W działalności partii politycznych i mediów jest pewien element wspólny. Nie zawsze owa działalność jest uczciwa. Szczególnie uwidacznia się to w momencie zmiany władzy lub silnego dysonansu poznawczego między kreowaną rzeczywistością a realiami życia społecznego. Najlepszym tego dowodem były lata 80-te ubiegłego wieku. Ówczesny rozziew między nachalną propagandą a mizerią życia codziennego był jedną z przyczyn wybuchu społecznego.

Władcy dzisiejszych mediów zdają się tego nie pamiętać. Coraz częściej pojawiają się tam „autorytety” z minionej epoki pouczające nas, co jest słuszne, a co nie. Nie widzą nawet, że coraz głośniejsze ujadanie (awantura o Trybunał Konstytucyjny,o zmiany w służbach specjalnych, o pornografię w teatrze, o ustawę medialną, której jeszcze nikt nie czytał, wołanie o Trybunał Stanu dla prezydenta Dudy) daje wręcz przeciwne skutki, nie tylko w sensie wiarygodności ujadających, ale także (niestety dla nich) zamierzonych efektów. Świadczą o tym ostatnie notowania poparcia dla partii politycznych.

Nie dostrzegając odbudowującej się patriotycznej świadomości Polaków, wciąż pouczają, czym jest demokracja i jak mają się stać prawdziwymi Europejczykami. Sami zaś uprawiają propagandę tkwiącą w głębokim PRL-u. No cóż, komunistyczna słoma wychodzi z butów resortowych dzieci.

Autor: Krzysztof Jarosław Kolczycki