Postulat Prezesa PiS o potrzebie powołania Instytutu Wolności Naukowej wywołał falę bezkrytycznej krytyki, choć szczegółów na temat postulatu do tej pory brak. Krytycy zarzucają Prezesowi PiS chęć upartyjnienia nauki, kontrolowania stopni i tytułów naukowych – jak w PRLu, czy wręcz nawiązywania do tradycji stalinowskich. Opinie te są chyba całkowicie autonomiczne i niezależne od obecnej sytuacji w nauce oprawianej w Polsce.

Mnie pomysł kontrolowania wolności naukowej całkiem się podoba, bo z wolnością nauki w Polsce nie jest dobrze. Nauka, szerzej – system akademicki, stanowi skansen systemu komunistycznego, który selekcjonował kadry naukowe/akademickie w znacznej mierze na podstawie kryteriów pozamerytorycznych, a przynajmniej z dominacją kryteriów politycznych i to nie tylko w obszarze nauk z ideologią komunistyczną związanych.

Mając 99 % szans merytorycznych na asystenturę na UW (geologia) bynajmniej jej nie dostąpiłem, bo kryteria polityczne okazały się zdecydowanie ważniejsze i to tak, że brakujący 1 % polityczny przeważył nad 99 % merytorycznymi. Więc o jakiej wolności naukowej można było wtedy mówić ? Jakieś refugia dało się czasem znaleźć, ale na jak długo? Czystki lat 80-tych tak oczyściły system akademickim z elementu niewygodnego, podważającego kierowniczą rolę partii, także na odcinku akademickim, że do tej pory beneficjenci tych czystek boją się ich ujawnić/rozpoznać/zbadać – zinterpretować historycznie/socjologicznie/.

Beneficjenci czystek i przez nich reprodukowani heroicznie wręcz walczą o to aby nie poznać tego co badają, o ile już do jakiś pozorów badania dochodzi. Nauka mimo upływu czasu bynajmniej wolności nie odzyskała, więc samo mówienie o zagrożeniu wolności nauki jest niedorzeczne. Tak jak niedorzeczne było mówienie w czasach czystek o zagrożeniu dla uczelni/nauki ze strony tych co naukę i edukację traktowali jako pasję. Nauka myślenia i to krytycznego oraz nonkonformizmu naukowego dla formowanego w czasach zniewolenia, szczególnie umysłowego i moralnego, budziła strach i trwogę wśród etatowej braci akademickiej, które bynajmniej nie ustąpiły w czasach III RP.

Zniewolone środowisko panicznie wręcz boi się aby to zniewolenie nie było monitorowane i aby broń Boże ktoś nie wpadł na pomysł wyprowadzenia środowiska akademickiego z niewoli.

Spotkać można opinie, niczym nie uzasadnione, niczym nie udokumentowane, choć publicznie rozpowszechniane, jakoby uczelnie przeszły przez komunizm bezstratnie, przeprowadzone przez PZPR? SB? okrągłostołową opozycję? tak jak Mojżesz przeprowadził zniewolonych Izraelitów przez Morze Czerwone. Naukowych danych potwierdzających taki stan rzeczy – brak, badań nie ma, ale jest wykluczanie tych, co by chcieli to zbadać! Co to ma wspólnego z wolnością nauki?

Potrzebny jest monitoring wolności/zniewolenia nauki w III RP.

Obawa przed planami kontrolowania stopni i tytułów budzi konsternację, bo przypomnieć należy, że komisje do spraw stopnia i tytułu naukowego tak w PRL, jak i w III RP umocowane były/są przy premierze. CKK była instytucją nomenklaturową (dla zapewnienia pożądanych politycznie kadr akademickich) a CK w III RP siłą rzeczy tworzyli/tworzą beneficjenci tego upolitycznionego/tytularnego systemu. Jakoś nie było widać planów odpolitycznienia tego systemu, bez względu jaka opcja polityczna w III RP rządziła. Były także problemy z ujawnianiem poziomu naukowego członków komisji a nie zawsze był on wysoki. Sam jako młody wykładowca stawiałem studentom dwóje na egzaminach, jak sobie przyswoili to co niektórzy członkowie w podręcznikach pisali.

Moje starania o ujawnianie dorobku naukowego członków CK przed laty opisałem w tekście –Jawna niejawność dorobku naukowego – Przytoczę co wówczas odpisał mi szef CK – prof. Janusz Tazbir:

„W liście z dnia 17.12.2004 r. Prof. Janusz Tazbir szef Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów pisze do mnie (jw) „… uprzejmie informuję, że nie posiadamy takich informacji, bowiem ich gromadzenie i przetwarzanie nie jest objęte zadaniami i związanymi z tym potrzebami Centralnej Komisji, określonymi w przepisach ustawowych. Członkowie Centralnej Komisji wchodzą w jej skład w wyniku wyborów, zaś kryteria którym mają oni odpowiadać określone są w przepisach ustawowych, w których nie przewiduje się analizy dorobku naukowego kandydatów do Centralnej Komisji. Można sądzić , ze ustawodawca założył, iż wyborcy głosują na osoby, których kwalifikacje ( a w ślad za tym i dorobek naukowy) są im znane. Z całym przekonaniem mogę podzielić pański pogląd o potrzebie istnienia przejrzystego, powszechnie dostępnego systemu informacji o dorobku naukowym całej kadry naukowej w naszym kraju .

Na co odpowiadałem m.in.

„Przejrzystość wszelkich ciał decydenckich w nauce nie tylko CK, ale także RGSW, KRASP, PKA i in. winna być obligatoryjna co miałoby istotne znaczenie dla zmniejszenia ogromnej patologii w polskim życiu akademickim.”

Niestety sam fakt obsadzania etatów akademickich na drodze fikcyjnych konkursów prowadzi do kiepskiego stanu nauki w Polsce. Ciała kolegialne wybierane spośród pracowników rekrutowanych na drodze fikcyjnych konkursów siłą rzeczy nie mogą budzić zaufania, tym bardziej ze nie widać ich działań aby ten patologiczny stan rzeczy zmienić.”….Mam nadzieje, że CK podzielając pogląd o konieczności jawności dorobku naukowego będzie również wywierała nacisk na wprowadzenie odpowiednich zapisów w projekcie nowej ustawy.

Co najmniej winno się znaleźć jasne sformułowanie, że nie można być zatrudnionym na stanowisku profesora jeśli nie ujawni się publicznie ( w internecie !) dorobku naukowego. Także szkoły wyższe, których obecni profesorowie nie ujawnią dorobku naukowego nie powinny mieć prawa nadawania doktoratów, a nawet prowadzić studiów magisterskich.

Na początek to byłby jakiś krok we właściwym kierunku. Co do finansowania ujawniania dorobku to nie jest to żaden problem bo są już finansowane bazy danych, które danych nie zawierają a winny zawierać Widocznie są opłacane za nic.

Ja nie dostaję pieniędzy ani na badania, ani na ujawnianie mojego dorobku a dorobek mam i w dodatku jawny.
Widocznie u nas posiadanie jawnego dorobku jest w praktyce niedopuszczalne skoro ludzi z jawnym i znanym za granicami dorobkiem trzyma się poza polskimi instytucjami naukowymi a ludzi bez jawnego dorobku zatrudnia się niekiedy nawet w wielu polskich instytucjach z nazwy naukowych. To ustawowo winno być zabronione.”

No i co. Lata minęły. Wprowadzono (rzekomo) zmiany, ale pozostało po staremu. Kto by wysunął postulat kontroli i rzeczywistej, koniecznej zmiany marnotrawnego systemu – to bolszewik, bo zagraża bolszewickiemu systemowi!

Od dawna stawiam tezę, że wolność nauki w III RP, podobnie jak w PRL (niewiele mniej) jest ograniczona, system nauki, karier naukowych jest upolityczniony (bez względu, która opcja jest przy władzy) i byłbym za powstaniem Centrum Monitoringu Wolności Naukowej w ramach Polskiego Ośrodka Monitoringu Patologii Akademickich POMPA ( kilka lat temu taką propozycję przedstawiałem) – bo naruszanie wolności nauki, to tylko część patologii akademickich trawiących polski system akademicki Część ważna, ale ograniczanie się tylko do monitoringu nadawania stopni i tytułów byłoby niewystarczające. Główna moja teza jest taka, że po ekscesach wobec nauki w PRL nierozliczonych w III RP [https://lustronauki.wordpress.com/], a w części kontynuowanych – wolność nauki trzeba odzyskać. Postulowany monitoring nie stanowi zagrożenia dla nauki, a tylko winien być jedną z metod na drodze do przywrócenia należytych standardów – do odzyskania akademickiego systemu wolności naukowej .