Pogoda nam sprzyjała, kolejny dzień na helleńskiej ziemi przywitał nas słońcem na bezchmurnym niebie, oraz temperaturą ok. 27 st. C. Do pokonania w tym dniu mieliśmy ok. 400 km. Jechaliśmy wzdłuż Zatoki Korynckiej drogą olimpijską prowadzącą z Aten do Olimpii. Jej zbudowanie zajęło 10 lat.
Mieliśmy w planie zwiedzanie niesamowicie ciekawych miejsc m.in. Olimpię, w której ponad 1500 lat temu odbywały się najważniejsze igrzyska panhelleńskie , muzeum archeologiczne, winiarnię. Trasę mieliśmy zakończyć późnym popołudniem w miasteczku Delfy w górach Parnasu.

Jadąc obserwowaliśmy z jednej strony widok na kontynent a z drugiej Peloponez. Minęliśmy most Rion-Antirion, ale go nie przekraczaliśmy. Zrobimy to w drodze powrotnej. Podczas jazdy nasza przewodniczka wyświetliła nam film o jego budowie. Jest on jedynym połączeniem Peloponezu z kontynentalną Grecją. Wybudowany w najwęższym miejscu i mający prawie 3 km długości znacznie skraca czas podróży. Ponieważ teren na którym powstawał jest zagrożony trzęsieniami ziemi nie można było go budować w tradycyjny sposób, projektanci zaplanowali most wantowy – na linach. Konstrukcja wytrzymuje wstrząsy 7 st w skali Richtera i napór silnych wiatrów. Został oddany do użytku 7 sierpnia 2004 roku, tuż przed inauguracją XXVIII Letnich igrzysk Olimpijskich w Atenach. Jego nazwa pochodzi od połączenia nazw dwóch miejscowości Rio oraz Andirio położonych na dwóch brzegach cieśniny.
W drodze powrotnej na kontynent będziemy go przekraczać, wtedy będzie okazja przyjrzeć się mu dokładnie.

Przewodniczka Agnieszka opowiada nam bardzo ciekawe rzeczy na temat mijanych miejsc i miast. Przejeżdżaliśmy przez liczące 180 tys. mieszkańców uniwersyteckie miasto Padra, znane z karnawałów. To tu przed Wielkim Postem pali się kukły karnawału. Tu przebywał, nauczał i został ukrzyżowany na krzyżu w kształcie X św. Andrzej. Widać było słynną na cały świat katedrę pod Jego wezwaniem, w której znajdują się Jego relikwie.
Mijaliśmy też znaną winiarnię Gustaw Claus w której zatrzymamy się w drodze powrotnej.

Tak oglądając krajobrazy, film i słuchając Agnieszki dotarliśmy do Olimpii, miejsca sławnego z rozgrywanych igrzysk olimpijskich. Według mitów ich inicjatorem był Herakles Idajski, jeden z braci Kuretów, którzy opiekowali się Zeusem. To właśnie Herakles wezwał pozostałych braci do rywalizacji w biegach, a zwycięzcę udekorował gałązką oliwną. Nie są znane dokładne ich początki. Za datę pierwszych igrzysk w Olimpii przyjmowany jest rok 776 p.n.e. w których zwycięzcą był kucharz Koroibus z Elis.

Odbywały się one co cztery lata zawsze w czasie drugiej pełni księżyca po przesileniu letnim, czyli na przełomie lipca i sierpnia. Gdy przybyli Rzymianie to czasem przekładano datę. W czasie ich trwania musiał zapanować święty spokój oraz 1 miesiąc przed i 1 po ich zakończeniu. Urzędnicy mieli za zadanie sprawdzać czy nie trwają żadne wojny i bitwy. Igrzyska trwały najpierw 1 dzień, potem 3 a następnie 5. Miesiąc przed olimpiadą wszyscy zawodnicy zbierali się w mieście Elis, oddalonym o ok. 60 od Olimpii. W nim poddając się ścisłej diecie trenowali. Spośród nich wybierano najlepszych. Dwa dni przed igrzyskami razem z gośćmi z całego greckiego świata brali udział w procesji do Olimpii.

W pierwszym dniu składano ofiarę Zeusowi z postaci dzika a następnie zawodnicy składali przysięgi, że będą rywalizować wg zasad, nie dopuszczając się żadnego oszustwa na zawodach, gwarantując, iż pilnie przykładali się do ćwiczeń przez poprzednie 9 miesięcy. Piąty dzień był zakończeniem igrzysk i jednocześnie nagradzaniem zawodników.

Zwycięzcy byli dekorowani wieńcami ze świętego drzewa oliwnego, które rosło opodal świątyni Zeusa, nosili także szarfy okręcone wokół głów, ramion i nóg. W późniejszym okresie nosili gałązki palmowe. Nagrodami były wieńce z gałązek oliwnych i wieczna chwała. Uważano ich za bohaterów, pisano o nich wiersze i stawiano pomniki. Z czasem doszło wynagrodzenie pieniężne, co niekiedy stanowiło pokusę do nieuczciwej walki i korupcji. Poza głównym przyjęciem dla zwycięzców odbywały się prywatne uroczystości, podczas których hucznie bawiono się przy dźwiękach muzyki. Często specjalnie na tę okazję pisano ody.

Pierwotnie podczas igrzysk olimpijskich współzawodniczyli również poeci, tancerze i muzycy oraz odbywał się konkurs krasomówstwa.
W igrzyskach brali udział tylko mężczyźni, początkowo Grecy a potem i pół-Grecy. Zawodnikami byli chłopcy w wieku 12-18 lat oraz mężczyźni powyżej tego wieku. Rywalizacja odbywała się w dyscyplinach:
biegi: wykonywane na trasie 192 m,
skok w dal: wykonywane przez każdego uczestnika po trzy razy,
rzut dyskiem: dysk ważył około 6 kg, były to kamienne lub metalowe krążki,
rzut oszczepem: oszczepy były wykonane z lekkiego drewna,
zapasy: zwycięzcą był ten, który trzykrotnie powalił swego przeciwnika na ziemię,
boks: uczestnicy owijali dłonie miękkim rzemieniem, który chronił palce przed wybiciem, a ciosy dzięki niemu były słabsze,
pankration: połączenie boksu z zapasami,
wyścigi konne i wyścigi zaprzęgów (rydwanów).

Kobiety nie tylko nie brały w tym udziału, ale nawet nie miały wstępu na zawody. Do historii przeszedł młody lekkoatleta Pizydorus który przebrał swoją matkę za trenera i wprowadził ją na stadion. Dla nich były specjalne osobne igrzyska tzw. Hereje (od Hery).W przeciwieństwie do mężczyzn, którzy brali udział w zawodach nago, one były ubrane w tuniki do kolan. Brały w nich udział dziewczęta 12-18 roku życia. Dla dziewcząt był też skrócony dystans biegów na 5/6 stadionu długości 192 metrów.

Najważniejszą dyscypliną Igrzysk były krótkodystansowe biegi. Każdą olimpiadę nazywano później imieniem zawodnika, który w nich zwyciężył. Rozgrywano je na dystansie jednej stadii – czyli jednego stadionu (192,8m). Poza tym ścigano się na diaulos (dystans 2 stadii) i dolichos (dystans 20-24 stadii).
Biegacze ścigali się na prostej, a nie dookoła stadionu. Prawdopodobnie najsłynniejszym zawodnikiem był Leonidas z Rodos, który wygrał bieg na trzech dystansach w czterech kolejnych olimpiadach. Zawodnicy przed każdym biegiem wykonywali ćwiczenia rozgrzewające, a ten kto popełnił falstart był karany chłostą. Był też bieg tzw. hoplitodromus, podczas którego zawodnicy biegali w hełmach, nagolennikach i nieśli okrągłe tarcze.

Rzut dyskiem i oszczepem – dyski wykonane były z brązu, marmuru i ołowiu. Ważyły od 6 do 7 kg. Rekord rzutu wynosił 30 metrów. Starożytne oszczepy były wykonane z lekkiego drewna i w połowie miały przywiązaną pętlę. Rekordowa odległość rzutu to 91 metrów.

Skok w dal – uważana za najtrudniejszą dyscyplinę. Zawodnik trzymał w rękach tak zwane ciężarki zamachowe. Skaczący, odbijając się wyrzucał je do przodu a następnie tuż przed lądowaniem szybko cofał za siebie..

Zapasy – walczono w dwóch kategoriach zapasów: stojących i naziemnych. W stojących należało trzy razy przewrócić przeciwnika na ziemię. Zapasy naziemne trwały dopóty, dopóki jeden z walczących nie poddał się, unosząc prawą rękę z wyciągniętym kciukiem. Gryzienie i drapanie było zabronione. Naoliwione ciało zapaśnicy posypywali piaskiem, by przeciwnik mógł zastosować pewny chwyt. Po walce zeskrobywali ze skóry oliwę, pył i piasek za pomocą specjalnej skrobaczki zwanej stringilem.

Pankration – był uwielbianą przez widzów brutalną dyscypliną, zawierająca elementy boksu i zapasów (wszystkie chwyty dozwolone).

Boks – mimo, że był bardzo brutalnym sportem, cieszył się wielką popularnością. Podczas walki zawodnicy mieli specyficzne „rękawice bokserskie”. Na początku owijano nadgarstki długimi pasami z miękkiej skóry, pozostawiając wolne palce. Później zaczęto używać pasów z twardszej skóry. Najokropniejsze były jednak rękawice wzmocnione żelazem i kawałkami ołowiu, wprowadzone w czasach rzymskich. Zmagania odbywały się na powietrzu, nie wiadomo czy istniało coś w rodzaju ringu.

Wyścigi konne i wyścigi zaprzęgów – zaprzęgi ścigały się w dwóch kategoriach: dwukonnych i czterokonnych. Właściciele koni i zaprzęgów sami zazwyczaj nie brali udziału w wyścigach, tylko wynajmowali jeźdźców i woźniców. Wieniec zwycięzcy otrzymywał jednak właściciel, a jeździec dostawał szarfę. Właściciele szczególnie ubiegali się o zwycięstwo w zawodach czterokonnych zaprzęgów, czyli kwadrygach. Rydwany były zbudowane z drewna, wiklinowej plecionki i nie były resorowane. Długość trasy wynosiła 1,6 – 13 km. Po wyścigach zaprzęgów na tym samym torze odbywały się wyścigi konne. Jeźdźcy jeździli na oklep i bez strzemion (siodło i strzemiona nie były jeszcze znane).

Podczas zawodów sportowcy występowali na golasa. Za oszukiwanie trzeba było płacić karę (np. ufundować kosztowny posag Zeusa). W roku 393 n.e cesarz Teodozjusz I Wielki zamknął olimpiadę, bo oddawała cześć Zeusowi. Miejsce to uległo zapomnieniu, dopiero w XVIII wieku wszczęto pierwsze poszukiwania Olimpii i na podstawie istniejących zapisków skończyło się to powodzeniem.

Starożytne greckie igrzyska olimpijskie stanowiły wzór dla Pierre’a de Coubertina, który w roku 1896 w Atenach zapoczątkował nowożytne igrzyska olimpijskie.

Gdy przekroczyliśmy bramy Olimpii pierwsze co rzuciło się nam w oczy to błąkające się między ruinami bezpańskie psy. W całej Grecji wg szacunków jest około jednego miliona bezpańskich psów i kotów. Wiele z nich wylądowało na ulicy po tym, jak właściciele porzucili je w związku z kryzysem gospodarczym. Nie wyglądają na zaniedbane, ludzie je dokarmiają, ale mogą być niebezpieczne. Podczas naszego pobytu dotarła do nas smutna wiadomość, że 62-letnia emerytowana nauczycielka akademicka z Wielkiej Brytanii została zagryziona w Grecji przez bezpańskie psy. Kobieta odwiedzała samotnie stanowisko archeologiczne w pobliżu granicy grecko-tureckiej, skąd zdecydowała się przejść pieszo do swojej kwatery w pobliskim mieście Maroneia.

 

Było mało turystów. Panowała cisza i spokój, ale wyobrażałam sobie jaki gwar musiał panować w czasach, gdy miejsce to było pełne zawodników i widzów.

Po gimnazjonie, buleuterionie (miejscach ćwiczeń i narad), pracowni rzeźbiarzy i łaźniach niewiele pozostało. Agnieszka demonstrowała nam plansze przedstawiające jak wyglądały te obiekty w starożytności. Oglądaliśmy pozostałości łaźni. Zbudowali ją z cegły Rzymianie.

Udaliśmy się na miejsce pracowni najsławniejszego a zarazem najwybitniejszego przedstawiciela greckiej rzeźby starożytnej okresu klasycznego Fidiasza. To on ok. 437-432 p.n.e. stworzył zaliczany do siedmiu cudów świata kultowy posąg Zeusa Olimpijskiego dla świątyni w Olimpii. Przedstawiał boga siedzącego na tronie w płaszczu i z wieńcem oliwnym na głowie, trzymającego w lewej dłoni złote berło, w prawej – posążek Nike. Niestety spłonął podczas pożaru świątyni. Wygląd posągu Zeusa Olimpijskiego znany jest z opisów literackich i wyobrażeń na monetach z Elidy (I-II w.).

Po 2,5 tys. lat z pracowni pozostały tylko fundamenty. To na nich powstał bizantyjski kościół po którym pozostały ściany, tworzące dwa sporych rozmiarów pomieszczenia. Na ziemi leżały kawałki kolumn i marmurowych bloków. Patrząc na nie zastanawiałam się, czy nie są to pozostałości po wykonanych przez niego sławnych rzeźbach.

Z pracowni skierowaliśmy się do ruin sławnego Olimpiejon świątyni Zeusa z ok. 456 p.n.e. Była to największa świątynia na Peloponezie. Wewnątrz niej znajdował się sławny 13-metrowy posąg Zeusa dłuta Fidiasza. Niewiele z niej pozostało bowiem gmach uległ uszkodzeniu podczas trzęsienia ziemi w 374 p.n.e., a w 426 roku z rozkazu cesarza Teodozjusza II została spalona. Ostatecznie zniszczyły ją trzęsienia ziemi w 551 i 552 roku. Na przestrzeni wieków obszar sanktuarium wielokrotnie zalewały wody Kladeos i Alfios – co skutkowało tym, że cały teren przykryła warstwa piachu i szlamu o grubości 5–7 m. Gdy patrzyłam na leżące bezładnie obok siebie elementy kolumn i olbrzymie bloki skalne było mi się smutno, że tak mało dotrwało do naszych czasów z tak sławnej świątyni. Jedyna stojąca kolumna to rekonstrukcja.

Nieopodal świątyni jest miejsce gdzie nagradzano zwycięzców olimpijskich konkurencji. Idąc dalej w kierunku stadionu zatrzymaliśmy się przy miejscu gdzie był rozpalany święty ogień olimpijski który nigdy nie gasł. Organizowano nawet „lampadedromia” tj. biegi sztafetowe w których zawodnicy przekazywali sobie jak pałeczkę pochodnię z ogniem.

Idąc w kierunku stadionu w starożytności mogącego pomieścić 20 tys. widzów (niektóre źródła podają, że 45 tys. widzów) mijaliśmy puste miejsca na których przed wiekami stały posągi Zeusa z brązu ufundowane z kar nakładanych na zawodników za oszukiwanie podczas igrzysk. Każdy miał na piedestale tabliczkę z nazwiskiem winnego sportowca, co miało odwodzić innych zawodników od oszustw podczas igrzysk. Było ich szesnaście. Pierwszy został ustawiony w 388 p.n.e. na Eupolosa z Tesalii za przekupienie trzech swoich przeciwników w zawodach bokserskich. Posągi były bardzo drogie bo wykonywali je najlepsi ówcześni artyści.

By wejść na stadion musieliśmy przejść korytarzowym wejściem nad którym umieszczone jest łukowate sklepienie (kryptoportyk) powstałe w czasach rzymskich bowiem starożytni Grecy nie znali beczkowatych sklepień.
Po wejściu, pierwsze co mnie uderzyło to brak typowych siedzeń z kamienia. Widzowie siedzieli na trawiastych wałach ziemnych usypanych wokół stadionu. Zastanawiałam się jak mogło się na widowni pomieścić 20 tys. widzów. Zaskoczył mnie jego podłużny kształt niepodobny do współczesnych tego typu obiektów i małe rozmiary – 212,54 m długości i 30–34 m szerokości.

Na bieżni do dziś zachowały się oryginalne kamienne linie startu i mety. Na stadionie znajdowało się też podium dla sędziów i ołtarz Demeter.

Gdy podziwialiśmy ten starożytny cud od 1989r wpisany na listę UNESCO Agnieszka zaproponowała naszym panom wzięcie udziału w biegu na około 100 m. Najpierw zapanowała cisza a za chwilę jako pierwszy zgłosił się mój mąż, a następnie kolejni panowie. Mimo, że pozostali zawodnicy byli dużo młodsi i wyżsi od męża i nie miał On szans na zwycięstwo, to powiedział mi, że nigdy nawet we snach nie marzył, że będzie miał okazję wziąć udział w zawodach w tak historycznym miejscu i biegać po bieżni którą biegali antyczni herosi. W efekcie mąż zajął zaszczytne trzecie miejsce. Ale cóż nie zwycięstwo się liczy, ale udział. Miał okazję włożyć na głowę laurowy wieniec, który i ja przymierzyłam.

Po tym wydarzeniu udaliśmy się w kierunku wyjścia. Mając trochę czasu wykorzystaliśmy go na obejrzenie jeszcze raz niektórych obiektów i robienie pamiątkowych zdjęć.
Udaliśmy się w miejsce gdzie tradycyjnie zapalany jest znicz olimpijski, Filipionu, a następnie weszliśmy do pozostałości świątyni bogini Hery patronki niebios, płodności, macierzyństwa, opiekunki małżeństwa, piękna i rodziny oraz symbolu zazdrości.

Następnie udaliśmy się do powstałego w 1886 roku Muzeum Archeologicznego, które znajduje się na terenie wykopalisk. Jest oddalone kilkaset metrów od Świątyni Zeusa. Po wejściu do niego uderza wielkość sal, ich przestronność, wspaniałe oświetlenie i panujący przyjemny chłód dający relaks w gorącym, letnim dniu. Mieliśmy szczęście, nie było dużo turystów i spokojnie można było obejrzeć każdy eksponat. Dzięki znajdującym się makietom, zapoznaliśmy się z wyglądem i rozkładem obiektów na terenie antycznej Olimpii.

Wszystkie wystawy są fascynujące. Można wiele zobaczyć w krótkim czasie. Widziałam na żywo oryginalne greckie skarby które wcześniej znałam z książek lub filmów. Dla mnie najciekawsze były sale z rzeźbami które niegdyś zdobiły tutejsze świątynie i aleje gaju oliwnego. W głównej sali znajdują się wspaniałe rzeźby z czasów greckich i rzymskich pochodzące ze Świątyni Zeusa.

To w niej miałam możliwość zobaczenia posągów m. in. Hadriana z IV wieku p.n.e., który jest jednym z najlepiej zachowanych rzeźb z okresu Grecji klasycznej, oraz 10 metrowy posąg Nike z V w. p.n.e który do naszych czasów dotrwał w znacznym stopniu uszkodzony, bowiem nie zachowały się skrzydła. Oglądałam z wielkim zainteresowaniem fryz przedstawiający 12 prac Heraklesa niewykonalnych dla zwykłego śmiertelnika:

1. Zabicie lwa nemejskiego,
2. Zabicie hydry lernejskiej,
3. Schwytanie dzika erymantejskiego,
4. Schwytanie łani cerynejskiej,
5. Przepędzenie ptaków stymfalijskich,
6. Oczyszczenie stajni Augiasza,
7. Schwytanie byka kreteńskiego,
8. Schwytanie klaczy Diomedesa,
9. Zdobycie pasa Hippolity,
10. Przyprowadzenie byków Geriona
11. Zdobycie złotych jabłek Hesperyd,
12. Przyprowadzenie Cerbera

Znajduje się w nim oryginalny hełm należący do zwycięskiego wodza spod Maratonu Miltiadesa. Gdy go oglądałam trudno mi było uwierzyć, że w zasięgu ręki znajduje się część rynsztunku sprzed tysiąca lat który miał na głowie podczas bitwy.

Z zainteresowaniem oglądałam przepiękną terakotową grupę Zeusa porywającego Ganimedesa. Dłużej zatrzymałam się przy posągach Hermesa z małym Dionizosem, Hadriana, Poppei drugiej żony Nerona i Agrypiny żony cesarza Klaudiusza. Nie można ich dotykać.

Jest wiele posągów bez głów, podobno ze względów oszczędnościowych zarówno Grecy jak i Rzymianie nie burzyli ich w sytuacji utraty władzy przez imperatora lub wysokiego urzędnika tylko wymieniali głowę w istniejącej figurze.

Z ciekawością oglądałam przedmioty odnalezione w warsztacie najsławniejszego antycznego greckiego rzeźbiarza Fidiasza, młotek, kowadło, formy gliniane i kubek z wyrytym imieniem rzeźbiarza.
Fascynujące były sale w których wyeksponowano przedmioty związane ze sportem: haltery, czyli drążki do skoku w dal, dyski, kamienne ciężary do podnoszenia i wiele innych.
Przykuwały uwagę przedmioty codziennego użytku ze szkła, gliny, oraz narzędzia rzemieślnicze.

Warto zobaczyć znajdujące się w nim eksponaty bowiem są uzupełnieniem ruin. Pozwalają z bliska poznać szczegóły przeszłości, tym samym znacząco wzbogacając wiedzę o potędze tego miejsca w starożytności.

Po obiedzie i krótkim odpoczynku udaliśmy się na rekonesans i degustację do słynnej winiarni Axaia. Położona jest ona na niewielkim wzgórzu z którego roztacza się przepiękny widok na dolinę.
Przed winiarnią znajduje się plantacja winorośli. Mimo, że było już po sezonie na niektórych gałęziach były jeszcze jasne grona. Próbowałam ich, były bardzo słodkie.

Po przekroczeniu bramy wejściowej na obszernym dziedzińcu znajdowało się sporo dębowych pustych beczek, a na środku duża przepiękna wiata ze stołami i ławami. Jedna z pracownic opowiedziała nam historię winiarni.
Została założona w 1861 roku przez Bawarczyka Gustawa Clausa i jest najstarszą istniejącą do dziś w Grecji. Właściciel zakochał się w pięknej młodziutkiej Greczynce Dafne. Nie było im jednak dane wspólne życie, ślub, posiadanie dzieci, ponieważ zmarła ona w młodym wieku. Na jej cześć Gustaw najlepszy gatunek wina nazwał jej imieniem.

Nim udaliśmy się na degustację i zakupy win zwiedziliśmy istniejące przy winiarni muzeum. Na ścianie magazynu gdzie leżakują wina jest portret założyciela Gustawa Clausa, oraz jego rodziny. Widzieliśmy dawne ubiory jakich używano podczas pracy, maszyny i narzędzia do jego produkcji, oraz magazyny z olbrzymią ilością beczek w których leżakuje wino. Niektóre z nich noszą imiona osób, które odwiedziły tę winiarnię. Między innymi Ireny Szewińskiej, która niosła pochodnię podczas Igrzysk Olimpijskich w roku 2004 przez most Rion-Antirion. Podczas zwiedzania otrzymała w nagrodę stuletnie wino. Jest jej fotografia na ścianie, jednak zdjęcie które robiłam nie jest najlepszej jakości.Swoją beczkę ma Nadia Conaneci, a nawet Putin. Widzieliśmy ponad 100 letnie beczki oraz beczki olbrzymy.

Obecnie właścicielami tej firmy są rodowici Grecy.Z muzeum udaliśmy się na degustację podczas której próbowaliśmy win o różnych bukietach zapachowych i smakach, kolorach i rocznikach.

Wielu osobom z naszej grupy smakowało zwłaszcza Dafne, czerwone słodkie o niesamowitym bukiecie zapachowym. Kupiłam kilka butelek. Po przywiezieniu do Polski wszyscy którzy je próbowali byli nim zachwyceni.

Z winiarni udaliśmy się w drogę do Delf zatrzymując się przy przepięknym moście Rion-Antirion. Po wyjściu z autobusu mogliśmy z bliska go zobaczyć. Jest monumentalny i robi wrażenie, jego niepowtarzalna konstrukcja zachwyca lekkością. Gdy na niego patrzyłam trudno było mi uwierzyć, że ma on 3 km długości. Jadąc nim podziwialiśmy przepiękne widoki.

Autokar piął się drogą coraz wyżej. Gdy dotarliśmy na miejsce zaczął zapadać zmrok. Kolacja na mieście niezbyt nam smakowała. Po niej krótki spacer po miasteczku i udaliśmy się na spoczynek.

Jutro rano wyruszamy w dalszą drogę do sławnej świątyni delfickiej którą starożytni uważali za środek ziemi i w której wieszczka Pytia przepowiadała przyszłość.

Foto:Liliana i Zdzisław Borodziuk i z internetu „posąg Zeusa”