Bardzo się cieszę, że mecenas Hambura i pozostali pełnomocnicy rodzin uzyskali w końcu namiastkę satysfakcji i krztę sprawiedliwości. Dziś sąd podjął decyzję, że nie będzie umorzenia procesu i tym sposobem na ławie oskarżonych zasiądzie zbój Arabski. Jak napisałem cieszę się bardzo, bo wiem, ile to zdrowia kosztuje, ale jednocześnie nie mam złudzeń, co się stało. Decyzja sądu nie ma nic wspólnego z prawidłowo funkcjonującym wymiarem sprawiedliwości, to jedynie stare jak świat „pod kogo się podpiąć”.

Chciałbym, aby ktoś kiedyś policzył ile postępowań prokuratorskich i sądowych dowcipnisie w togach na starcie rozpatrują anegdotyczną metodą „naukową”. Nauczyciele opowiadają sobie branżowy żarcik, w jaki sposób sprawdzają prace uczniów. Rzuca się w górę plik kartek, te które spadną na podłogę dostają „pałę”, te na krześle 3 i 4 na chybił trafił, a te na stole 5. Gdybym nie był wielokrotnie przeczołgany przez wymiar sprawiedliwości, może uznałbym, że nie ma między anegdotą z pokoju nauczycielskiego i „wymiarem sprawiedliwości” żadnej analogii. Niestety widziałem to na własne oczy i doświadczyłem na własnej skórze i nikt mi nie powie, że w Polsce prowadzi się postępowania w oparciu o materiał dowodowy. Daleko nie musze szukać, wystarczy sięgnąć po przykład z ostatnich dni. Sąd postanawia umorzyć postępowanie ponieważ nie jest w stanie ustalić, czy autorem wpisu na forum internetowym jest wskazany przez oskarżenie pan X. Ta decyzja sama w sobie jest kuriozum, bo po prostu nie ma czegoś takiego jak niemożność ustalenia kto w sieci publikuje, to są bajki dla ubogich, ale tutaj jest jeszcze weselej. Otóż ten pan X w innym postępowaniu sam przyznaje, gdzie i co publikuje.

Zabawne? Nie, dopiero puenta będzie zabawna. Oskarżenie podało w załącznikach i treści głównej sygnaturę akt i cytaty z akt, w których te fakty zostały przez samego oskarżonego potwierdzone. W ogóle sąd nie wziął dowodu pod uwagę, co więcej zwrócił się do operatorów internetowych o ustalenie właściciela IP. Po co? To bez sensu? Z procesowego punktu widzenia całkowicie bez sensu, ale to jest, moi naiwni obywatele, doskonała podkładka. Oczywiście operatorzy przysłali umowy przypisane do IP i po pierwsze na umowie figuruje ktoś inny, po drugie w domostwie jest wi-fi i powiedzmy 6 użytkowników. Teraz wystarczy sięgnąć po odpowiedni artykuł kodeksu i sprawa wylatuje w powietrze. Sądy i prokuratury postępują w ten sposób nagminnie i istnieją dwa niezależne powody tych prymitywnych, de facto przestępczych działań. Na miejscu pierwszym jest „co ja się będę wysilał”. Sędziego i prokuratora nie rozlicza nikt i nic. Teoretycznie panowie mają trochę narobione w papierach jeśli apelacja zbyt często wykazuje ich błędy, ale to tylko teoria. W rejonie wszyscy znają się jak łyse konie i Władek Ryśkowi krzywdy nie zrobi. Zatem jakieś 70% umorzeń, na moje oko rzecz jasna, to zwykłe „pier..ę nie robię”. 30% stanowią zlecenia. Masz Józek umorzyć. Ale jak, tu dowodowo jest nie do ruszenia? Ja mam ci tłumaczyć, jak to się robi? I tak się mają sprawy w „polskim wymiarze sprawiedliwości”.

Jeśli do sądu lub prokuratury z prywatną sprawą idzie zwykły Kowalski, to jego pozwy, akty oskarżenia i zawiadomienia prawie zawsze lądują na podłodze. Dopiero przy pozwach osobistości zaczyna się wielka pozoracja, której kierunek wyznaczają bieżące cele. Przy całym szacunku dla mecenasa Hambury i nie jest to zwyczajowa formuła, ale szczere słowa, Pan mecenas nie miał żadnego wpływu na decyzję sądu chociaż się starał, jak wielu ambitnych don Kichotów, doprowadzić do uczciwego postępowania. Nie ma nic gorszego na sali sądowej niż odmawianie głosu stronie procesowej, to zwyczajnie paraliżuje wszelkie możliwości wpływania na bieg postępowania, co jest świetnym prawem stron. Jedynym ratunkiem w takiej sytuacji jest złożenie wniosek o wyłączenie sędziego, co mecenas Hambura uczynił. Naturalnie wniosek upadł w pięć sekund, bo musiał. Wiecie szanowni frajerzy, przepraszam, Obywatele, w jaki sposób rozpatrywane są takie wnioski? Opowiem na swoim przykładzie i uprzedzam, żeby odstawić napoje. Wniosek o wyłączenie sędziego, który jest jednocześnie szefem wydziału karnego, rozpatrują jego podwładni i tak się dzieje w każdym przypadku. Kumpel z biura i to jeszcze podległy szefowi ma podjąć decyzję, czy szef dał ciała na sali sądowej.

Powyższy opis zaawansowanej patologii stoi w sprzeczności z podjętą przez sąd decyzją w sprawie Arabskiego, bo ta była czysto polityczną i koniunkturalną decyzją. Panowie w togach najzwyczajniej w świecie poczuli bat nad głowami. Widzą, że się zmieniła polityczna atmosfera, a to oznacza, że sędzia Wojtek może w pięć minut stracić posadę prezesa sądu w okręgu warszawskim i trafić na rejon do Małkini. Nic innego niż obawa przed degradacją, nie spowodowały tej wymuszonej sprawiedliwości. Nie ma takiej siły, ani Pan mecenas Hambura, ani nikt inny, żeby wygrać z ustawionym sądem, czy prokuratorem, to sam sąd się ustawił do wiatru. W postępowaniu przeciw Arabskiemu i spółce materiał dowodowy trzeba było do sądu wózkiem widłowym wwozić, co oznacza, że nie mogło być mowy o umorzeniu postępowania i to z mocy prawa. Umorzyć takie postępowanie można jedynie wówczas, gdy nie ma ŻADNYCH DOWODÓW CHOĆBY NAJMNIEJSZYCH na popełnienie przestępstwa. W tej sprawie dowodów była fura i w jako tako zdrowym wymiarze sprawiedliwości nie potrzeba żadnej presji politycznej, aby podjąć oczywistą z decyzję prawną, czyli wyznaczyć termin rozprawy głównej, celem przebadania dowodów. Patrzę na te prawne cuda z zupełnie innej perspektywy i powiem jedno. Całego tego syfu w sądach i w prokuraturze nie załatwi się jednostkową polityczną presją, ale szeregiem mądrych politycznych decyzji. Tak, politycznych i żadnych innych. Czy to się komuś podoba, czy nie, tylko takimi decyzjami można zbudować choćby w połowie normalne sądy i prokuratury. Pierwszą decyzja powinna brzmieć: „Wszyscy z PRL-u won, ale to już”.

Autor: Matka Kurka

Źródło: portal kontrowersje.net