Ponieważ wokół Open Dialog Foundation zamieszania było już wiele, a kłamstw jeszcze więcej, w oczekiwaniu na uporządkowane i rzetelnie zbadane fakty, o całej tej sprawie, które wkrótce ujrzą światło dzienne, pozwolę sobie na nieco moich własnych spostrzeżeń i przypuszczeń. Jeszcze raz podkreślam, że to po prostu moje, by tak rzec, impresje na temat głośnej sprawy.

Otoż o ODF i ich działalności związanej głownie z jednym, konkretnym kazachskim oligarchą prześladowanym przez Nazarbajewa, słyszałam juz od dawna. Tu i ówdzie mijaliśmy się w związku z moimi zainteresowaniami wschodem, czy prawami czlowieka. W mojej opinii, już wówczas, Fundacja odznaczała się dośc specyficznym modus operandi na tle innych i specyficznym personelem. Nie dlatego, że na pierwszy rzut oka ludzie ci robili coś podejrzanego, tylko dla tego, że w swojej promocji byli niesłychanie wręcz nachalni i w tej nachalności sprawni. Fundacja zabiegała zwłaszcza o kontakty, a gdy rozpoczął się Majdan z wielką energią podjęła działalność na kierunku ukraińskim. Fundacja robiła masę rzeczy realnie pożytecznych i ileś bez większego znaczenia, ale przede wszystkim zabiegała o ludzi, ludzi, ludzi. I po ukraińskiej stronie i po polskiej. Między innymi zajmowała się obsługą posłów wszystkich absolutnie partii jeżdżących na Majdan, albo próbujących doradzać po Majdanie oraz rozmaitego rodzaju postaci publicznych. Sama brałam udział w organizowanej przez ODF konferencji w Kijowie poświęconej lustracji. Wraz ze mną był tam na przykład Radosław Peterman dziś szef biura kadr MON, a wtedy wiceszef biura lustracyjnego IPN. Potem brałam jeszcze udział w konferencji w Warszawie współorganizowanej z jakimś chyba udzialem ODF przez Annę Fotygę i warszawskie biuro Parlamentu Europejskiego na temat rosyjskiej propagandy, na której prezentowano ciekawy film dokumentalny na ten temat. Oczywiście fundacja nieustannie „obskakiwała” Małgorzatę Gosiewską i Marcina Swięcickiego, jako osoby szczególnie sprawami ukraińskimi zainteresowane. Po stronie Ukraińskiej specjalnym zainteresowaniem Fundacji cieszył się Igor Sobolew, szef Komisji Lustracyjnej, czyli de facto antykorupcyjnej ukraińskiego parlamentu.

Mnie w Fundacji cały czas niepokoiły dwie sprawy: specyficzny chłód w funkcjonowaniu, które bardziej wyglądało, jak zapewnianie profesjonalnego „pozarządowego” serwisu (wierzcie mi widziałam wielu ludzi zajmujących się pomaganiem i są to ludzie różni, ale pasję trudno pomylić z czymkolwiek innym) i zdumiewająca (to eufemizm) lista jej sponsorów.

Tak czy inaczej, cichutka fundacja, w czasie wydarzeń na Ukrainie, urosła i stała się ważna, ale jej czołowi działacze z panem Kramkiem na czele, utrzymywali, by tak rzec „low profile”. Aż tu nagle wyszli przed szereg i ruszyli z radami jak zrobić polski Majdan. Historia – po prostu jak uszyta na miarę dla prawicowych miłośników teorii spiskowych. Jednym ruchem potwierdzała wszystko: i to że wszelkie te „majdany” to robota wyspecjalizowanych służb zachodu, ktore mają na nie precyzyjny przepis, jak na na ciasto z jabłkami, i to że w Polsce do antyrządowego przewrotu podszczuwają Ukraińcy i to że za tym stoi jakaś miedzynarodówka lewicowo – liberalna z Sorosem na czele, z którym pani Kozłowska miała tyle wspólnego, że do niego dotarła i się sfotografowała.

Wszystko to bardzo piękne, tylko był jeden szkopuł. Ogromna większość ludzi w Polsce nigdy nie slyszała o panu Kramku i w związku z tym jego wezwania do czegokolwiek nie były zbyt znaczące. I tu zdarzył sie naprawdę interesujący zbieg okoliczności: kolejne fale tzw. astroturfingu czyli zorkiestrowanej kampanii w sieciach społecznościowych. Najpierw jedna, w ramach ktorej fikcyjne konta zajmowały się m.in. produkowaniem wpisów „Precz z Kaczorem dyktatorem”, a potem druga, która tą pierwsza demaskowała, protestując przeciw astroturfingowi i Sorosowi, jako stojącemu za nim. Ta jakże interesująca kampania polegała głownie na podawaniu dalej #stopSoros astroturfing i jemu podobnych między innymi przez fikcyjne konta i boty na TT, co dalej uruchamiało grupy „prawicowych” twitterowiczów. Potem za sprawę wzięły się media i już każdy wiedział co to ODF i Kramek. Na koniec wszystko okraszone zostało jakąś obłędną kampanią w sprawie tego, że ODF nie dośc ze zorganizował „krwawy” Majdan na Ukrainie, to jeszcze handlował bronią i mógł przygotowywać partyzantkę miejską w Polsce (choć tak naprawdę chodziło o zgodę na wwóz na Ukrainę kamizelek kuloodpornych i hełmów…)

Wszystko zostało pomieszane ze wszystkim, a głupstwo do reszty rozum zjadło. Już nikt nie wie gdzie wróg, a gdzie przyjaciel, wśród groźnych pohukiwań o konieczności przykrócenia organizacji pozarządowych, a zwłaszcza finansowanych z zagranicy… Zaś taki scenariusz to już „krawiectwo miarowe” dla kolejnej grupy, ale tym razem nie są to bynajmniej, wbrew pozorom, prawicowi wyborcy, a ci którzy twierdzą, że w Polsce panuje Putinizm. To dopiero by była gratka…
Przedstawiając te koincydencje nie mam ambicji zbudowania spójnego obrazu całości. Po prostu chciałam się nimi podzielić, bo jakoś mnie niepokoją.

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.