Oskarżanie oponentów o „antysemityzm” nie ma już takiej siły rażenia jak jeszcze kilka lat temu. Oprócz polityki Izraela i organizacji syjonistycznych z USA głównym powodem jest napływ do Europy sporej liczby muzułmanów.

Przypominam, że Rafał A. Ziemkiewicz nie został wpuszczony na teren Zjednoczonego Królestwa pod zarzutem islamofobii. Antysemityzm był dodany jedynie z rozpędu.

O tym, że mamy do czynienia z kolejnym pojęciem-maczugą, za pomocą którego tzw. lewica quasiliberalna sprawująca rządy w Unii Europejskiej rozprawia się z opozycją pisze numerze 25 wydawnictwa UKSW w Warszawie „Chrześcijaństwo – Świat – Polityka” dr Piotr Ślusarczyk (Język w służbie walki ideologicznej i politycznej. Instrumentalizacja terminu islamofobia).

Do dyskursu publicznego na szeroką skalę pojęcie „islamofobia” wprowadziła brytyjska organizacja pozarządowa Runnymede Trust przy wsparciu Komisji ds. Brytyjskich Muzułmanów i Islamofobii, publikując raport Islamofobia wyzwanie dla wszystkich.

Zgodnie z jego zapisami media, naukowcy oraz politycy powinni pisać o islamie w sposób z góry określony, zaordynowany przez władze, które w 1997 roku realizowały projekt społecznej zmiany w duchu ideologii multi-kulturowości. Zgodnie z zapisami tego dokumentu „otwarty” sposób pisania o islamie został przeciwstawiony „zamkniętemu”. Wizję tego pojęcia w polskich badaniach politologicznych zaaprobowała m.in. Sylwia Górzna [2015: 203-224] oraz Katarzyna Górak-Sosnowska [2010: 191-202]. W dokumencie tym zastąpiono opozycję prawda – fałsz, dychotomią otwarty – zamknięty. Dla jego autorów wcale nie rzetelność poznawcza była istotna, lecz „ideologiczna poprawność”. I tak islam powinien być prezentowany jako:

1) „zróżnicowany i stale rozwijający się, którego integralną częścią są różnice, debaty i spory”;

2) „podlegający wpływom innych kultur i religii, jak i mający wpływ na inne kultury i religie – (islam)

a) posiada wspólne (z Zachodem) wartości i dążenia;

b) chętnie wchodzi w interakcje z innymi kulturami;

c) wzbogaca (kulturę Zachodu);

3) „inny, lecz niewybrakowany, a zasługujący na szacunek”;

4) „postrzegany jako potencjalny lub faktyczny partner we wspólnych przedsięwzięciach”;

5) „prawdziwa wiara religijna, praktykowana szczerze przez jego wyznawców”.

Propozycja regulacji obejmowała także swoistą procedurę radzenia sobie z krytyką muzułmanów formułowaną pod adresem Europy, społeczeństwa Zachodu czy szerzej okcydentalnego stylu życia, a także zastrzeżeń zgłaszanych wobec islamu.

Zgodnie z zapisami raportu niezgadzanie się z islamem, powinno iść w parze z przeciwdziałaniem wykluczeniu muzułmanów i aktów wrogości skierowanych wobec nich, natomiast krytyka Zachodu formułowana przez muzułmanów winna być uważnie rozpatrywana, zanim ktokolwiek zdecyduje o jej zasadności.

Najbardziej kontrowersyjnym zapisem z punktu widzenia badań nad islamem był zawarty w dokumencie nakaz traktowania islamu jak religii, przy jednoczesnym odrzuceniu definiowania islamu w kategoriach ideologicznych, czy politycznych.

Za przejaw islamofobii należało uznać koncepcję „zderzenia cywilizacji”, a także tezy mówiące o dążeniach politycznego islamu do zdobycia przewagi politycznej w Europie.

Rzecz jasna dokument ten nie miał mocy aktu prawnego, lecz stanowił instrukcję dla podmiotów działających w przestrzeni publicznej – zarówno dla organizacji pozarządowych, jak i instytucji publicznych. Zalecenia te stanowią (także i dziś) punkt odniesienia dla wielu NGO, grup eksperckich czy dziennikarzy. Warto zaznaczyć, że zadbano o szerokie rozpowszechnienie tego tekstu, nadając zaleceniom „antyislamofobicznym” formę ulotki.

Bez wątpienia wizerunek islamu zawarty w dokumencie był jednoznacznie pozytywny. By uniknąć zarzutu o islamofobię należało przedstawiać islam jako zróżnicowany, kompatybilny ze społeczeństwem Zachodu, partnerski, szczery oraz zasadnie krytykujący Zachód.

Zgodnie z tym politycznym projektem ukształtowania społecznej świadomości islam jawi się jako byt jednoznacznie pozytywny, a jego krytyka staje się nie tylko niepożądana, lecz także nieetyczna.

Dokument Islamofobia wyzwanie dla wszystkich traktować należy jako próbę stworzenia swoistego tabu.

W wolnym społeczeństwie trudno wyobrazić sobie sformułowanie takich samych zaleceń do przedstawiania jakiejkolwiek innej religii czy ideologii. Słowem, pojęcie „islamofobii” pełni funkcję dystorsyjną, która przejawia się w „podawaniu informacji dowolnie sterowanej, przekształconej, fragmentarycznej” [Markowski 2010: 1630] oraz lekceważeniu postulatów semantyki i logiki językowej [Jeziński 2009: 52-53]. Lekceważenie to przejawia się w odrzuceniu fundamentalnych dla metodologii naukowej postulatów takich jak: funkcja logiczna pojęcia, ostrość terminu, jego predykatywna i przedmiotowa natura [Frege 1977: 19-88]. W tym przypadku narzuca a priori określone kategorie poznawcze, które de factouniemożliwiają sformułowanie innych wniosków na temat badanej rzeczywistości, w tym przypadku islamu, niż te z góry przyjęte i uznane za obowiązujące, ponadto zmusza do pozytywnego wartościowania islamu.

Obraz świata muzułmańskiego powstały w oparciu o kryteria islamofobii w zasadzie uniemożliwia podjęcie takich problemów jak na przykład autorytarny charakter prawnej doktryny islamskiej [Sadowski 2017a: 111-275; Sadowski 2017b: 105-115].

https://czasopisma.uksw.edu.pl/index.php/csp/article/view/8995/7982

Uzupełniając tekst Piotra Ślusarczyka należy stwierdzić, że podobną funkcję przez dekady pełniło pojęcie „antysemityzm”. Przecież całkiem na poważnie od pewnego czasu usiłuje rozciągnąć się je nawet na krytykę polityki państwa Izrael.

Jest jednak pewna różnica pomiędzy antysemityzmem a islamofobią. Otóż za antysemityzm nikomu w Unii Europejskiej nie grozi kara śmierci.

Wróćmy jednak do tekstu dr Piotra Ślusarczyka. W kolejnym akapicie przedstawia mechanizm, jakim zachodni POstępowcy hamują, lub też próbują likwidować w zarodku jakąkolwiek krytykę islamu.

Tymczasem analizowanie ataków terrorystycznych, przemocowych lub dyskryminacyjnych praktyk, których dopuszczają się wyznawcy Allaha, w związku lub na tle poszczególnych idei, zakorzenionych w tradycji islamskiej może zostać uznane za bezprawne uogólnienie, ergo przejaw islamofobii.

W zasadzie ta „swoista sankcja” prowadzi do zakazu kontekstowej analizy aktywności członków społeczności muzułmańskiej, przy jednoczesnej akceptacji dla analizy poszczególnych działań mieszkańców Europy w bardzo szerokim kontekście – od doświadczeń kolonialnych, przez krytykę patriarchatu, czy kapitalizmu, aż po szeroko rozumiane studia antropologiczne.

Słowem, działania, teksty czy idee nie-muzułmanina analizować wolno przez pryzmat maksymalnych podejrzeń o rasizm, ksenofobię czy zapędy kolonialne, lecz zastosowanie podobnych narzędzi kontekstowych do badania zwolenników dżihadu, szariatu czy szeroko rozumianego politycznego islamu – stanowić będzie dla aktywisty zwalczającego islamofobię przykład narracji wrogiej i wyraz uprzedzeń.

(op. cit.)

Coś Ci to przypomina, drogi Czytelniku? Ależ oczywiście, masz rację. POprawni POlitycznie działają wg tego samego schematu, jaki wcześniej przez kilka dekad związany był z pojęciem antysemityzmu.

Głównym a w zasadzie jedynym wrogiem lewicy laickiej jest bowiem chrześcijańska tradycja i takież korzenie Europy.

Lewica w swoim zacietrzewieniu nie widzi bowiem, że gdy w Europie Islam zatriumfuje w pierwszym rzędzie szlag trafi ich ideały.

Ongiś niejaki Uljanow, gdy już przeszedł do historii pod nickiem Lenin, pisał o głuchoniemych ślepcach.

I kto by pomyślał, że antycypował wówczas dzisiejszą eurolewicę.

6.10 2021

fot. na prawach cytatu: The Guardian z 16 sierpnia 2016 r.