Jako czechofil i prawnik przytoczę pewną opowiastkę, poznałem ją dzięki Mariuszowi Szczygieł, otóż niejaki Alexej Čepička, to zięć czechosłowackiego przywódcy Klementa Gottwalda, który swego czasu miał za zadanie wykształcić świadomych sędziów i prokuratorów, zadanie było bardzo proste, wysyłać członków partii i ich zwolenników na krótki kurs przygotowawczy i tak po takim jakże czułym kursie zwolennicy jedynie słusznej partii w latach 50 w czeskiej Pradze i całym kraju zostawali sędziami i prokuratorami. Zadanie było jasne, zdominować wymiar sprawiedliwości na potrzeby partii i jej zwolenników. Propaganda grzmiała wtedy, że w wymiarze sprawiedliwości jest zbyt mało „świadomych sędziów”. Czy to nie przypomina nam, aby przypadkiem tego z czym mamy dziś do czynienia w Polsce? Pomijam fakt, że radziecki model prokuratury funkcjonuje u nas nawet po zmianie prawa o prokuraturze w 2016 r. Ale to odrębna kwestia.

Chciałbym, aby prawicowe tuzy, także moi znajomi po prawej stronie, którzy nie znają się na podstawach choćby wnioskowania prawniczego, nie zabierały głosu w sprawie stanu sądownictwa i nie zakłamywały rzeczywistości twierdzeniami, że idzie o sprawy zwykłych ludzi. To, co robicie, to uczestnictwo w jednym z największych kłamstwa władzy po 1989 r. Życzyłbym sobie, abyście opanowali podstawy tego, co powszechnie nazywa się trójpodziałem władzy i balansem między władzą ustawodawczą, sądowniczą a wykonawczą. Nie kłamcie, że w innych krajach na wybór sędziów wpływ mają też politycy, mają, owszem, ale taki sędzia ma po wyborze inne zabezpieczenia nad sobą, nie może być odwołany przez polityka z jednej, czy drugiej opcji, a jego ewentualne błędy orzecznicze podlegają dobrze działającej kontroli instancyjnej, czy też dyscyplinarnej. Kłamiecie, bo albo jesteście nie douczeni, albo jesteście cynicznymi manipulantami mającymi na względzie tylko interes partii, którą ślepo popieracie. Wielu z was myli pojęcie „niezawisłości sędziowskiej” z dobrowolną oceną dowodów, czy stanu faktycznego, więc o czym wy chcecie na poważnie rozmawiać, jedynie jątrzyć możecie, co ta władza kocha, a Putin wręcz uwielbia, bo to nas osłabia i rozwala do reszty.

Kiedyś był głupi i usłużny sędzia na telefon, dziś jest ustawa kagańcowa na każdego sędziego, jeśli w lot nie odczyta zamiarów władzy, to podsądny ginie do reszty. I nikt nad tym już nie panuje. Obywatel w zderzeniu z państwem, dajmy na to z urzędem skarbowym, czy lokalnym kacykiem władzy jest dziś skazany na przegraną, jeśli trafi mu się sędzia bojący władzy, albo co gorsza idący w sukurs tej władzy. Jestem krytykiem wymiaru sądownictwa, obserwatorem poczynań ministra Ziobry i uważam, że obecna władza ani o centymetr nie polepszyła funkcjonowania prokuratur, czy sądów. Było źle, jest fatalnie, a idzie tragiczne widmo bezprawia i anarchii. Opłaty sądowe, nie jesteś wstanie opłacić pozwu, to nie doczekasz się sprawiedliwości, dziś nawet za uzasadnienie wyroku trzeba zapłacić, wciąż nie ma ustawy o biegłych sądowych, przez co wiele spraw i tragedii ludzkich ciągnie się długimi latami, nie ma też próby odciążenia sędziów w referatach są po prostu zasypani sprawami, co kompletnie nie sprzyja przygotowaniu do prowadzenia wszystkich spraw na odpowiednim poziomie. Przykładów można podać wiele. Zero zmian na tych odcinkach. Od początku twierdzę, że gdyby ludzie Ziobry reformę wprowadzaliby po konsultacjach z sędziami w rejonach, to szanse na poprawę wymiaru byłyby większe. Ale tego nie ma, bo idzie tylko o zamianę jednych na drugich. Musimy wiedzieć jedno, tu nie idzie o jakość urządzania wymiaru sprawiedliwości, tu idzie o to, kto będzie skazywał, kto będzie miał nad nami władzę i trzymanie, kto będzie ludzi skazywał, wsadzał i pozbawiał majątku, jeśli będą to sprawy gospodarcze, czy sporne w kwestii podziału majątku, czy np. należnego zwrotu podatku ze skarbówki. Między naszymi prawami, a poczuciem sprawiedliwości musi istnieć arbitralność, w tym momencie jej już nie ma. To są rzeczy upokarzające dla prawników, bo w takich warunkach wielu spraw nie da się po prostu uczciwie prowadzić.
Nie jest prawdą, że od wczoraj w Polsce mamy dwa systemy prawa. System prawa to zazwyczaj uporządkowany układ pewnych praw, gdzie oczywiste jest, że podmioty zobowiązane postępują de lege artis, czyli zgodnie z prawem, zgodnie ze sztuką uporządkowanych praw. Musimy powiedzieć sobie dziś jasno, w Polsce od wczoraj mamy jako taki system prawa i system kompletnego bezprawia, w normalnym państwie nie mogą funkcjonować dwa systemy prawne, gdzie każdy z nich będzie nosił cechy de lege artis, to jest prostu niemożliwe i prowadzi do chaosu i anarchii. Jeśli dziś mówi się, że sędzia Juszczyszyn wprowadza anarchię to ja się z tym zgadzam, ale zapytam, kto do tego doprowadził? Nie będę bronił ani jednej ani drugiej strony, dla mnie na dziś dzień są to dwa wzajemnie tępiące się obozy otaczające się fanatykami, którzy tej jakże czułej rzeczywistości prawniczej kompletnie nie rozumieją, a niestety ci fanatycy najczęściej są ogniwem determinującym naszą rzeczywistość. Znajomy twierdzi, że kasta jest jedna, ale obozy w niej są dwa i jest w tym wiele racji. Nikt w tej reformie, próbach jej wprowadzenia nie mówi o sprawach zwykłych ludzi, bo nie o ludzi tu idzie, poczucie sprawiedliwości zeszło na dalszy plan, idzie tylko o to, kto ludzi dalej będzie walił po kostkach, kto będzie niszczył życie jednym, a innych często winnych ludzkich tragedii chronił, bo dajmy na to będzie świetnie ułożony w jakimś lokalnym układzie, jakich w Polsce są tysiące.

Idąc jeszcze na moment za niedawną analizą Krakowskiego Instytutu Prawa w sprawie uchwały Sądu Najwyższego, należy jasno zaznaczyć, że polskie prawo nie zna instytucji nieważności orzeczeń sądów powszechnych czy też orzeczeń Sądu Najwyższego, jeżeli zostały wydane po 1989 r. I to wie każdy student drugiego roku prawa, dla mnie jest dziwne i niezrozumiałe, że resort sprawiedliwości to pomija, a prawnicy ministra Ziobry nie mówią ludziom, że nie ma czegoś takiego, jak wspomniana wyżej „nieważność”. Wedle naszego prawa, co najwyżej za nieważne mogą być uznane decyzje administracyjne i to po przeprowadzeniu odpowiedniego postępowania. To powinno być oczywiste dla nawet średnio rozgarniętego prawnika.

Kolejnym ważnym aspektem jest to, że polskie prawo nie zna instytucji bezskuteczności orzeczeń sądów powszechnych, czy Sądu Najwyższego. Tylko działania stron mogą być uznane za „bezskuteczne” i to wedle ściśle określonych wytycznych i procedur w przypadkach szczególnie opisanych. Co więcej wewnętrzne regulaminy i ustawa o SN nie uznaje jakiejkolwiek możliwości uznania uchwał SN za bezskuteczne. Jeśli dziś, jakikolwiek prawnik twierdzi inaczej, to nie wiem, jakim cudem skończył prawo. Wedle tych przepisów należy uznać, że uchwała SN jest skuteczna, czy się to komuś podoba, czy nie.

Ciekawą rzeczą jest to, że ani razu krytycy uchwały SN nie wskazali na przepisy mające uznawać uchwałę SN za „nieważną” lub „bezskuteczną”, a może dzieje się tak dlatego, że przepisy takie po prostu nie istnieją? Powtórzmy, w polskim prawie nie ma przepisów uznających nieważność lub bezskuteczność uchwały SN, co więcej chwała SN ma zawsze moc zasady prawnej, to powinno być oczywiste nawet dla miernego prawnika.

Co do sporu kompetencyjnego, to pamiętam swój egzamin z prawa konstytucyjnego, wyraźnie wpajano nam, że zgodnie z art. 189 Konstytucji Trybunał rozstrzyga spory kompetencyjne pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa. Katalog tych organów jest zamknięty i jasny. Sam spór kompetencyjny zachodzi tylko wtedy, kiedy dwa organy uznają się za właściwe do rozstrzygania dokładnie tej samej sprawy. Idąc dalej, należy wskazać, że żadna z rozpatrywanych spraw przez SN nie była przedmiotem postępowania przed SN i żaden organ państwa, sejm i prezydent nie uznawał się jednocześnie za organ właściwy do wyjaśnienia sprawy rozbieżności wykładni przepisów prawa w orzecznictwie sądowym.

Czy popieram obrońców wolnych sądów? Nie, nie popieram z jednego powodu, ich przedstawiciele przez wiele lat nie kiwnęli nawet palcem, kiedy w wymiarze sprawiedliwości działy się fatalne rzeczy. Dziś idą w marszach tysiąca tóg, dla mnie wiarygodni nie są tak samo jak ekipa pana Ziobry. W całej tej batalii u jednych i drugich nie ma nic o sprawach zwykłych ludzi. Co musi się zatem stać? Może opcja zero w sądach byłaby dobra, ale przepraszam z kim potem iść po lepsze? Nie ma obecnie jeszcze takiej siły, która faktycznie miałaby zdolność to uzdrowić.

Źródło foto: ShutterStock

Autor: Paweł Miter
Prawnik, autor pracy dyplomowej z działalności służb specjalnych i kontratypów czynności operacyjno-rozpoznawczych, publikuje o wymiarze sprawiedliwości w „Warszawskiej Gazecie”. Autor książki „Momenty prawdy o służbach w wymiarze sprawiedliwości i w mediach” (więcej).

 

Przeczytaj także wywiad z Pawłem Miterem: „Wszystko na to wskazuje, że CBA nie posiadało wiarygodnej informacji, a ta jest najważniejsza przy zastosowaniu zakupu kontrolowanego”. Spowiedź Agenta Tomka wywoła wielkie oburzenie na salonach politycznych. Posypały się wnioski i komentarze w tej sprawie. A jak to faktycznie jest z punktu widzenia człowieka, który jako pierwszy w Polsce ujawnił działania sędziego na telefon, prowadził śledztwa dziennikarskie i skończył prawo pisząc pracę dyplomową z działalności służb specjalnych i kontratypów czynności operacyjno-rozpoznawczych. Paweł Miter to prawnik i dziennikarz Warszawskiej Gazety oraz Gazety Finansowej można wręcz powiedzieć, że to tropiciel afer i korupcji na szczytach władzy. Kiedyś był prawie ikoną zjednoczonej prawicy, ale od czasu gdy PiS przejął władzę jest jednym z najbardziej znienawidzonych dziennikarzy, bo patrzy rządzącym na ręce i bezkompromisowo ujawnia niewygodne fakty. Krzysztof Sitko w rozmowie z Pawłem Miterem (czytaj więcej).