„Staram się nie używać wulgaryzmów, ale dziś mam dość: czy nie możecie odpierdolić się od Lecha Wałęsy..?”

bober andrzejPowyższe słowa są autorstwa Andrzeja Bobera. Tego samego, który przez dekady związany był z PRL-owską prasą, a w 1988 roku przygotowywał Lecha Wałęsę do debaty z Alfredem Miodowiczem.
Tego samego, który 22 kwietnia 2013 roku nawoływał do bojkotu Agnieszki Radwańskiej za to, że ona z kolei postanowiła na swoje konferencje prasowe nie wpuszczać pracowników tvn.
Tego samego wreszcie, który opuścił Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w proteście przeciw jego upolitycznianiu (czyli krytykowaniu PO-PSL!), chociaż upolitycznienie dekad lat 1960-tych i 1970-tych jakoś nie stanowiło przeszkody w członkostwie. Ale wtedy przynależność do SDP wiązała się z różnymi profitami, niedostępnymi dla zwykłego człowieka.
To prawdopodobnie ostatni już tak wyraźny krzyk środowiska, które na ponad 25 lat zawłaszczyło Rzeczpospolitą.

Świadek i uczestnik tamtych wydarzeń, Adam Słomka:

as_newDekomunizacja i lustracja zawsze były potrzebne.
Już 6 listopada 1991 roku Klub Parlamentarny KPN złożył pierwszy projekt zawierający elementy dekomunizacji i lustracji: „o Restytucji Niepodległości”. Wówczas został on odrzucony w pierwszym czytaniu poselskim. Ponownie w Sejmie RP III kadencji, gdy projekt dekomunizacyjny stworzony przez środowisko KPN został utrącony jeszcze przed skierowaniem go pod obrady, nad czym ubolewał m.in. Jan Olszewski. Lech Wałęsa i środowiska liberalno-lewicowe spod znaku Michnika, Kuronia, Mazowieckiego, Balcerowicza i innych „doradców” wielokrotnie torpedowały wszelkie inicjatywy dekomunizacyjne i lustracyjne. To oni obrzydzali i blokowali procesy komunistycznych zbrodniarzy właśnie przez zawartość licznych „szaf” nie rozumiejąc, że tylko państwo budowane na zdrowych fundamentach będzie wolne od nacisków na rozmaite instytucje czy osoby, których decyzje są lub były istotne dla milionów Polaków. Zatem prezydentura Wałęsy przez pryzmat tajemnicy TW „Bolka” i akt skrywanych przez Kiszczaka i „kiszczaczków” tak naprawdę gwarantowała 25 lat bezhołowia postkomunistów i ich agentury.
Wraz z mitem Wałęsy upada mit wyborów z 4 czerwca 1989 roku, gdy trwale

00051ZQE4RJD98BX-C116-F4

podzielono środowiska wolnościowe według kryterium tego, kto chce a kto nie chce doprowadzić do rozliczenia czasów PRL. Każdy może przecież odnaleźć dokumenty z ówczesnej operacji „URNA”, gdy funkcjonariusze MSW PRL Kiszczaka fałszowali wyniki kandydatów niezależnych od ekipy Wałęsy, np. w moim przypadku o 5% oddanych głosów. Po co – ktoś zapyta – ekipa Wałęsy godziła się na w/w operację? Ano dlatego, że wybór kandydatów, których nie wspierał Wałęsa spowodować mógłby krach pomysłu na premierostwo Mazowieckiego i prezydenturę Jaruzelskiego. Trzeba tu dodać, że zbrodniarz Jaruzelski został wybrany na prezydenta PRL jednym głosem parlamentarzysty wybranego w 1989!
Gdy jedni kotłowali się w pogoni za rządowymi fuchami, biurkami czy służbowymi samochodami to komuniści palili stosy akt MSW i MON PRL, transferowali olbrzymie sumy do swoich spółek w obawie przed skutkami konieczności przeprowadzenia pierwszych, w pełni wolnych wyborów w 1991 roku. Bo przecież w Sejmie RP I kadencji tzw. „prawica” miała większość i mogła dowolnie wprowadzać zmiany i rozliczyć PRL. Rząd Jana Olszewskiego nie miał potrzebnej większości nigdy, a próby jej uzyskania metodami „nie fair” zakończyły się odzyskaniem władzy przez komunę. Warto wspomnieć, że to środowiska polityczne Mazowieckiego czy Tuska czuwały dosyć skutecznie wówczas nad tym, żeby na lata zohydzić Polakom tematy dekomunizacji i lustracji. Redaktor Adam Michnik i jego „człowiek honoru”, jakieś wizje „dobrotliwych staruszków” i rozliczeń typu rumuńskiego działały na Polaków, którzy zdawali się wierzyć w „oddanie władzy przez komunistów”, „groźbę wkroczenia Armii Czerwonej w 1981 roku” i tego typu „mity”.

1fc218fcc49f42fdb274b19280ae685a

Dziś po ujawnieniu przez IPN materiałów MSW PRL dotyczących TW „Bolka” Wałęsa ma szansę zawrócić z drogi kłamstwa. Może nie brnąć dalej w jakieś fantasmagorie swojego typu i powiedzieć: tak donosiłem, tak brałem za to pieniądze i przepraszam Polaków za tą słabość. Bo to w latach 1970-76 Wałęsa „grał, był nieodpowiedzialny i to co zrobił to skandal”. Warto przypomnieć, że prezydent Wałęsa otrzymał notatkę UOP, w której realizowano inwigilację m.in. KPN. „Stara miłość nie rdzewieje”, a zatem Lech Wałęsa też – jak wynika z dokumentu – polecał inwigilować tych, których działalność była mu nie na rękę. Osobnym zagadnieniem jest to, czy do IPN nie powinny trafić archiwa wojskowych służb specjalnych czasów PRL skoro przez wiele lat nad poczynaniami zlikwidowanej WSI nie było żadnego realnego nadzoru. Wiadomym jest, że służby wojskowe „przejmowały” wielu agentów „cywilnych służb” i – moim zdaniem – warto sięgnąć po inne archiwa – szczególnie te z lat 1978-91.
Lech Wałęsa jest jednym z 10 milionów tych, którzy tworzyli pierwszą Solidarność. Skoro w szczytowym momencie lat 80-tych XX wieku SB miała ok. 100000 agentów to przecież stanowi to jest jedynie 1% tych, którzy byli w różnym czasie zaangażowani w „karnawał Solidarności”. A trzeba pamiętać, że byli też tacy, którzy rzucali „legitymacje PZPR” i włączali się do walki z systemem totalitarnym. Przez lata wmawiano nam „mit” początku końca komuny w dniu 4 czerwca 1989 roku. Tymczasem komunizm i jego poczwarka kończą się na naszych oczach ostatecznie 22 lutego 2016. Wałęsa, Gazeta Wyborcza i środowisko b. Unii Wolności sami zniszczyli ten 27 letni mit, wprowadzona w życie alternatywną wersję historii, jaka im latami odpowiadała przez obronę swoich partnerów z Magdalenki i Okrągłego Stołu. Przypadkowo 22 lutego 1947 roku Sejm Ustawodawczy uchwalił „amnestię”, która zapoczątkowała początek likwidacji zorganizowanego partyzanckiego podziemia antykomunistycznego.
Vichy rozliczać zaczęto we Francji po 20 latach od ostatniej wojny światowej. Bundestag zniósł „przywilej” sędziowski dla sędziów z Trybunału Ludowego III Rzeszy w 1985 roku. Co w tym dziwnego, że musiało minąć aż 27 lat od 1989 roku, żeby rozpocząć ostateczne rozliczenie niegodziwców, agentury komunistycznej czy chociażby mordów i innych przejawów zbrodniczej działalności radzieckich matrioszek z czasów PRL. Właściwie, to nic dziwnego!
http://centrumscigania.info/2-uncategorised/27-apologeci-walesy-wiedza-ze-sprawa-sie-rypla

Adam Słomka ma rację, że rozliczenia pretorian minionych reżimów czekały średnio ponad jedno pokolenie. Jednak sytuacja, w jakiej znajduje się dzisiejsza Polska jest diametralnie inna od tej niemieckiej czy francuskiej sprzed dekad.
Tamte państwa nie były przecież pozbawione majątku, a ludzie na ponad jedno pokolenie wciśnięci w biedę i bezrobocie.
Tymczasem w Polsce robiono wszystko, by pozbawić społeczeństwo mocy. To przecież nie tylko likwidacja wielkich zakładów pracy i wysprzedawanie majątku narodowego często za bezcen. To również nie mniej ważny atak na tradycyjny model rodziny i na historię.
Nagle z dumnego, choć niezamożnego Narodu, zaczynaliśmy stawać się narodem złodziei i skrytobójców, odpowiedzialnych za Holocaust w stopniu coraz bardziej równym odnaradawianym nazistom.
Polskie obozy koncentracyjne w zasadzie oprócz nieśmiałych protestów nigdy nie doczekały się zdecydowanej reakcji ze strony rządu.
Czy można więc się dziwić, że w końcu ktoś dokonał ważnego odkrycia – polskich obozów koncentracyjnych strzegli esesmani, a więc… Polacy? Przecież nie importowaliśmy żołnierzy z innego kraju.
Tymczasem dla prawie 80% Polaków największym problemem było i jest zdobycie środków na przeżycie kolejnego miesiąca.
Z ludzi, którzy nawet pośród nocy stanu wojennego potrafili przy flaszce dyskutować o sztuce, nagle staliśmy się ludźmi na wskroś materialistycznie nastawionymi.
Rozmowy, szczególnie młodszego pokolenia, są coraz bardziej monotematyczne.
Żądanie rozliczeń, żądanie poszanowania dobrego imienia Polski i Polaków zagranicą stały się mało istotne.
Zbyt wielu Polaków nie ma już bowiem marzeń.
To właśnie zasługa Lecha Wałęsy, i jego polityki osłaniania pretorian poprzedniego systemu.
Dlatego tak wściekle niektórzy gardłują w obronie narzuconego przez media obrazu Wałęsy, głusi na nawet najbardziej racjonalne argumenty.
Bo jeszcze pamiętają, że kiedyś byli inni.

Tęsknią nie tyle za młodością, ile za utraconą nadzieją.

bolek2

23.02 2016