W czasie uroczystych obchodów 40. rocznicy Sierpnia’80, podpisania Porozumień Sierpniowych i powstania NSZZ „Solidarność” ikona tego związku, jego pierwszy Przewodniczący i były Prezydent III RP – Lech Wałęsa, przyodziany jak zwykle w gustowny t-shirt z napisem KONSTYTUCJA, mówiąc o obaleniu w Polsce komunizmu stwierdził:

To było największe w dziejach Polski zwycięstwo, a ono polegało na pokonaniu starego porządku, a jednocześnie wytworzeniu przekonania tych pokonanych, aby przyjaciółmi zostali.

Przepraszam, ale nie do końca zrozumiałem… Kto był tutaj pokonanym i kto został w czyim mniemaniu oraz kogo przyjacielem? I dlaczego takie słowa wypowiada człowiek uznany przez świat cały za ikonę walki z komunizmem a do tego laureat Pokojowej Nagrody Nobla?

Zastanawiałem się nieraz, obserwując trwającą ponad dekadę nadzwyczaj emocjonalną polemikę historyków i wojnę Lecha Wałęsy z faktami wypływającymi na jego temat, i ludźmi fakty te komentującymi, i publikującymi, zapoczątkowaną naukowo przez gdańskich historyków w słynnej pracy pod red. prof. Sławomira Cenckiewicza pt. SB a Lech Wałęsa w roku 2008 oraz przez odsądzanego następnie latami od czci i wiary autora niezwykle rzetelnej, alternatywnej biografii Lecha Wałęsy pt. Lech Wałęsa. Idea i historia, a także fenomenalnej pracy historycznej o finansowaniu opozycji przez Amerykę w PRLowskiej Polsce pt. Efekt Domina – historyka Pawła Zyzaka, nad sednem całej tej batalii, w której przypisywane – na podstawie wielu zachowanych choć rozproszonych w różnych źródłach archiwów byłej SB dokumentów – dowody na agenturalną przeszłość i powiązania ikony Solidarności z PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa, w dekadzie lat 70. XX wieku zdawały się mówić o tym jednoznacznie, zaś odkryte dodatkowo w roku 2015 w teczce SB przekazanej IPN przez żonę zmarłego gen. Kiszczaka (pochodzącej z jego prywatnych zbiorów!) materiały na temat Lecha Wałęsy jeszcze bardziej uwydatniły tę sprawę.

Wszystko to oczywiście rzutowało coraz bardziej i wobec badań, i tych rzekomych dowodów obciążało naszego wielkiego bohatera walki w sposób wyraźny. Spór ten trwa zresztą nadal a Lech Wałęsa, który ironicznymi słowami red. Rafała Ziemkiewicza przebył w całości drogę od zera do bohatera i z powrotem, ciesząc się znakomitym samopoczuciem, co jakiś czas serwuje nam tego typu stwierdzenia co powyższe, klucząc i usiłując gmatwać na swój sposób fakty, nigdy nie przyznał się publicznie do jakiejkolwiek współpracy. Mało tego, uważa uparcie że są to wytwory SB, fałszywki, i zwykłe pomówienia tych, którzy usiłują zniszczyć jego wizerunek jako bohatera Solidarności i późniejszego Prezydenta III RP.

Całkiem niedawno jednak, chyba mianem zupełnego przypadku, wpadła mi do ręki książka Historia przyznała nam rację – wywiad rzeka z Joanną i Andrzejem Gwiazdami, dwojgiem słynnych bohaterów walki z komunizmem na Wybrzeżu, doskonale znającymi Wałęsę i całą czołówkę opozycji, związkowcami ze Stoczni Gdańskiej i Elmoru, założycielami WZZ i pierwszej Solidarności, uczestnikami i negocjatorami w strajkach Sierpnia 80, później wieloletnimi więźniami politycznymi PRL w Stanie Wojennym, odbywającymi wyroki w więzieniach ciężkich do roku 1984 i ponownie w 1985, a następnie opozycjonistami niedopuszczonymi do rozmów Okrągłego Stołu w roku 1989, i po nim, w czasach III RP przez ponad dwie dekady permanentnie spychanymi i marginalizowanymi przez kręgi mediów głównego nurtu i władzy, wypieranymi przez postkomunistyczną doktrynę ze świadomości społecznej i historycznej.

Czytając ten wywiad niejednokrotnie doświadczyłem szoku wywołanego tym o czym opowiadali Joanna i Andrzej Gwiazdowie, pytani przez prowadzących rozmowę Remigiusza Okraskę i Agnieszkę Niewińską o całą historię walk niepodległościowych na Wybrzeżu, począwszy od lat 60. gdy aktywnie włączyli się w życie tamtejszej społeczności akademickiej i stoczniowej. Kilka ich wypowiedzi utkwiło mi szczególnie mocno w pamięci i dlatego pozwalam sobie je tutaj zacytować, bo dotyczą one właśnie naszego konstytucjonalnego bohatera i jego działalności oraz – jej skutków.

 

Na temat wydarzeń Marca ’68:

Andrzej Gwiazda: „Oczywiście w Gdańsku [w marcu roku 1968] też udało się sformować bojówki do bicia młodzieży, ale był to margines społeczny – ormowcy, zwyczajne łapsy. Wtedy prawdopodobnie pierwszy raz spotkałem się z Wałęsą. Jakaś grupa próbowała zaatakować od strony bocznego wejścia na teren Politechniki, obok Bratniaka, ale ich wyśmialiśmy. „Jak zobaczyliśmy, ilu jest studentów, to uciekliśmy” – opowiadał potem Wałęsa.”

O wypadkach grudnia 1970:

Andrzej Gwiazda: „Kazimierz Szołoch nieustannie opowiadał o swoich ogromnych zasługach w czasie strajku w grudniu 1970 roku i późniejszych represjach. Nie mogliśmy tego poskładać w żadną spójną całość. Z jego opowieści wyłonił się portret działacza przesadnie ambitnego i przestraszonego represjami. Po rewizji wycofał się z podpisania Deklaracji. Dopiero badania Sławomira Cenckiewicza potwierdziły po latach fakty, o których chaotycznie opowiadał Kazimierz Szołoch. W Grudniu ’70 był jednym z przywódców stoczniowców. W zbiorach IPN-u jest fotografia, na której 1 maja 1971 r. składa kwiaty pod drugą bramą Stoczni Gdańskiej. Donosił na niego Lech Wałęsa. Szołocha spotkały ciężkie represje. Bardzo prawdopodobne, że organizowany był zamach na jego życie. Dzięki pracy IPN-u możemy po latach oddać sprawiedliwość Kazikowi.”

O „późniejszych” związkach Lecha Wałęsy z SB

Andrzej Gwiazda: „W archiwach SB nie ma zapisu o tym, że Wałęsa zerwał współpracę, jest zapis, że w marcu 1976 roku został wykreślony z ewidencji. Zachował się też raport jego prowadzących, którzy po tym jak wstąpił do WZZ-ów postanowili odnowić współpracę. Wałęsa najpierw się przestraszył, zaczął się jąkać, ale odzyskał pewność, nawrzeszczał na swych oficerów i zapowiedział, że jeśli jeszcze raz przylezą, to zamelduje komu trzeba. Wniosek jest oczywisty. SB postanowiła awansować Wałęsę z poziomu stoczniowego kapusia na wysoką pozycję agenta wpływu. Agent wpływu musi mieć czystą kartę. W 1976 roku tuż przed powołaniem jawnej opozycji polecono formalnie go wyrejestrować i zwolniono ze stoczni – gdzie znano go jako donosiciela – stwarzając jednocześnie legendę Wałęsy – człowieka represjonowanego. Kłamstwem jest twierdzenie, że w archiwach SB brakuje dowodów na późniejszą współpracę. Wymienię tylko stenogram „rozmowy ostrzegawczej” po wyjściu z Arłamowa (opublikowanej w „Arkanach”), gdzie przestraszony Wałęsa mówi: „wszystko robiłem, co kazaliście”, „wyrzuciłem z »Solidarności« wszystkich, co się wam nie podobali”. Takiej analizy historycy przeprowadzić nie mogli. Ich książka nie zostałaby wydana, a sekta czcicieli Wałęsy pourywałaby im łby.”

O wydarzeniach Sierpnia ’80, Annie Walentynowicz i I Zjeździe Solidarności

„Andrzej Gwiazda: Nagłe wolty Wałęsy były najgroźniejsze, gdy miało to miejsce podczas negocjacji. W trakcie jednej z licznych rozmów z rządem już w czasie „Solidarności” Wałęsa nieoczekiwanie powiedział: „nie możemy rzucać rządu na kolana” – i oddał całe pole z trudem wywalczone przez negocjatorów. W obecności przeciwnika nie można było powiedzieć, że przewodniczący nie wie, co mówi, pomylił się. W ten sposób Wałęsa wprowadził do tekstu porozumień znany zapis o kierowniczej roli Partii w państwie. W zespole roboczym przez całe dwa dni mordowaliśmy się z przedstawicielami rządu o sprawę uznania „przewodniej roli Partii”. W końcu zdołaliśmy wymóc zapis autorstwa Mazowieckiego: „Stwierdzamy, że PZPR pełni kierowniczą rolę w państwie”. Był to kres ich ustępstw, dalej nie zgadzali się cofnąć ani o milimetr. Był to zapis niezgodny z konstytucją i sprzeczny z linią Partii, która upierała się, że nie kieruje, lecz przewodzi. Taki zapis do niczego nas nie zobowiązywał, był tylko konstatacją faktu. W dodatku, miał znaleźć się tylko w załączniku. Lecz miał znaczenie symboliczne dla nas i dla nich. Ani oni, ani my nie mogliśmy się cofnąć. Wtedy postanowiłem oddać sprawę w ręce ludu, czyli przedstawić Prezydium, które skieruje ją do rozstrzygnięcia w drodze referendum. A załogi taki zapis oczywiście odrzucą. Robotnicy odrzucą PZPR! Ale Prezydium gdzieś się rozeszło, czekał na nas tylko Wałęsa, złapał kartkę i nie czytając, podpisał. Problem ten wrócił jak bumerang w czasie konfliktu rejestracyjnego”

„Joanna Gwiazda: W czasie Zjazdu (I Solidarności w roku 1981) ostatecznie rozstaliśmy się z Kuroniem, nie tylko politycznie, również towarzysko. Nie tylko robił co mógł, aby Wałęsa wygrał wybory, a Andrzej przegrał, ale w walce o wpływy i władzę tracił poczucie przyzwoitości. Powiedział mi, że jeśli nie powstrzymam Ani Walentynowicz przed oskarżaniem Wałęsy o współpracę z bezpieką, to on ją zniszczy, skompromituje. Zadałam mu pytanie, czy jego zdaniem Wałęsa jest czy nie jest agentem bezpieki? Odpowiedział: „Oczywiście, że jest, ale co z tego?”. Powiedziałam mu, że jeśli tknie Anię, to ja go zniszczę. Obiecał nie podejmować wobec niej żadnych wrogich kroków.”

O przygotowaniach do Okrągłego Stołu:

Andrzej Gwiazda: „Dopiero po 20 latach dowiedzieliśmy się, że Kuroń odbywając spotkania z gen. Kiszczakiem „pod legendą przesłuchań”, zaproponował utworzenie listy osób, które do nowego związku [Solidarność] nie będą się mogły zapisać (raport z likwidacji WSI i „Arcana” nr 70–71). Na udział Kuronia i Michnika nie chciała się zgodzić PZPR. W wywiadzie dla „Wprost” Kiszczak powiedział: „Kiedyś uznano ich za wrogów i potem tylko dokładano, ale nikt nie czytał akt. A ja akta przeczytałem i się zgodziłem”. Ale prawdziwą rewelację odkryli jakiś czas temu dziennikarze programu „Misja specjalna” i „Gazety Polskiej”. Ustalili, że polecenie zawarcia porozumienia z Wałęsą nadeszło z Moskwy i było szczegółowo kontrolowane przez Kreml.”

Takich cytatów można by tutaj pokazać znacznie, znacznie więcej i są one świadectwem tyleż prawdziwym co i niezmiernie gorzkim, żeby nie powiedzieć bolesnym. Jedni walczyli i narażali się bez reszty a drudzy? No właśnie…

Dzisiaj dowiadujemy się od Lecha Wałęsy że był to nawet… cud.

Do dziś nie wiem jak to się stało, że zdarzył nam się taki cud… My nie tylko pokonaliśmy nieprzyjaciół, my ich przekonaliśmy, by zostali przyjaciółmi.

Mnie także, gdy to usłyszałem, ogarnęły znaczne wątpliwości. Dlatego pytam z niedowierzaniem: Kogo Lech Wałęsa nazywa przyjaciółmi i czyimi przyjaciółmi jeszcze się wówczas posłużył – lub oni nim? I kto w tym rzekomym cudzie odegrał tak naprawdę tę rolę, za którą zapłacił potem życiem, lub ciężkim więzieniem, oraz represjami i odsunięciem, wręcz wypchnięciem ze świadomości społecznej na blisko trzy dekady? Prosi o to nie tylko moja ciekawość ale prawda historyczna, i zwykła uczciwość. Ale czy można jej od głosiciela t-shortowej wersji KONSTYTUCJI jeszcze dzisiaj oczekiwać? Czy może przyjdzie kiedyś taki moment że przemówi Jego sumienie? A może to ono właśnie tak się zza kurtyny odzywa?

A książkę – wywiad z Państwem Gwiazdami serdecznie wszystkim Państwu polecam, nawet jeśli jej nakład jest już wyczerpany, można ją zakupić w komisie na Allegro lub jako wersję elektroniczną, pdf. lub epub / mobi i przeczytać. A naprawdę warto ją poznać, by poznać prawdę o kilku ważnych dla dzisiejszej rzeczywistości sprawach i ludziach, i przez pryzmat ich postaw zobaczyć i zrozumieć szczególne spektrum tamtych wydarzeń. Serdecznie polecam!

Historia przyznała nam rację – Joanna i Andrzej Gwiazdowie

 

 

Foto – Twitter, Aleksandra Dulkiewicz we wpisie https://twitter.com/Dulkiewicz_A/status/1300362800481607680