Ci, którzy dotąd zachwycają się Donaldem Tuskiem, jakim to był on wielkim politykiem i wizjonerem już niedługo przekonają się na własnej skórze o jego „wielkości”. Zamiast przedstawiać rzeczywistą sytuację finansowo-gospodarczą Polski, to przy pomocy zaprzyjaźnionych mediów i „ekspertów” bezustannie wmawiał nam, że jesteśmy „zieloną wyspą”, że jako jedno z nielicznych państw przeszliśmy przez kryzys gospodarczy bezboleśnie, że ciągle się rozwijamy, o czym świadczy wzrost gospodarczy, a nasze PKB nieustannie rośnie. Wszędzie kryzys, a u nas nieustający rozwój i ani słowa o tym, że państwo funkcjonuje dzięki systematycznemu zadłużaniu i wyprzedaży resztek majątku.

Nasza rzeczywistość wygląda w ten sposób, że mamy kosmiczne zadłużenie, upadły całe branże i gałęzie przemysłu (m. in.: włókienniczy, hutniczy, stoczniowy, samochodowy, maszynowy, chemiczny, spożywczy), razem z nimi tysiące fabryk i zakładów. Z powodu permanentnego braku pieniędzy zwijane są połączenia kolejowe i autobusowe, w wielu miejscowościach zlikwidowano posterunki policji i poczty, miliony wyjechało, 2 mln ludzi miliony nie ma pracy, z tego 80 % utraciło prawo do zasiłków. No, ale o tym D. Tusk, a teraz Ewa Kopacz nigdy nie mówili, bo trzeba wygrać kolejne wybory, a poza tym wstyd pokazać na arenie międzynarodowej, że ledwo zipiemy. Trudno się przyznać, że było się lub jest nieudolnym premierem, który doprowadził swój kraj do ruiny. Lepiej prezentować się, jako wybitni politycy, dzięki którym na tle kryzysu europejskich państw, kraj, którym rządzą jest „zieloną wyspą” i ciągle się rozwija. Samooszukiwanie się poprawia samopoczucie na europejskich salonach, ale nie zmienia rzeczywistości. A ona coraz bardziej niemiłosiernie skrzeczy.

Kraje zachodnie wiedzą od lat jak naprawdę wygląda nasza sytuacja finansowo-gospodarcza, ale skoro rząd koalicji PO – PSL rozsiewał taką wizję, to członkom Unii Europejskiej to nie przeszkadza, najwyżej uśmiechają się z politowaniem słysząc takie dyrdymały. Dziś wykorzystują nasze samochwalnie się do własnych celów. Przydzielając liczbę imigrantów konkretnemu krajowi biorą pod uwagę cztery czynniki:

– liczbę mieszkańców,
– liczbę azylantów już obecnych w danym kraju,
– stopy bezrobocia
– PKB kraju.

Nie dziwmy się, że skoro jesteśmy „zieloną wyspą” i mamy kwitnącą gospodarkę, to odpowiednio do niej przydzielą nam imigrantów. Widać jak krótkowzroczna była polityka informacyjna Donalda Tuska, a obecnie E. Kopacz i jakie dziś przynosi ona skutki. Wielkim problemem było przyjęcie około 200 osób z Ukrainy, a co będzie z 12 tys. osób, które każe przyjąć nam Unia? By nie przerażać społeczeństwa nic się nie mówi, że na nastąpi łączenie rodzin, wskutek czego liczba przybyszy może wzrosnąć do 100 tys.

E. Kopacz wije się jak węgorz na haczyku, bo jako szefowa rządu i PO doskonale zdaje sobie sprawę ze stanu państwa. Ponadto czy chcemy, czy nie chcemy, na tym się nie skończy. Polska będzie zmuszana do przyjmowania kolejnych transz imigrantów, ponieważ w UE mówi się tylko o uszczelnieniu granic i nic się w tym zakresie nie robi, czas płynie, a oni ciągle napływają, napływają i napływają.

Przyjdzie taki moment, że A. Merkel i jej rząd będą przeklinani nie tylko przez społeczność międzynarodową, ale i przez Niemców za islamski terror i przyczynienie się do islamizacji ich kraju i Europy. Zamiast jako przywódca Unii zablokować ich napływ, to jeszcze ich zachęcają do przyjazdu, otwierając im niemiecką granicę.

Ponadto, papież Franciszek podczas niedzielnego spotkania z wiernymi (06.09.2015) na placu św. Piotra w Rzymie nakazał, by każda parafia, klasztor, zgromadzenie zakonne, sanktuarium w Europie przyjęły po jednej rodzinie uchodźców. Przywódca Kościoła nie widzi żadnego zagrożenia ze strony muzułmanów, którzy nie ukrywają, że chcą zniszczyć Kościół oraz Europę, mordują katolików, zrównują z ziemią kościoły, a ich największym marzeniem jest, by kiedyś na placu św. Piotra ściąć papieża . Taka sytuacja świadczy o jednym – jest już pozamiatane, na naszych oczach powstaje Euroarabia.