Wczoraj TVN w programie „Uwaga!” pokazał szokujący materiał, gdzie przedstawił zawodnika MMA, który uderzył swojego dawnego przyjaciela i wspólnika biznesowego, Bartosza Zająca, ten padł trupem, a sąd ze względu na chorobę sprawcy odracza odbycie kary. Cały film to łzy rodziny i krzywda ludzka. Karetka, grób, żałoba i cierpienie bliskich w kontraście do człowieka, którym jest Tomasz Greczkowicz, bo o nim mowa, człowieka, który żyje na wolności, do tego dalej uprawia sport czy wyjeżdża poza Polskę, na czym skupili się dziennikarze TVN.

Tak w skrócie wyglądała wczorajsza „Uwaga!”, w której pojawia się zdjęcie ciała zbolałego Bartosza Zająca, przywiązanego do szpitalnego łóżka i potęgujące w odbiorcy poczucie jakiejś niesprawiedliwości. Czy słusznie? Pytanie to stawiam młodszym kolegom i koleżankom dziennikarzom, a zwłaszcza osobom, które podejmują właśnie decyzję o wyborze tego wyjątkowego, ale też wyjątkowo zbrukanego zawodu.

Tomasz Greczkowicz jako casus prawny i dziennikarski

Koledzy i koleżanki po piórze, pokażę wam świat, w którym – mam nadzieję – nigdy nie postawicie nogi.

Tytuł materiału TVN na stronie „Uwagi!” brzmi: „Zadał cios, ofiara zmarła w szpitalu. Mimo wyroku, zawodnik MMA cieszy się wolnością”. Zawodnik MMA musi sugerować Bruce’a Lee, którego magiczna pięść zabija jednym ciosem. Jak jest naprawdę? Otóż Greczkowicz był de facto amatorem, a na ringu zawodowym zawalczył raz w życiu i do tego dostał wówczas – mówiąc kolokwialnie – łomot. Tego jednak nie sugeruje tytuł, prawda? Nie znajdziecie też ani jednego zdania, że to Zając był agresorem; że Greczkowicz broniąc się uderzył czy odepchnął Zająca i że tego ostatniego zabiła nie siła ciosu Greczkowicza (co przyznają biegli lekarze!), ale to, że będąc pijanym niefortunnie upadł, uderzając o chodnik czy betonowy kosz. Clou sprawy i ani jednego zdania o tym w całym materiale TVN!

Pierwsza w materiale wypowiada się za to zapłakana żona zmarłego, Katarzyna Zając. Wdowa musi być wiarygodna dla odbiorcy, zwłaszcza, gdy płacze. Ma prawo płakać. Straciła męża i ojca swoich dzieci. Dziennikarze jednak mają obowiązek szukać prawdy, niezależnie od łez. Czego nie powiedział TVN? Tego, że Katarzynie Zając udowodniono składanie fałszywych zeznań w tej samej sprawie. Dlaczego tym razem miałaby mówić prawdę? TVN nie zadaje sobie takiego pytania.

Obok wdowy w „Uwadze!” płacze także brat zmarłego, Cezariusz Zając, sugerując w swoich wypowiedziach, że Greczkowicz powinien siedzieć i że jego choroba nie ma tu nic do rzeczy. Cezariusz ma prawo wchodzić nawet w kompetencje lekarskie. Reportaż pokazuje ludzkie uczucia, a nie ma uczuć ani dobrych ani złych, są tylko przyjemne bądź trudne. Nie w tym rzecz. Czego jednak nie wspomniał TVN, a miał obowiązek to zrobić? Bo pamiętajcie, dziennikarz może się pomylić, ma prawo pobłądzić, ma prawo nawet uchybić samej prawdzie, ale nie ma prawa nie dochować rzetelności, czyli może się pomylić, jeśli tropił, starał się ze wszystkich sił poznać stan rzeczy, ale tylko wtedy. Pokazując łzy najpierw żony zmarłego, a później jego brata, Cezariusza Zająca, TVN nie dodał, że ten ostatni jest przestępcą, skazanym prawomocnym wyrokiem sądu za groźby karalne kierowane wobec ojca Tomasza Greczkowicza. Mówiąc wprost, Cezariusz Zając z wczorajszej „Uwagi!” TVN groził ojcu Tomasza Greczkowicza śmiercią. Przy tym fakcie, już detalem jest zapomniana przez TVN informacja, że ojciec Greczkowicza po śmierci ojca Cezariusza i Bartosza Zająców i samobójczej śmierci ich matki opiekował się braćmi.

Układ wiedeński nie zainteresował TVN

W materiale TVN nie znalazł się też żaden wątek polityczny, który każdemu dziennikarzowi mógłby wydawać się w tym miejscu atrakcyjny. Tu pojawia się przecież postać Damiana Bartyli, kuzyna zmarłego Bartosza Zająca, byłego prezydenta Bytomia, który wówczas pełnił tę funkcję i angażował się w sprawę (m.in. spotykając się na rozmowach ze świadkami). Mająca wpływy rodzina Zająców przyjaźniła się też od dawna z Pawłem Kuną kojarzonym z tzw. układem wiedeńskim. Bracia Kunowie prowadzili interesy z Jeremiaszem „Baraniną” Barańskim i Ricardo Fanchinim vel Kozina. Brat Pawła Kuny, Andrzej Kuna, organizował w Wiedniu spotkania Jana Kulczyka z rosyjskim oficerem wywiadu Władimirem Ałganowem. Paweł Kuna był często obecny na rozprawach przeciwko Greczkowiczowi i zapewne ucieszył go najnowszy materiał TVN w tej sprawie. O tym ani słowa, a skoro w materiale pojawiła się sugestia, że Greczkowicz to usytuowany człowiek, bowiem jest biznesmenem, to dlaczego nie wspomniano o prawdziwie nietuzinkowych koneksjach rodziny zmarłego?

Wróćmy jeszcze do samej „Uwagi!” i efektu grozy wywoływanego za pomocą pokazania zdjęcia opuchniętego zmarłego i korelacji tego obrazu ze słowami „cios zawodnika MMA”. Nikt z reporterów nie tylko nie wspomniał o casus mortalis (przyczynie zgonu), którą był upadek i uderzenie o beton, a nie cios, ale także nie wspomniano, że według ekspertów opuchlizna widoczna na zdjęciu z materiału TVN medycznie nie ma związku z uderzeniem, ale medialnie może powodować takie skojarzenia. Innymi słowy, wprowadza widza czy czytelnika w błąd. A przecież teoretycznie dziennikarze mają prowadzić do prawdy, a nie fałszu, jakkolwiek brzmi to jak banał czy frazes. Nikt z reporterów TVN nie zadał także pytania, dlaczego Bartosz Zając był przywiązany do łóżka? Czy był, bo był pijany i agresywny? Przez chwilę nawet nie przyszło do głowy dziennikarzom TVN, by o to zapytać, chociaż nieopatrzenie pokazali kadr zdjęcia, gdzie widać Zająca przypiętego do szpitalnego łóżka.

Mężczyzna nie zmarł bowiem od ciosu, ale w szpitalu, a część dokumentacji medycznej sugeruje, że zastosowano wobec niego niewłaściwe środki medyczne, co mogło mieć wpływ na jego śmierć, która nie musiała być nieuchronna. To kolejne informacje nie ułatwiające jasności narracji. A przecież współcześni dziennikarze chce tylko jednego, komunikacji prostej jak cep, winnych i sprawiedliwych, dobrych i złych. Dlatego zapewne TVN zapomniał powiedzieć, że w najważniejszym momencie, tuż przed tragicznym upadkiem, Bartosz Zając był agresywny, obrażał rodzinę Greczkowicza, był pijany, opluł Tomasza Greczkowicza i sugestywnie zacisnął pięści, co sugerowało atak. TVN nie wspomina też, że nie ustalono czy Greczkowicz w obronie uderzył pięścią czy otwartą dłonią zmarłego Bartosza Zająca, ale ustalono, że śmierć nie nastąpiła od uderzenia, ale od tego, że pijany Zając przewrócił się i uderzył feralnie o betonowy kosz lub chodnik. I tu możecie zauważyć, że jako doświadczony dziennikarz popełniam błąd powtórzenia. Robię to intencjonalnie, bo skoro media pomijają ten fakt sto razy, ja daję sobie prawo, by raz jeden się intencjonalnie powtórzyć. I dlatego jeszcze raz powtórzę także to, że eksperci przyznają, że człowiek pijany posiada zaburzone odruchy amortyzujące upadek. TVN nie traci jednak czasu na sprawy, które poza czarnym i białym wprowadziłyby inne kolory do sprawy i nie zajmuje się takimi wątkami…

Wieloaspektowość. To słowo, którego boją się tabloidy i boi się spłaszczające każdą sprawę polskie dziennikarstwo. W tej płaskości dziennikarze lubują się uciekać do chwytu na Janosika. Wiecie dlaczego świat pokochał serial „Dom z papieru”? Bo przedstawia zwyczajnych ludzi, którzy łamią prawo, ale nie uderzają w innych zwyczajnych ludzi, ale biją w możnych tego świata. Znienawidzonych skrycie przez nas szaraczków. Tak, ludzie nie lubią systemów, państw, banków, urzędów skarbowych, rządów i bogatych. Tomasz Greczkowicz w „Uwadze!” TVN jest przedstawiony jako bogaty biznesmen, któremu się wydaje, że wszystko mu wolno. Tak, Greczkowicz jest przedsiębiorcą. Medialnie nie działa to na jego korzyść. Gdyby jednak TVN chciał być obiektywny, to dodałby, że zajście miało miejsce w Bytomiu, czyli w mieście, w którym zarówno Greczkowicz jak i Zając prowadzili biznesy, z tą różnicą, że Greczkowicz był tam zwyczajnym mieszkańcem, a zmarły kuzynem ówczesnego prezydenta miasta. Dopowiedzenie tego drugiego popsułoby efekt Janosika. Takie popsucie nie mogło się w TVN wydarzyć i nie wydarzyło się.

Łatwiej było pokazać zawodnika MMA, bogatego młodzieńca, słowem nie wspomnieć o dziełach miłosierdzia, które wspierał finansowo nie tylko po, ale także przed zdarzeniem, dać przebitki na walkę MMA i zestawić ją z trumną zmarłego, by wywołać u odbiorcy oczekiwany efekt.

Dlaczego teraz ukazała się „Uwaga!” i wrócił temat Tomasza Greczkowicza?

Screen z materiału Uwaga! "TVN"

Można jedynie zastanawiać się, czy przypadkiem nie dlatego, że za kilka dni Sąd Okręgowy w Katowicach ma podjąć decyzję o ewentualnym wstrzymaniu czy odroczeniu kary ze względów zdrowotnych. Tu można zadać zwyczajowe pytanie: przypadek? Ale czy materiał będzie miał wpływ na decyzję sądu? Drodzy dziennikarze i adepci tej sztuki, tu można się grubo pomylić, jeśli kiedyś kusiłyby was takie działania poza dziennikarskie. Sądy – niezależnie co o nich mówi TVN i TVP, PiS czy PO, bogaci czy biedni, nie lubią, jak robi się z nich marionetki i wpływa na nie poprzez media.

Jeśli jednak TVN chciał pogrozić palcem sądom, to miał ku temu pole do popisu. Tak, owszem! Można postawić tezę, że skoro dziennikarze TVN, zazwyczaj broniący sądów zgodnie z hasłem „wolne sądy”, tym razem zechcieliby uderzyć w suwerenne decyzje sądów, to mogli to zrobić całkowicie od innej strony. TVN mógł zadać pytanie, dlaczego casus Greczkowicza był rozpatrywany jako nieumyślne spowodowanie śmierci, a nie obrona konieczna? TVN mógł zapytać, dlaczego człowiek broniący się ma iść do więzienia tylko dlatego, że agresor będąc pijanym niefortunnie upadł? Dlaczego sądy w takich przypadkach, jeśli sprawcą jest osoba dotąd niekarana, z nieposzlakowaną opinią, a taką był Greczkowicz, przedsiębiorca i filantrop, jeśli w ogóle są skazywane, to zazwyczaj na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu, a nie na bezwzględną izolację w warunkach zakładu karnego? Czy wpływ na tak surowy wyrok dla Greczkowicza miały media i krzykliwe tytuły o śmiertelnym ciosie zawodnika MMA? Tym wątkiem mógłby zająć się TVN, ale się nie zajął.

I teraz, na koniec, skoro już wszystko to wiecie, że agresorem był zmarły; że w praktyce żaden z Greczkowicza zawodnik MMA; że Bartosz Zając zmarł od niefortunnego upadku, a nie od samego uderzenia czy popchnięcia i że o chorobie Greczkowicza nie zadecydował sąd, ale opinie lekarzy (dwóch niezależnych biegłych powołanych przez sąd, a nie Greczkowicza!), warto na koniec przeczytać sobie lead części opisowej artykułu na stronie TVN (artykułu do materiału filmowego) i zapytać się uczciwie, czy można było w tendencyjnym doborze słów pójść jeszcze dalej?

Oto lead dziennikarzy TVN: „Zawodnik MMA jednym ciosem powalił pana Bartosza na ziemię. Mężczyzna zmarł w szpitalu. Po długim procesie zapadł wyrok skazujący Tomasza G. na karę bezwzględnego więzienia. Do dziś agresor nie spędził jednak za kratami ani jednego dnia, gdyż zdaniem sądu jest zbyt chory, by odbyć karę”.

Dziennikarze mają siłę. Potrafią – jak to się mówi – mordować słowem; mordować wszelką chęć do życia w osobach, które opisują, a w czytelnikach wszelką wiarę, że dziennikarstwo cokolwiek ma jeszcze wspólnego z dociekaniem prawdy. I nie chodzi tu o wybielanie kogokolwiek, w tym samego Greczkowicza. Chodzi o to, by tragiczne zdarzenie oświetlić z szacunkiem dla sacrum śmierci, a jeśli już drążyć temat, to z każdej strony, a nie tylko z tej wygodnej dla klikalności lub co gorsza, pod jakąś z góry przyjętą narrację polityczną czy koteryjną.

Jeśli więc w swojej karierze zechcecie się oprzeć pokusie czarno-białości, wejdziecie na drogę dziennikarskiej donkiszoterii, bo jest to jedyna droga, która w życiu dziennikarza ma jakikolwiek głębszy sens…

I jeszcze jedno, tak naprawdę nie wiemy co wydarzyło się wówczas i jak silny był cios Greczkowicza (wiemy tylko, że spowodował opuchnięcie wargi, bez innych naruszeń cielesnych i następnie przewrócenie się pijanego Zająca). Ten nie żyje. Greczkowicz jest stroną, której wersja jest tylko jedną z możliwych. Światło mogłaby rzucić na sprawę wdowa, Katarzyna Zając, ale ta najpierw twierdziła, iż widziała, że Greczkowicz dwukrotnie uderzył jej męża, a później przyznała się do fałszywych zeznań, stwierdzając, że jednak nie widziała momentu uderzenia. A więc nikt tej historii do końca nam zapewne nie opowie… Jeśli więc lud potrzebuje winnych, to niech sobie ich szuka. Głodni linczu ludzie są rzeczywistością każdej epoki. Sądy, dziennikarze, politycy powinni być jednak ponad tłumem, a nie stanowić fabrykę krwiożerczych newsów podsycających nienawistne emocje i chęć do używania gilotyny.

Robert Wyrostkiewicz – dziennikarz

Autor był wiceprezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, członkiem rady programowej Polskiego Radia Radio dla Ciebie, obecnie jest zrzeszony w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich i pełni funkcję redaktora naczelnego takich tytułów jak m.in. magazyn „Spichlerz”. Publikuje na portalach Dorzeczy.pl, Niezalezna.pl czy Pressmania.pl

fot. Pixabay.com/logo TVN – collage RW