Na wstępie chciałem podziękować kierownictwu IPN za tak szybką reakcje i odtajnienie moich akt. Mam nadzieję, że w podobnym tempie zniknie cały zbiór zastrzeżony. Mam już skaner i dołączam skan pisma z Instytutu (skaner nie tykał, a ja nadal nie wiem dlaczego ktoś usunął pod wczorajszym postem komentarz o „tykającym” urządzeniu).

Informacja IPN o odtajnieniu akt Piotra WrońskiegoTrzydzieści trzy lata temu byłem młody, energiczny, głupi, naiwny i nie miałem wiedzy o świecie i ludziach, która zdobywałem stopniowo. Jak większość tego społeczeństwa, bez względu na to, co teraz się często twierdzi. Nie chcę dyskutować na temat postaw ludzkich w tamtych czasach, lecz powiem jedno: gdyby nie bierna większość stan wojenny nigdy nie zostałby wprowadzony. To nie oskarżenie. To opis rzeczywistości, który dotarł do mnie później. Może zbyt późno? Nie wiem. Nie jest to żadne usprawiedliwienie. Proszę tak tego nie traktować.

Zdaję sobie też sprawę z kontrowersji, jakie budzę i nic na to nie poradzę. Nie zrobiłem wielkiej kariery, ani majątku, mam tylko długi oraz psa bojowego marki Shih Tzu, dwa koty i chomika, nie pracowałem i nie będę pracował w żadnej nomenklaturowej spółce, nie pociągam za żadne sznurki, bo z daleka trzymałem się od personalnych układów. Gienierałem też nie zostałem, więc mainstream mnie olewa, bo nie jestem fachowcem.

Pracowałem tylko, usiłując złapać lub zneutralizować tych, którzy po roku 1990 szkodzili mojemu krajowi, bo ponad dwie trzecie „kariery” przypada na wolną. Wiele rzeczy nie udało mi się dokończyć, kilka udało. Teraz po trzydziestu trzech latach, muszę przyznać, że przegrałem, a wygrali ci, którzy potrafili się kłaniać lub tworzyć więzi oparte na własnym interesie. Mówiłem zawsze, co myślę i robiłem tak, jak uważałem za właściwie, nie patrząc na polityczne pragnienia szefów. Wszystkich szefów. Było ich bardzo dużo. Zakłóciłem porządnie czarno-biały schemat. I nikt się nie może z tym pogodzić.

Jedni uważają mnie za zdrajcę, inni za wariata, a jeszcze inni – w tym znani i doświadczeni dziennikarze – budują piramidalne teorie spiskowe o prowadzeniu przeze mnie gry w imieniu sił tajemnych oraz straszliwych. Zakłóciłem schemat i to przeszkadza każdemu. Rozumiem, ponieważ w 1989 roku powinniśmy wszystko i wszystkich rozliczyć, a nie budować rzeczywistości na kłamstwie, lecz jeśli wszędzie będziemy widzieli spiski, złe intencje oraz oszustwo, to czy będziemy w stanie dostrzec prawdę?

Jeszcze jedno. Nie jestem prawnikiem, a znając „wybiórczość” tworzonego u na sprawa, nie wiem, czy mogę ujawnić swoje legalizacyjne nazwisko. Znalazło się one co prawda w kilku artykułach i książkach (zupełnie poboczne sprawy), ale pracowałem „na nim” pierwsze dwa lata w Zarządzie Wywiadu UOP. Boję się, że ujawnienie jego spowoduje natychmiastową reakcję sił zbrojnych, która o szóstej rano wywali mi drzwi i wyprowadzi w kalesonach, ku uciesze sąsiadów. Zmilczę je tedy. Moje przezwisko jest za to znane w określonych kręgach. Nazywano mnie „Szczota” ze względu na fryzurę i bardziej na charakter. Ja sam mówiłem zawsze „Pan Szczota”, do czego udało mi się zmusić nawet szefów.