To nie bajka. Ministerstwo Środowiska, a w szczególności jego gałąź odpowiedzialna za zarządzanie gospodarką wodną, przekroczyła pierwszą prędkość kosmiczną, oderwała się od Ziemi i w pełnym pędzie zbliża się do ściany.

Skąd ta katastroficzna teoria? Przesadzam? Śpieszę wyjaśnić.

1. Ministerstwo Środowiska od 2016 roku planuje wprowadzić nową ustawę Prawo wodne, która radykalnie ma zmienić gospodarkę wodną w Polsce. Jednym ruchem ręki ma zostać zlikwidowana aktualnie istniejąca i funkcjonująca struktura administracyjna, poprzenoszone kompetencje, prawa właścicielskie, obowiązki, pozwalniani pracownicy. W to miejsce ma powstać struktura nowa, mieszana, samorządowo-rządowa z niejasnym podziałem kompetencji i odpowiedzialności, niepewnym systemem finansowania i dwoma komercyjnymi przedsiębiorstwami pasożytującymi na największych rzekach Polski i drogach wodnych. Mówiąc wprost, zakłada się, że nastąpi komercjalizacja gospodarki wodnej, przesunięcie większości majątku i zadań w stronę samorządów, za wszystko trzeba będzie płacić, przy czym główne problemy pozostaną nierozwiązane, a wręcz się pogłębią.

2. Rok 2015 to ostatni rok sześcioletniego cyklu planistycznego obowiązującego w Unii Europejskiej. W grudniu mija termin przygotowania i przedłożenia na ręce Komisji Europejskiej dwóch fundamentalnych w zarządzaniu gospodarką wodną dokumentów, jakimi są Plany Gospodarowania Wodami i Plany Zarządzania Ryzykiem Powodzi. Dokumenty te są podstawą przyznawania Polsce i innym krajom członkowskim środków unijnych na projekty z zakresu gospodarki wodnej.

Zbieżność tych dwóch wydarzeń, nie jest przypadkowa. Pragnienie zmiany ustawy Prawo wodne i determinacja Ministerstwa Środowiska aby rozpocząć reformę gospodarki wodnej z początkiem roku 2016 jest bowiem próbą przykrycia katastrofalnych błędów popełnionych przy zarządzaniu gospodarką wodną w ostatnich latach związanych z nieumiejętnością dostosowania się najwyższych szczebli decyzyjnych do wymagań gospodarki planowej, wprowadzonej przez Unię Europejską.

Projekt zmiany ustawy Prawo wodne, przygotowywany był w ciszy gabinetów, przez kilka osób, już od wielu lat. Można powiedzieć, że projekt ten był hobby Stanisława Gawłowskiego, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Środowiska, pełniącego obowiązki ministra właściwego do spraw gospodarki wodnej. W potrzebie chwili, widząc nadchodzącą katastrofę, projekt ten wyciągnięto z szuflady, odkurzono, założenia chybcikiem zostały przedłożone do zatwierdzenia świeżo upieczonej Pani Premier Kopacz. Już do samych założeń projektu były liczne zastrzeżenia. Niemniej jednak, nowa Pani Premier i jej nowa Rada Ministrów chciała się wykazać aktywnością i projekt założeń został przyjęty. Po tej niezwykle odważnej decyzji rządu, mimo licznych protestów środowisk mających w tej sprawie pojęcie, przystąpiono do procedowania procesu legislacyjnego.

Aktualnie, projekt ustawy po niby konsultacjach i niby uzgodnieniach trafił do Komitetu Stałego Rady Ministrów. Niby konsultacje polegały na nieuwzględnieniu uwag merytorycznych zgłoszonych do ustawy przez środowiska branżowe. Niby uzgodnienia polegały na pominięciu zasadniczych punktów podniesionych przez inne ministerstwa w uzgodnieniach międzyresortowych. W czwartek 23 kwietnia ma odbyć się pierwsze posiedzenie Komitetu Rady Ministrów w tej sprawie. Zachęcam do zapoznania się z pismami ministerstw skierowanymi do Komitetu opublikowanymi na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Brak rzetelnych uzgodnień wychodzi jak słoma z butów.

Próba przeczytania ustawy, która wraz z uzasadnieniem zapełnia kilkaset stron, jest już wyzwaniem. Próba zrozumienia, wyczynem. Widać jak na dłoni, że ustawa jest fikcją. Źle przygotowana, niechlujnie uzasadniona, w końcu zwyczajnie nierealna, rujnująca wszystko czego się dotknie, narzucająca nowe obowiązki i wymagania, będąca zlepkiem starych przepisów i nowych, niesprawdzonych pomysłów, nie ma najmniejszych szans powodzenia.

Taką samą fikcją jest już od ponad ośmiu lat prawidłowe zarządzanie gospodarką wodną. Zdolność przewidywania, racjonalnego, zgodnego z wymaganiami europejskimi  planowania jest kosmitom najwyraźniej obca.

Planowanie w Unii Europejskiej odbywa się w cyklu sześcioletnim. Plan gospodarowania wodami jest przygotowywany w Polsce po raz drugi, poprzedni, ten sprzed sześciu lat, nie został przez Komisję Europejską zaakceptowany. W związku z licznymi błędami, w szczególności z niespełnieniem wymagań Ramowej Dyrektywy Wodnej, oczekuje na rozpatrzenie przez Komisję Europejską. W konsekwencji, KE nie dopuściła dofinasowania ze środków unijnych projektów z zakresu gospodarki wodnej zaliczanych do mogących oddziaływać na środowisko do czasu opracowania przez Polskę i zaakceptowania przez Komisję Europejską prawidłowo zrobionych planów gospodarowania wodami.

Zastanowić się trzeba, czy Polska jest w stanie takie plany przygotować. Termin na oddanie drugiego Planu Gospodarowania Wodami mija w grudniu 2015 roku. Z informacji przekazywanych w ramach konsultacji społecznych i innych publikacji, szczególnie opracowań WWF, można mieć poważne wątpliwości co do akceptacji i tego planu przez Komisję Europejską. Niemniej jednak, nawet zakładając, że się uda, to Komisja Europejska na przyjęcie nowego planu ma trzy lata. To nam daje możliwość uzyskania dofinansowania do projektów gospodarki wodnej dopiero w roku 2018.

Co na to kosmici? Nie ma sprawy. Damy radę, nie takie problemy się rozwiązywało. Ciekawe tylko skąd będą pieniądze? Dodrukujemy? Co na to powie Minister Finansów? Czy on w ogóle ma o tym problemie pojęcie?

W grudniu 2015 roku oddany ma zostać również pierwszy plan zarządzania ryzykiem powodzi. Plan ten, jest równie realny co wyprawa w kosmos. Bez finasowania ze środków Unii Europejskiej, które są przecież zablokowane ze względu na złe przygotowanie Planów Gospodarowania Wodami dla projektów mogących oddziaływać na środowisko, siłą rzeczy żadnych poważnych inwestycji związanych z ochroną przed powodzią robić się nie da.

Co na to kosmici? Występować o środki – mówią, przygotowywać projekty, jakoś to będzie, poradzimy sobie z Unią, będziemy rozmawiać. Nie przejmujcie się, niech was o to głowa nie boli! Pieniądze się znajdą!

W strategii gospodarki wodnej prezentowanej ostatnio przez Prezesa Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej pojawiło się nowe źródło finansowania – Bank Światowy. Zaczynam podejrzewać, że skoro Unia nie da, to bank da kredyt z odsetkami, potem się weźmie z Unii, spłaci odsetki, a jak zabraknie, to się znowu jakiś „kredycik” skręci i będzie cacy. Nie ma to jak w kosmosie. Może Marsjanie na piwo wpadną? Raj!

Jan Kołatka