Czy twórca „Podróży Guliwera”, brytyjski pisarz i satyryk (1665-1745) tak naprawdę pochodzi z… przyszłości? Poniżej dowody, uprawdopodabniające tę hipotezę.

 

1.

 

W trakcie jednej ze swych licznych wypraw Lemuel Gulliver, początkowo lekarz okrętowy, a następnie kapitan licznych okrętów, trafia do Laputy. Tam, wskutek rozmaitych zbiegów okoliczności zostaje przyjęty na dworze władcy, który mieści się na latającej wyspie. Tam, co wydaje się oczywiste ze względu na położenie, największy nacisk kładzie się na nauke astronomii. Ba, nie tylko.

 

Dzięki teleskopom o wiele ostrzejszym niż europejskie, lapuccy astronomowie: sporządzili katalog dziesięciu tysięcy gwiazd stałych, podczas gdy największy nasz spis nie zawiera nawet jednej trzeciej tej liczby. Odkryli także dwie mniejsze gwiazdy, czyli Satelity, krążące wokół Marsa (…).*

 

Stop. „Podróże do wielu odległych narodów świata” J. Swift napisał w 1726 roku. Tymczasem satelity Marsa (dwa!) odkryto sto pięćdziesiąt lat później, w 1877 roku.

 

Swift nie tylko, że przewidział ich istnienie, ale i podał dość dokładnie dane orbit i okres obiegu wokół planety.

 

Przewidział?

 

A może po prostu wiedział?

 

2.

 

Powyższe może oczywiście być jedynie zbiegiem okoliczności. Ale książka, popularnie zwana „Podróżami Gullivera” zawiera także fragment wskazujący na to, że autorowi nie był obcy świat początku XXI wieku.

 

Następnie udaliśmy się do szkoły języków, gdzie trzech profesorów zasiadło do narady, jak ulepszyć mowę ojczystą.

 

Pierwszy projekt zalecał skrócenie rozmów dzięki przycięciu wyrazów wielosylabowych do jednej sylaby i usunięciu czasowników oraz imiesłowów, gdyż w rzeczywistości jedynymi wyobrażalnymi pojęciami są rzeczowniki.

 

Drugi zakładał odrzucenie wszystkich w ogóle słów; co zalecano jako wielce korzystne z punktu widzenia zdrowia i zwięzłości. Gdyż jest rzeczą jasną, że każde wypowiedziane przez nas słowo nadgryza w pewnym sensie nasze płuca i powoduje ich ubytek, co w następstwie przyczynia się do skrócenia nam życia. Przedstawiono wówczas środek zaradczy w postaci przedmiotów. Słowa są jedynie ich nazwami; wygodniej więc byłoby dla wszystkich, gdyby nosili przy sobie przedmioty konieczne dla wyrażenia sprawy, o której chcieliby porozmawiać. (…) Inną wielką korzyścią, jaką przyniósłby ów wynalazek, byłoby przemienienie go w ogólnoludzki język, zrozumiały przez wszystkie cywilizowane narody (…).*

 

Trudno przewidzieć, co stanie się za kilka lat. Jednak już dzisiaj, po drugiej stronie Bałtyku:

 

Państwowe przedsiębiorstwo Lernia rozpoczęło właśnie kampanię, która ma zachęcić do zastąpienia standardowej formy języka szwedzkiego na bardziej zrozumiałą dla imigrantów.

„Nowy standard szwedzki” został opracowany przy współpracy z lingwistą Michałem Parkvallem i jest mieszanką akcentów oraz dialektów używanych w Szwecji. Firma ma nadzieję, że zmiany w języku bardziej odzwierciedlą Szwecję w 2017 r.

 

 

Zmiany lingwistyczne w języku szwedzkim mają m.in. pomóc odnaleźć się imigrantom na rynku pracy. Nie możemy wykluczać ludzi tylko dlatego, że nie mówią tak samo, jak my – powiedziała Ina Tzacheva z Lernii.

Jednak na początek nowe zasady mają zostać wdrożone w nagraniach telefonicznych czy urządzeniach ulicznych, takich jak bankomaty, automaty do sprzedaży biletów komunikacji miejskiej.

https://ndie.pl/czy-szwedzi-dostosuja-sie-do-imigrantow-ruszyla-kampania-zasad-wymowy-ich-jezyka/

 

 

3.

 

Tomy, poświecone Nostradamusowi i jego Centuriom już dawno przekroczyły liczbę liter zawartych w jego przepowiedniach.

 

I chociaż co rusz okazuje się, że na 100% pewne tłumaczenie kolejnej centurii jest tylko zwykłym łgarstwem, moda na Nostradamusa trwa nieprzerwanie od stuleci.

 

Tymczasem Jonathan Swift przez wielu zapomniany, przez nielicznych już znających jeszcze jego twórczość traktowany jako twórca bajki o królestwie Liliputów tak naprawdę antycypował swoja epokę.

 

Antycypował?

A może zostawił nam wyraźny przekaz: patrzcie, ja byłem razem z wami!

 

Księżyce Marsa niewątpliwie stanowią ważną przesłankę.

 

Zgodnie z przepowiednią zawartą na kartach „Gullivera” za parę lat lingwista Mikael Parkvall pójdzie z reformą języka jeszcze dalej i zacznie nosić na plecach worek z rzeczami koniecznymi do „rozmów” wg zapomnianej już idei lapuckich mędrców.

Czas ostatecznie pokaże, choć wszystko wskazuje na to, że twórca „Gullivera” niesłusznie przez lata  był lekceważony.

 

8.02 2017

 

 

_______________________________________

 

* cyt. za: Jonathan Swift Podróże do wielu odległych narodów świata, tłum. Maciej Słomczyński, WL 1979)