Kolejny raz oglądam film „Stan Gry”. To tylko film, ale porusza bardzo istotny problem, który ja nazywam roboczo komercjalizacją bezpieczeństwa państwa. To choroba naszych korporacyjnych czasów, z którą nawet nie można walczyć, ponieważ ci, od których wiele zależy, na każdym poziomie i szczeblu, zarażeni są zarazą rakiem korporacyjności, uznawanego błędnie za atrybut „nowoczesności”, „światowego życia”, pseudo luzu, mordorowej, wymuszonej nonszalancji i programowanej pseudo uprzejmości. bezpieczeństwo to nie Excel, słupki sprzedaży, kolorowe prezentacje w Power Point, a najlepiej na Mac, bo to pokazuje „fachowość”. To nie wyłącznie drogie zabawki, strzelające lub nie, którymi zachwyceni są znudzeni codziennością „byznesmeni”.

Bezpieczeństwo to system, którego nie da się często przedstawić w formie wykresu lub kolorowego obrazka. Niestety, ludzie kochają być oszukiwani. Wolą „bawić się” w pseudo szkolenia, nic nie wnoszące poza utrwalaniem wizji rodem z seriali telewizyjnych i głupich filmów. Walka z tym wszystkim, to walka z wiatrakami, a jeśli w schemat ten wpisuje się państwo, wówczas nie ono i jego obywatele są bezpieczni, ale ponadpaństwowa korporacja, dla której celem jest jedynie zysk materialny i o żadnej walce z czymkolwiek mowy być nie może, bo każdy Don Kichot z góry jest skazany na przegraną. Ostatnie zdanie winni przeczytać doktorzy od bezpieczeństwa z Pałacu im. Stalina, krytykujący decyzje MON w sprawie ochrony jednostek wojskowych. Nie wszyscy, oczywiście, szefowie prezentują taki nastawienie, lecz są w zatrważającej mniejszości. Większość woli być oszukiwana i płacić krocie różnym „administracyjnym”, pracującym „przy służbach”, lecz ustawa dała im takie same prawa i stopnie, jak mnie i innym oficerom operacyjnym. Niestety, wszyscy z tego środowiska wpisują się w ten system, mając często świadomość oszustwa, w którym uczestniczą i to oszustwa o szumnych, chwytliwych nazwach w postaci szkoleń, wywiadowni lub pseudo armii. tej widocznej pseudo armii, bo prawdziwa jest ukryta za nią i nie służy interesom żadnego państwa, a tylko ochrania operacyjnie ogromne zyski. Nie pytajcie o sposoby, ponieważ nie chce mi się już pisać książek. Nie potępiam ich wbrew pozorom, bo to rynek tworzy zapotrzebowanie, a rynek chce być oszukiwany. Jak to działa na poziomie użytkownika? Przeczytajcie historyjkę poniżej.

Wspominałem, że czasem nieliczna grupka ludzi, którzy rozumieją moje podejście, „czarteruje” mnie do różnych prac. czasem wykonuję je w ich firmach, czasem korzystam z wynajętych przez nich pomieszczeń w dużych korporacjach. Nie tak dawno korzystałem z takich właśnie korporacyjnych pomieszczeń w centrum Warszawy. Wchodzę, na parterze recepcja, „groźni” ochroniarze ze znanej firmy, „kołowrotki”, windy na karty, kamery, słowem – „bajery – rowery”. Uprawnienia ochrony i zezwolenia też pewnie super. Podchodzę do recepcji. Wpisuję do komputera nazwę korporacji, którą odwiedzam i nazwisko osoby, która zarezerwowała dla mnie miejsce. Jest to kobieta. Ochroniarza nie interesuje, że jestem facetem i prosi mnie bym dał recepcjonistce dowód. Daję. Mam pendrive w kształcie dowodu osobistego. taki reklamowy gadget, ale fajny. Odbiło mi coś i daję go recepcjonistce. dziewczyna patrzy na to i pyta twierdząco: „Pan Jan Nowak?” („nazwisko na pendrivie” – nie zwróciła uwagi na widoczne zgrubienie na tym „dokumencie”). „Tak.” – odpowiadam. Pani oddaje mi „dokument” wraz z przepustką-kartą dostępu. Wszystko to obserwuje siedzący obok ochroniarz ze znanej firmy. Wsiadam do windy. Mam jechać na 6 piętro, ale osoba jadąca ze mną wysiada na piątym. Wychodzę z nią. Zamieniam kilka słów o pogodzie i wraz z nią wchodzę do jej firmy. Bardzo znanej korporacji. kręcę się trochę, zaglądam do pokoi, pytam o kogoś zmyślonego. Potem wychodzę drugim wyjściem. Od środka można je otworzyć bez karty. Innym pionem wind wjeżdżam na „swoje” piętro i tam też „oglądam” pokoje. Recepcja nawet nie dziwi się, że przyszedłem z innej strony. Z obu firm, mogłem wynieść wszystko. Niektóre pokoje były puste, bo pracownicy gdzieś poszli, zostawiając papiery na biurku. Kiedy opowiedziałem to jednemu z menedżerów tej korporacji, nie rozumiał o co mi chodzi. Stwierdził, że oni są „dobrze przeszkoleni przez fachowców”, mają „foldery i prezentacje”, a w ogóle za ochronę odpowiedzialna jest administracja i jego to nic nie obchodzi. Uśmiałem się zdrowo, jako „Jan Nowak” z pendrive, ale jako Piotr Wroński zrobiło mi się…smutno.

Wiecie już dlaczego nie założyłem i nie założę żadnej firmy konsultingowej, doradczej lub „wywiadowczej”? Nie znalazłbym klientów, bo nie lubię prezentacji, uważam ochronę za system, inaczej rozumiem pojęcie „kontrwywiad” oraz nie cierpię oszukiwać zleceniodawców, a ci, jak wyżej stwierdziłem, kochają być oszukiwani.