiej od zawsze traktowali informację jako broń. Nie ważne, czy prawdziwa, bo na celu miała jedynie unieszkodliwienie przeciwnika.  Liczyła się tylko skuteczność.

W 2005 rok amerykański lewicowy dziennikarz Stephen Colbert „wynalazł” nowe słowo.

Truthiness, na polski tłumaczone jako prawdowatość.

Według idei „prawdowatości” wystarczy żebyśmy odczuwali coś jako prawdę, aby rzeczywiście nią była.

Szkoda, że Colbert nie mieszkał w Polsce po 1989 roku, gdyż wtedy wynalazłby to słowo odpowiednio wcześniej.

Prawdowatość gazety z Oszczerskiej istniała praktycznie od początku.

Prawdowate teksty o Powstaniu Warszawskim, wybuchłym po to, by móc dorżnąć Żydów ukrywających się w ruinach Getta na stałe przeszły do klasyki gatunku.

To jednak Michnika nic a nic nie nauczyło.

Pieszczoch kolejnych władz aż do 2016 roku nie musiał zabiegać o czytelnika, bo koszty rozdętej redakcji pokrywano spokojnie z kasy państwowej dzięki zamieszczanym w „gazecie” reklamom.

Obecne kłopoty Agory to właśnie wynik życia przez dziesięciolecia pod kloszem, z dala od rynku i jego wymagań.

Prawdowatość ma zatem wymiar ekonomiczny.

Każdy tekst mogący choć trochę zaszkodzić rządowi przybliża wymarzoną przez nadredaktora Michnika chwilę, gdy premierem będzie Tusk, a wpływy z reklam firm państwowych i urzędów będą tak jak kiedyś zasilały Agorę.

.

Wystarczy żebyśmy odczuwali coś jako prawdę, aby rzeczywiście nią była.

Niedziela, 21 stycznia 2018 roku. TVN, program Loża prasowa.

Zaproszeni do studia dziennikarze to: Renata Grochal (Newsweek), Seweryn Blumsztajn (gazeta wyborcza),  Jacek Nizinkiewicz (Rzeczpospolita) i Paweł Lisicki (Do Rzeczy).

Blumsztajn, jeden z założycieli Towarzystwa dziennikarskiego oraz portalu OKO.press w pewnym momencie wypalił o Macierewiczu:

– Macierewicz przed dymisją zaczął grać teczkami, wyjął teczki na Morawieckiego.

Lisicki:

– Skąd ma Pan taką wiedzę?

Blumsztajn:

– Z Gazety Wyborczej.

Co do sytuacji w MON dodał:

– Myślę, że tak radykalne zwolnienia są reakcją nie tylko na sytuację w tym resorcie, ale na to, że Macierewicz złamał pewne tabu, wyciągnął teczki na Morawieckich. Ja zresztą czekałem na to, bo wszystkie wzloty polityczne Macierewicza się kończyły na tym, że on wyciągał teczki i lądował z nimi w wychodku

Źródło wiedzy Blumsztajna o świecie to redagowana również przez niego „gazeta wyborcza”!

Konkretniej zaś źródłem jest sobotni artykuł żurnalisty Wojciecha Czuchnowskiego.

Zgodnie ze starą manierą publicystów z Czerskiej (Oszczerskiej) informacje o tym, że Macierewicz miał szantażować Morawieckiego czy też Kaczyńskiego Czuchnowski pozyskał od anonimowej osoby z kręgu PiS i równie tajnej osoby z kręgu IPN.

I na tym kończy się w zasadzie rola Czuchnowskiego – detektywa.

Tymczasem prawo prasowe w art. 12 wyraźnie stwierdza, że dziennikarz jest obowiązany: zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło.

Elementem staranności dziennikarskiej jest obowiązek sprawdzenia zgodności z prawdą informacji lub podania ich źródła. Sprawdzenie zgodności z prawdą informacji dotyczy przede wszystkim sytuacji, w której dziennikarz posługuje się informacjami pochodzącymi od osób, które zastrzegły swoją anonimowość. Informacje pochodzące od anonimowych informatorów dziennikarz powinien traktować z ostrożnością.

Dziennikarz nie ma obowiązku wyczerpania wszystkich istniejących źródeł informacji, ale powinien poczynić wysiłki w celu zweryfikowania zgodności z prawdą posiadanych informacji.

(Prawo prasowe, red. Orlik, 2017)

Czy Czuchnowski próbował weryfikować swoje informacje?

Pytanie retoryczne, prawda?

Zresztą… sam to przyznaje:

Ta relacja jest trudna do potwierdzenia, bo ani Macierewicz, ani Kaczyński nie rozmawiają z „Wyborczą”.

Tak właśnie wygląda warsztat dziennikarski czołowego michnikowego cyngla!

Gazeta wyborcza nie od dzisiaj uchodzi za medialną kloakę, a żurnalista Czuchnowski za darmo nie nosi ksywy Cuchnowski.

16 kwietnia 2016 roku niejaka Małgorzata I. Niemczyńska popełniła tekst pod tytułem: Agata Duda. Pierwsza dama tańczy sama.

Tekst spotkał się z ostrą reakcją środowiska dziennikarskiego.

Domniemane lub prawdziwe skandale seksualne, nieślubne dzieci – tym nie zajmowała się nie tylko „Gazeta Polska”, ale i żaden z tabloidów. Nurkowanie w szambie Stonogi lub szambach pokrewnych autorytetów było wyłącznie domeną Urbana. Do dzisiaj – nie szczędził słów Robert Mazurek, komentując artykuł w portalu wpolityce.pl. To nowy poziom „Wyborczej”. Poziom kloaki. Szczerze? Brzydzę się wami – dodał.

Monika Olejnik również ostro skomentowała publikację gazety, w której sama zamieszcza komentarze. – Artykuł w „Gazecie Wyborczej” o pani prezydentowej jest skandaliczny. Takiego szamba dawno nie widziałam – oświadczyła publicystka w Radiu ZET.

Krytyczne komentarze pojawiły się również na Twitterze.

Wow! Teraz przeczytałem główny tekst z „Gazety Wyborczej”. No, muszę powiedzieć Panie Michnik, że to jest kawał gów…a! – skomentował Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny „Super Expressu”.

http://wiadomosci.dziennik.pl/media/artykuly/518312,dziennikarze-krytykuja-artykul-o-agacie-kornhauser-dudzie-wyborcza-przytacza-plotki-ze-prezydent-andrzej-duda-ma-nieslubne-dziecko.html

Tekst ten jednak dla wielu osób był prawdowaty, co znalazło odbicie w portalach społecznościowych w grupach lewicowców.

Michnik zdaje sobie sprawę, że w walce na fakty nie jest w stanie dotrzymać pola innym. Stąd biorą się prawdowate, a naprawdę fejkowe artykuły Czuchnowskiego czy też Niemczyńskiej.

Do tej pory jednak nikt z tym nic nie robił.

Aż w końcu trafiło na Macierewicza.

Seweryn Blumsztajn (ten, co to pierdoli i nie rodzi) będzie pierwszą osobą z Oszczerskiej, która przekona się na własnej skórze, ile kosztuje kolportowanie kłamstw.

W związku z oszczerczą wypowiedzią Seweryna Blumsztajna, kieruję sprawę na drogę sądową” – napisał na Twitterze Antoni Macierewicz.

22.01 2018