Dr Grabowski (tradycyjnie nazywany przez środowisko GazWyb profesorem) nie ustaje w próbach uwiarygodnienia swoich antypolskich rewelacji.

Zupełnie nie dawno grupa 134 naukowców zareagowała wreszcie na wyczyny pana doktora.

Zarzuty są jednoznaczne:

Grabowski nie przestrzega podstawowych zasad rzetelności badacza”, „buduje konstrukcje propagandowe”, „eliminuje kluczowe fakty”, „nie ma nic wspólnego z nauką”, „jego działalność jest rozsadnikiem kłamstwa”, „sprzeniewierza się powołaniu naukowca”, „szkaluje Naród Polski”, „próbuje wypromować pseudofakty”.

Grabowskiemu najwyraźniej za mało.

W piątkowym (z 29 marca 2019 r.) wydaniu sorosowej Gazety Wyborczej pan doktor pisząc o planie wprowadzenia nowych mundurów dla Policji znowu kłamie:

Chętni do nawiązywania do „etosu służby z lat międzywojennych” powinni też wiedzieć o dokonywanych przez funkcjonariuszy w granatowych mundurach pacyfikacjach wsi ukraińskich oraz o masowych aresztowaniach przedstawicieli opozycji politycznej. A także o tym, że te same granatowe mundury odziewały, podczas hitlerowskiej okupacji funkcjonariuszy „granatowej policji” Generalnego Gubernatorstwa – organizacji przestępczej, odpowiedzialnej i współodpowiedzialnej za masowe mordy dokonywane na polskich obywatelach.

http://wyborcza.pl/alehistoria/7,162654,24594252,granatowa-policja-wraca-na-polskie-ulice-bac-sie-uciekac.html

Dr Grabowski wszędzie podaje, że jest z wykształcenia i z zawodu historykiem (herstorykiem?).

Zatem łże świadomie, bowiem fakty są dobrze znane.

Przede wszystkim po II wojnie światowej żaden sąd (ani polski, ani zagraniczny) nigdy nie stwierdził, aby tzw. granatowa policja była „organizacją przestępczą”.

Przypomnijmy.

17 grudnia 1939 r. gubernator Generalnej Guberni dr Hans Frank wydał rozporządzenie, na mocy którego wszyscy byli polscy policjanci mieli stawić się do służby. W razie odmowy groziła kara śmierci.

Miała ona strzec porządku i bezpieczeństwa publicznego. Jednak w stosunku do Niemców ingerować mogła jedynie wtedy, gdy w grę wchodziło zabójstwo, lub na wyraźny rozkaz niemieckiego dowódcy.

Heinrich Himmler w rozkazie z 5 maja 1940 roku doprecyzował zadania GP: „zapewnienie ogólnej służby policyjnej w GG jest zadaniem policji polskiej. Policja niemiecka wkracza tylko wówczas, jeśli wymaga tego interes niemiecki, oraz nadzoruje policję polską.

Przez formację przewinęło się w latach 1940-44 około 18 tys. osób.

Do stałych czynności Policji Polskiej należały patrole prewencyjno-interwencyjne, nadzór nad stanem sanitarnym, regulacja ruchu kołowego, służba na dworcach kolejowych, nadzór nad obowiązkiem meldunkowym. Dochodził do tego nadzór nad bierną obroną przeciwlotniczą oraz szkolenie policyjne Żydowskiej Służby Porządkowej, sprawującej wewnętrzną służbę w gettach.

(za: wikipedia)

Oczywiście nie była to formacja złożona z aniołów, a wykonywanie zadań stricte policyjnych nie cieszy się popularnością również w czasach pokoju.

Jednak mówienie o odpowiedzialności i współodpowiedzialności za masowe mordy dokonywane na polskich obywatelach to kłamstwo.

Owszem, na rozkaz okupanta część musiała brać udział w różnych akcjach, w tym np. rozstrzelaniu w dniach 17 listopada i 15 grudnia 1941 r. ujętych poza murami getta Żydów (odpowiednio 8 i 16 osób).

Trudno jednak uznać je za masowe.

Trzeba powiedzieć Grabowskiemu jasno – oczywiście pośród funkcjonariuszy Policji Granatowej zdarzały się kanalie.

Ot, jak odpowiedzialny za wydanie rodziny Ulmów oraz ukrywanych przez nią Żydów posterunkowy Włodzimierz Leś z Łańcuta.

Ale Państwo Podziemne karało ich w miarę możliwości.

Na wspomnianym Lesiu wyrok śmierci wykonano we wrześniu 1944 roku.

Ale z faktu, że w gronie PG były kanalie wcale nie wypływa wniosek, że jako całość była uznana za organizację przestępczą.

Dzisiaj ocenia się, że aż 25-30% funkcjonariuszy Policji Granatowej było członkami lub współpracownikami polskiego ruchu oporu.

Po 1945 roku polskie sądy skazały ( w tym również na karę śmierci) ok. 600 byłych funkcjonariuszy Policji Granatowej.

Czyli ok. 3%.

W latach 1946-52 działała specjalna komisja rehabilitacyjno-kwalifikacyjna, która pozytywnie zweryfikowała aż 10 tys. byłych funkcjonariuszy.

Niemcy zdawali sobie sprawę, jak bardzo niepewna (dla nich) jest ta formacja. Już 7 maja 1940 roku Gestapo aresztowało 69 oficerów Policji Granatowej na czele z podpułkownikiem Marianem Kozielewskim.

Nic dziwnego, że nigdy nie była formacją o centralnym kierownictwie, ale podporządkowaną niemieckim dowódcom na szczeblu co najwyżej powiatu.

Ale bajki Grabowskiego o Polakach, którzy wymordowali więcej Żydów, niż Niemcy, muszą być nieco bardziej wiarygodne.

Dlatego właśnie na naszych oczach powstaje kolejny mit.

Tym razem wszechpotężnej walczącej z Żydami instytucji (na razie Grabowski tylko enigmatycznie wspomina o obywatelach polskich, za chwilę będą to już Żydzi, a więc antycypuję jego kolejną wypowiedź z maksimum 15 kwietnia) nazywanej Policją Granatową.

Pewnie niedługo odnajdzie się świadek, który przed kamerami opowie, jak to ubrany w czarny mundur gestapowiec płakał widząc, jak to Polak w granatowym mundurze pastwi się nad Żydami.

Ale co miał biedaczek zrobić – bał się, że go Polak zakabluje do złego Hitlera. Płakał tylko bezsilny.

A może sam Grabowski przypomni sobie, że ktoś mu coś takiego opowiadał?

.

Ostrzegam. To wcale nie jest dowód na kompletny odlot umysłowy pana herstoryka.

To kolejna odsłona akcji mającej zdjąć z Niemców ciężar ich wojennych przewin, a zrzucić go na barki mitycznych nazistów i realnych Polaków.

Cóż więc robić?

.

Chyba najprościej byłoby pozwać Jana Grabowskiego oraz naczelnego GazWyb z art. 23 kodeksu cywilnego.

Jest bowiem niesporne, że określenie „dobra osobiste człowieka” odnosi się tylko do dóbr, które przysługują żyjącej osobie, ale także do osoby zmarłej.

W orzecznictwie wśród dóbr osobistych dotyczących zmarłych najwcześniej dostrzeżono problem określenia zakresu ochrony wynikającej z naruszenia dobra osobistego w postaci pamięci i kultu. Miało to miejsce już pod koniec lat 60. XX wieku. Przedmiotem rozważania Sądu Najwyższego stało się wówczas zagadnienie, czy pamięć i kult osoby zmarłej stanowi przedmiot ochrony na gruncie polskiego prawa cywilnego (orzeczenie SN z 12 lipca 1968 r. sgn I CR 252/68, OSNCPiUS 1970, nr 1, poz. 18)..

W tymże orzeczeniu sąd stwierdził, że sfera uczuciowa związana z kultem pamięci osoby najbliższej może stanowić przedmiot ochrony prawnej na podstawie art. 23 i art. 24 k.c. Podobnie w orzeczeniu z 13 lipca 1977 r. (I CR 234/77) Sąd Najwyższy uznał, że w orzecznictwie utrwalił się pogląd, że dobrem osobistym człowieka jest również kult pamięci jego bliskich zmarłych.

Z kolei, w orzeczeniu z 31 marca 1980 r. (II CR 88/80) sąd wskazał, że prawo do pamięci o osobie zmarłej stanowi dobro osobiste osób najbliższych zmarłego.

Warte jest zaznaczenia, że zagadnienia dotyczące dobra osobistego w postaci pamięci i kultu osoby zmarłej są również przedmiotem zainteresowania w zagranicznym orzecznictwie i doktrynie. Przedstawiciele m.in. niemieckiej doktryny prawa oraz niemiecka judykatura bardzo szeroko rozwinęły to zagadnienie, wskazując na istotność tego dobra osobistego.

(M. Obrębski, Ochrona dóbr osobistych związanych z osobami zmarłymi w świetle orzecznictwa)

A zatem pozywać dr Grabowskiego oraz redaktora GazWyb mogą nie tylko jeszcze żyjący byli funkcjonariusze Policji z czasów okupacji, ale przede wszystkim ich dzieci i wnukowie.

Nie poparte ani jednym faktem twierdzenie, że Policja granatowa była organizacją przestępczą, a ponadto była odpowiedzialna i współodpowiedzialna za masowe mordy dokonywane na polskich obywatelach musi znaleźć swój finał w sądzie.

Inaczej za chwilę Grabowski ogłosi, że Niemcy musieli wybudować obozy dla Żydów, by chronić ich przed bestialstwem Polaków.

Chociaż…. Kto wie, co już się drukuje.

29.03 2019

Ps. Dla tych, którzy w Janie Grabowskim widzą profesora. Otóż w Polsce uzyskał tytuł magistra (1986 r.), natomiast w Nowym Świecie został odpowiednikiem polskiego doktora (Doctor of Philosophy skracany jako PhD, Ph.D.).

To i tak sporo zważywszy, że niejaki profesor Rostowski jest tylko licencjuszem, a profesor Bartoszewski miał tylko tzw. małą maturę.

Fota Grabowskiego z konferencji w Izraelu – Derek Stoffel/CBC zamieszczona na prawach cytatu