Media oPOzycyjne w walce o rzekomo zagrożone Państwo prawne pochwalają… łamanie prawa.

O tym, że tracąca na potęgę członków opozycja szuka za wszelką cenę okazji, by w świadomości społecznej zamiast utrwalonego przez 8 lat (w przypadku zaś PSL byłby to praktycznie cały okres trwania III RP) sprawowania władzy obrazu ludzi zdolnych jedynie do napełniania swoich kieszeni kosztem społeczeństwa wdrukować wizję prześladowanych przez pisowskie władze obrońców demokracji i czegoś tam jeszcze wiadomo od października 2015 roku.

Nie dziwi zatem kolejna (pierwsza w 2018 r.) próba wybicia się na męczeństwo, tym razem podjęta w Częstochowie.

Tym razem za cel wzięto organizowaną od 6 lat Pielgrzymkę Kibiców z całej Polski. Praktycznie na drodze stanęła grupa osób, podających się za obywateli RP oraz stowarzyszenie Demokratyczna RP, rozwijając transparenty z napisami: „Chrześcijaństwo to nie nienawiść”, „Moją Ojczyzną jest człowieczeństwo” i „Tu są granice przyzwoitości”.

Nic dziwnego, że wśród okrzyków „prowokacja” kibice odgonili ze swej drogi los starcos desperados, jak od pewnego czasu nazywane są bojówki Kasprzaka w Warszawie.

Przy okazji  jeden z transparentów został spalony.

Nikt  jednak nie odniósł nawet najmniejszych obrażeń, o czym z nieukrywanym żalem donosiły lewicowe media.

Zastanówmy się jednak nad prawną stroną zagadnienia.

Co prawda działając trochę na zasadzie „łapaj złodzieja” oburzeni obywatele i tzw. demokraci pognali na komisariat policji, a by donieść o potwornościach, jakie ich spotkały (wyceniając pry tym obazgrane farbą prześcieradło na 1000 zł!) to jednak nie oznacza, że sami są w porządku.

Bo skoro manifestowali w grupie liczącej wg Policji 20, a wg własnych obliczeń 30 osób, musieli spełniać warunki prawem przewidziane, by organizować manifestację publicznie.

Tymczasem ich legalne zbiegowisko, w którym nikt nie przeszkadzał, skończyło się ok. 20 minut wcześniej na rogu ul. Ks. J. Popiełuszki i al. NMPany.

Zatem pod Jasną Górą stali już nielegalnie!

Pikanterii dodaje fakt udziału w zbiegowisku radnej częstochowskiej Jolanty Urbańskiej (PO).

Tymczasem na stronach UM Częstochowa jak byk widnieje zgłoszenie legalnej manify tego samego kręgu osób, dokonane 28 grudnia 2017 r.

https://bip.czestochowa.pl/artykuly/71509/zglaszanie-zgromadzen

Nie dość, ze w innym miejscu, to na dodatek od godz. 11 do godz. 16. Tak więc manifa mająca przeszkodzić uczestnikom Pielgrzymki Kibiców była robiona na dziko zgodnie z oficjalnie dostępnymi dokumentami.

Na facebooku organizowano się znacznie wcześniej.

Niemiecki „Dziennik zachodni”, zgodnie z tradycją wyniesioną z czasów stanu wojennego, łże na potęgę.

Organizatorem zgromadzenia była Demokratyczna RP, która zgłosiła je do Urzędu Miasta. Stowarzyszenie było zaniepokojone doniesieniami, że w wydarzeniu ma wziąć udział nazirockowy zespół. Mimo zapewnień ojców paulinów, że koncert został odwołany, stowarzyszenie chciało sprawdzić, czy podczas mszy lub po jej zakończeniu do niego nie dojdzie.

http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/czestochowa/a/pielgrzymka-kibicow-na-jasna-gore-i-szarpanina-z-obywatelami-rp-na-jasnogorskich-bloniach-policja-wszczela-postepowanie,12846453/

Tak nie kłamie nawet gazeta wyborcza….

„Protestujący” nawet nie usiłowali wejść do kościoła, ale stanęli w takim miejscu, by mogli być zauważeni przez fotoreporterów.

A jak wynika z akt UM w Częstochowie zgłoszono zupełnie inne zgromadzenie, tak w czasie jak i w miejscu, co każdy sprawdzić może.

Jeśli więc policjanci ustalą, że pod Jasną Górą zjawiło się więcej niż 15 „demokratów” i „obywateli” powinni wobec nich wszcząć postępowanie karne.

Prawo, w obronie którego „obywatele” wszczynają burdy, co prawda mocno ograniczone ze względu na średnią wieku 60+, wyraźnie bowiem określa:

Kto:

1) przeszkadza lub usiłuje przeszkodzić w organizowaniu lub w przebiegu niezakazanego zgromadzenia,

2) organizuje zgromadzenie bez wymaganego zawiadomienia lub przewodniczy takiemu zgromadzeniu lub zgromadzeniu zakazanemu,

3) przewodniczy zgromadzeniu po rozwiązaniu go,

4) bezprawnie zajmuje lub wzbrania się opuścić miejsce, którym inna osoba lub organizacja prawnie rozporządza jako organizator lub przewodniczący zgromadzenia

– podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.

(art. 52 § 2 Kodeksu wykroczeń)

Wywieszanie swoich prześcieradeł z wymalowanymi farbą hasłami obok banerów kibiców z całej Polski niewątpliwie powinno być traktowane jako wykroczenie określone w punkcie 1. Natomiast organizatorzy (być może i pani radna mieści się w tej kategorii) dodatkowo powinni odpowiadać jako ci, którzy organizowali zgromadzenie bez wymaganego zawiadomienia, o ile na manifie było więcej, niż 15 osób.

Kara ograniczenia wolności poprzez nakazanie „obywatelom” i „demokratom” wykonywania prac społecznie użytecznych (np. sprzątanie trybun stadionu po meczy, a w przypadku pani radnej ustawianie krzeseł w sali sesyjnej i opróżniania koszy na śmieci w całym urzędzie) powinna wystarczyć, by uświadomić los starcos desperados i ich potencjalnym naśladowcom, że łamanie prawa w III RP zwyczajnie się nie opłaca.

A jeśli któryś z pielgrzymujących kibiców przegiął, i pchnął zbyt mocno jakąś protestującą emerytkę, powinien odpowiadać karnie. Co do tego przecież nikt nie ma wątpliwości.

Jednak po obejrzeniu filmów, zamieszczonych na facebookowym profilu niejakiej Ewy Blaszczyk oraz zdjęć załączonych do tekstu w niemieckiej polskojęzycznej gazecie dziwnie jestem spokojny, że to taka sama prawda jak ta o zranieniu w rękę niejakiego Szumełdy podczas pogrzebu „Inki” i „Zagończyka”.

Prowokacja, obliczona jedynie na to, że zanim prawda wyjdzie na jaw, upłynie kilka miesięcy.

A wtedy, mam nadzieję, organizatorzy Pielgrzymki Kibiców wytoczą proces cywilny lewicowym prowokatorom i mediom, które bezkrytycznie powielają tego typu informacje.

Wszak przejęcie mediów z rąk niemieckich może nastąpić również przez komornika.

15.01 2018