Posłanka o trudnym do wymówienia nazwisku (Scheuring-Wielgus) wraz z trzema innymi osobami postanowiła rozprawić się z największym zagrożeniem, jakie można sobie wyobrazić – pedofilią powszechną rzekomo pośród polskich księży.

Słynny raport – list do papieża Franciszka, jaki został wręczony przez autorów w Watykanie, przypomina konkretne żądania:

14 kwietnia 2018 roku przedstawiciele Fundacji „Nie Lękajcie Się” wręczyli prymasowi abp. Wojciechowi Polakowi list z postulatami ofiar księży-pedofilów. Fundacja “Nie Lękajcie Się” domaga się od Episkopatu:

stworzenia niezależnej od Kościoła Katolickiego komisji, która zajmie się przeanalizowaniem skali kościelnej pedofilii w Polsce i wypracuje rozwiązania chroniące dzieci w przyszłości;

– zniesienia przedawnień przestępstw seksualnych;

-pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców i przełożonych, kryjących ich działania oraz Kościoła katolickiego jako instytucji;

– wykluczenia ze stanu kapłańskiego sprawców przestępstw seksualnych wobec dzieci oraz kryjących ich zwierzchników;

– zapewnienia ofiarom pełnego wglądu w akta dotyczących ich procesów kanonicznych.

Proszę Państwa, posłanka polskiego Sejmu żąda od Kościoła, by zmienił świeckie prawo! Konkretnie zaś – Kodeks karny!

Zatem nie dziwi już postulat m.in. Scheuring itd. oddzielenia Państwa od Kościoła. Skoro bowiem Kościół nadaje Państwu m.in. Kodeks karny, to faktycznie biskupi rządzą, a nie Sejm.

W takim razie pseudoposłanka Scheuring-Wielgus udaje jedynie, że do niej należy inicjatywa ustawodawcza i jako poseł może zgłaszać projekty ustaw. Tak naprawdę może jedynie istnieć medialnie.

Wszystko zależy przecież od Kościoła.

A już w kategoriach całkowitego odlotu rozumu należy rozpatrywać postulat, aby Kościół utworzył Komisję… niezależną od Kościoła.

Tzn. w jaki sposób? Ma dać salkę, zapewnić apanaże w wysokości co najmniej takiej, jak wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego, a następnie wyznaczyć członków? Spośród kogo? Ma może zaprosić posłankę Wielgus, by dobrała sobie członków (pardon za mimowolne skojarzenie) wg uznania? A jeśli i ona jest zależna?

Jest rzeczą oczywistą, że w przypadku stwierdzenia potrzeby powołania takiej Komisji rolę inicjatywną może pełnić jedynie Państwo.

W grę bowiem wchodzą naruszone być może interesy jego obywateli.

Co do reszty – wywalenie sprawców przestępstw seksualnych ze stanu kapłańskiego jest rzeczą potrzebną, by nie powiedzieć – oczywistą.

Tu jednak dochodzimy do uznawanego przez wszystkie cywilizowane Narody domniemania niewinności.

Ja wiem, że to trudne do pojęcia dla przedstawicieli tzw. lewicy. Wszak w swojej tradycji głęboko zakorzenioną mają pamięć procesów, w których skazanie, i to na karę główną (śmierć) następowało po wyzwaniu „oskarżonego” od… psa łańcuchowego. W zależności od kraju i lat był to pies łańcuchowy wywiadu japońskiego, polskiego, brytyjskiego, amerykańskiego, watykańskiego. A nawet pies łańcuchowy reakcji.

Niemniej ludzie, pomni tych lewicowych zasad, zmówili się, że wina nie wynika jedynie z faktu oskarżenia, ale trzeba ją jeszcze udowodnić.

Nawet takiemu „potworowi ideologicznemu”, jak ksiądz.

Tymczasem „raport” przechodzi obok tej naczelnej zasady.

Każdy, kto zgłosi się do fundacji „Nie lękajcie się” i powie, że 20-30 lat temu był molestowany przez księdza może liczyć na uwzględnienie na interaktywnej mapce.

Każdy może pomówić księdza, najlepiej już nieżyjącego.

Co więcej, brak reakcji Kościoła na takie doniesienie nie poparte żadnym innym dowodem będzie poczytywane jako… chronienie pedofila!

Proponowałbym zapoznać się z orzecznictwem polskich sądów karnych i ich reakcjami, gdy ktoś „pomawia” funkcjonariusza publicznego – prokurator bądź sędziego np. o żądanie łapówki.

Testis unus, testis nullus.

Jeden świadek, żaden świadek.

Tak mawiano w sądach Republiki Rzymskiej jeszcze przed Chrystusem.

Ale co do pedofilii zaszła zmiana.

I nie całej, ale tylko tej związanej z Kościołem katolickim.

Każdy zdaje sobie sprawę, że gdyby oskarżył publicznie Adama Michnika, że 40 lat temu wkładał mu do spodni rękę i próbował dokonać innej czynności płciowej, a poszkodowany miał wtedy 11 lat, cała POstępowa prasa potępiłaby taki czyn jako bezpodstawne oszczerstwo.

A gdyby tak ktoś chciał powiedzieć o Geremku? Wtedy byłby nie dość, że oszczercą, to jeszcze antysemitą, na dodatek bezczeszczącym pamięć o zmarłym

Można natomiast bezkarnie poniżać dowolnych księży.

Proszę zwrócić uwagę na zawartość „interaktywnej mapki”.

Okazuje się, że ofiary przypominają sobie o doznanych krzywdach po wielu latach.

Często po śmierci ich domniemanych krzywdzicieli.

Taka postawa wyklucza możliwość rozstrzygnięcia sprawy w drodze procesu karnego.

Tymczasem prawo do uznawania za niewinnego jest fundamentalnym prawem każdego człowieka.

Również katolickiego księdza.

  • Art. 11 ust. 1 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że: Każdy człowiek oskarżony o popełnienie przestępstwa ma prawo, aby uznawano go za niewinnego dopóty, dopóki jego wina nie zostanie mu udowodniona zgodnie z prawem podczas publicznego procesu, w którym miał wszystkie gwarancje konieczne dla swojej obrony;

  • art. 14 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych przewiduje, że: Każda osoba oskarżona o popełnienie przestępstwa ma prawo być uważana za niewinną aż do udowodnienia jej winy zgodnie z ustawą;

  • art. 6 ust. 2 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka potwierdza, że: Każdego oskarżonego o popełnienie czynu zagrożonego karą uważa się za niewinnego do czasu udowodnienia mu winy zgodnie z ustawą.

Domniemania niewinności broni także polska Konstytucja. Ta sama, której to tak broni posłanka Scheuring-Wielgus oraz wódz OTUA.

Art. 42 ust. 3 Konstytucji RP: każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.

No to jak?

Każdego uważa się za niewinnego, ale nie księdza, o którym ktoś po latach przypomni sobie, że go molestował ?

Przykładem, jak wygląda modelowa akcja „powrotu pamięci” jest reżyser Kleru, Andrzej Saramonowicz.

6 lat po śmierci swojego rzekomego dręczyciela przypomniał sobie, że był molestowany 26 lat wcześniej.

Oczywiście zdaniem autorów „raportu” było to „ujawnienie prawdy”.

Niestety, to ujawnienie niekoniecznie z prawdą musi mieć coś wspólnego.

Irlandia. Tam, wg naszych liberałów ofiar księży miały być dziesiątki tysięcy. Jednak wymiar sprawiedliwości potrafi wyłuskać prawdę.

W 2003 r. Paul Anderson nagle przypomniał sobie, że w 1981 r. był molestowany przez księdza.

Między lutym a majem.

Pamięć wróciła mu po 22 latach (i tak o 4 lata szybciej, niż Saramonowiczowi).

Ksiądz został natychmiast odsunięty od posługi w swojej parafii i postawiony przed sądem. Śledztwo wykazało, że oskarżenia wobec niego to stek bzdur, i że Anderson świadomie kłamał żeby zaszkodzić księdzu i Kościołowi. Anderson został skazany na 4 lata więzienia.

W drugiej instancji karę zmniejszono mu o rok.

Po odczytaniu wyroku, ksiądz stwierdził: ,,Wolałbym zostać zastrzelony, prosto w głowę, niż przechodzić przez to, przez co musiałem przejść od momentu postawienia mnie w stan oskarżenia. Ale ta sytuacja dała mi lepszy wgląd w to, co musiał przeżywać Jezus Chrystus, który przecież również został fałszywie oskarżony. A skoro jego radą było, żeby wybaczać choćby i 77 razy, więc i ja muszę w sobie odnaleźć to wybaczenie dla Paula Andersona. I wybaczam mu. Wybaczam mu z całego serca. Szczerze proszę, żeby wysoki sąd wziął to pod uwagę przy wydawaniu wyroku na niego.”

To nie jedyna ofiara lewackiej nagonki na księży w Irlandii.

Ks. Tim Hazelwood , proboszcz parafii Killeagh w hrabstwie Cork został oskarżony w 2010 roku. Dopiero w 2016 uniewinniono go od wszelkich zarzutów, a rzekomy poszkodowany przyznał się, że skłamał.

https://www.irishtimes.com/news/social-affairs/religion-and-beliefs/falsely-accused-of-child-sex-abuse-ordeal-of-innocent-priests-1.2972906

Czy u nas zaczyna się ten sam atak?

Społeczeństwo zszokowane treścią zarzutów nawet na chwilę nie jest pozostawione, by móc przemyśleć podawane rzekome fakty.

Tymczasem gros uwidocznionych „ofiar pedofilii” to ludzie, którzy przypominają sobie o przeszłości. Na tyle odległej, że nie ma prawnej możliwości rzetelnego osądzenia przypadku i rozstrzygnięcia, jak było w istocie.

Zatem wyroki wydaja media.

Nie wszystkie.

Wspomniany list do papieża Franciszka zawiera informacje publikowane w rzetelnych mediach.

Te „rzetelne media” to…. Gazeta Wyborcza, Newsweek, OKOpress i nielicznie wymienione lokalne, najczęściej polskojęzyczne.

Najwyraźniej nasze rozumienia rzetelności dziennikarskiej rozmijają się, i to znacznie.

GazWyb atakuje praktycznie od początku swojego niezależnego istnienia (po odebraniu symbolu Solidarności) Polskę. Naród, tradycję, historię.

Newsweek pod Lisem robi dokładnie to samo.

OKOpress to tylko odrośl manipulatorów z Czerskiej.

I tak oto dochodzimy do największego zła, jakie fundacja ‘nie lękajcie się’ wyrządziła.

Ludzie, skupieni w niej, są uosobieniem nienawiści i głupoty. (P)osłanka Scheuring-Wielgus jest bohaterką wielu memów, wyszydzających jej kolejne wtopy.

Z kolei Agata Diduszko-Zyglewska to żona sejmowego zmartwychwstańca z grudnia 2016 roku.

Doprawdy, trudno uwierzyć, że zaangażowanie osób, dla których jedynym celem od 2015 roku jest obalenie rządu PiS, wynika z chęci pomocy pokrzywdzonym.

Zwłaszcza dlatego, że lewica uważa pedofilię za… pożądaną w rozwoju człowieka!

Urodzony w 1954 r. Andrzej Dominiczak współpracuje z ruchem feministycznym, w szczególności z Centrum Praw Kobiet. Jest autorem lub współautorem licznych raportów, publikacji i tłumaczeń dotyczących dyskryminacji kobiet oraz przemocy w rodzinie. Studiował psychologię (Uniwersytet Warszawski) i filozofię (m.in. roczne prywatne seminarium filozoficzne w Sydney oraz cykl seminariów z etyki w ramach „Summer studies” w Center for Inquiry w Buffalo). Prowadził psychoterapię dla narkomanów, szkołę rodzenia i poradnictwo dla ofiar przemocy w rodzinie. Opracował i stosował także nowe na gruncie polskim podejście, zwane „psychoterapią filozoficzną”, łączące niektóre elementy terapii humanistycznej z refleksją typu filozoficznego.

 (za:wikipedia)

Tenże Dominiczak w 2004 roku pisał dla lewicowego tygodnika NIE:

Pedofilia nie od dzisiaj jest przedmiotem uwagi zagranicznych psychologów, seksuologów i kryminologów. Zgromadzili oni bogatą, choć wciąż niejednoznaczną wiedzę na temat współżycia dzieci z dorosłymi, zasięgu tego zjawiska, jego skutków. Jest ona zasadniczo sprzeczna z tym, co na co dzień słyszymy i czytamy.

Niemała jest liczba badań wykazujących, że doświadczenia seksualne z dzieciństwa nie są w większości przypadków źródłem cierpień i nie powodują trwałych szkód w życiu emocjonalnym i społecznym. Wiele osób, które w dzieciństwie miały kontakty seksualne z dorosłymi, twierdzi nawet, że doświadczenia te były przyjemne i przyniosły im wiele korzyści.

(Histeria, Andrzej Dominiczak , NIE, nr 29/2004, 2004-07-14, str. 1)

Co więcej, znany na lewicy autor uważa, że zupełnie niepotrzebnie demonizujemy problem.

To panika rodziców, ich gniew i oburzenie, jakimi reagują na wiadomość o uwiedzeniu ich pociechy, powodują, że w dziecku rodzi się poczucie winy. To atmosfera, w jakiej prowadzone są przesłuchania, klimat sali sądowej i histeryczny język mediów rodzą w dziecku poczucie, że stało się coś okropnego. Źródłem emocji jest zdemonizowany wizerunek pedofilów oraz tego, co robią z dziećmi. Na szczęście na ogół nie czynią im wielkiej krzywdy.

Ciekawe, że większość obrońców praw dziecka z oburzeniem odrzuca tę pocieszającą informację. Jak gdyby nie przynosiło im ulgi odkrycie, że wykorzystywane seksualnie dzieci nie doznają wielkich cierpień i nie stają się emocjonalnymi wrakami. Jak gdyby tak naprawdę troszczyli się i srożyli w obronie czegoś zupełnie innego. Czego?

(ibid.)

Lewica powinna w końcu podjąć decyzję.

Uznają Konstytucję, a więc domniemanie niewinności, przewidziane w art. 42, czy też nie?

Pedofilia jest mało szkodliwa, a nawet pożyteczna, jak chce ich ideolog, czy też szkodliwa i godna potępienia?

Niestety. Wygląda na to, że pedofilia jest zła tylko na etapie walki z Kościołem. Gdy lewica sięgnie po rząd dusz (choć w istnienie duszy oficjalnie nie wierzą) pedofilia będzie cool.

Kolejny etap rewolucji seksualnej. Autorzy najnowszej edycji wydawanego przez Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne (APA) podręcznika diagnostycznego chorób i odstępstw od zdrowotnej normy wykreślili właśnie pedofilię z listy zaburzeń!

Informacja jest dość skrzętnie zakamuflowana, ponieważ na oficjalnej stronie opisującej prace nad podręcznikiem znajduje się tylko wzmianka, że praktycznie nic się nie zmieniło, poza tym, iż pedofilię nazwano „zaburzeniem pedofilnym”. Jednak już lektura treści rozdziału „DSM5 Pedophilic Disorder Diagnostic Criteria 302.2 (F65.4)” wskazuje, że jest inaczej.

O zaburzeniu pedofilnym mówimy odtąd – zdaniem APA – tylko wtedy, jeśli w ciągu ostatnich sześciu miesięcy dany człowiek odczuwał pożądanie lub/i współżył seksualnie z dzieckiem poniżej 13. roku życia i było to dla niego źródłem stresu lub trudności osobistych!

Jest to analogiczne do uznawania homoseksualizmu za problem wyłącznie pod warunkiem, że dana osoba cierpi z powodu swoich skłonności homoseksualnych (tzw. homoseksualizm egodystoniczny opisany w podręczniku diagnostycznym ICD-10, w punkcie F66.1) W każdym innym przypadku homoseksualizm jest uznawany za normę.

Autorzy DSM5 piszą wprost:

„Jeśli osoby takie donoszą o braku poczucia winy, wstydu lub niepokoju związanego z tymi impulsami (pociągu seksualnego wobec dzieci – przyp. tłum) … a historia życia wskazuje, że nigdy nie działali zgodnie z tymi impulsami (czyli nie współżyli seksualnie z dziećmi – przyp. tłum), osoby takie mają PEDOFILNĄ ORIENTACJĘ SEKSUALNĄ, a nie zaburzenie pedofilne.”
(Pedophilic Disorder Diagnostic Criteria 302.2 (F65.4))

Na pozór jest to tylko niewinne doprecyzowanie, mające na celu uniknięcie stygmatyzowania osób, które czując pociąg seksualny do dzieci, nigdy żadnego dziecka nie zgwałcili. Przypomnijmy, że ta sama argumentacja stała za wykreśleniem homoseksualizmu ze spisu chorób – by uniknąć stygmatyzacji.

Jakie będą konsekwencje wprowadzenia nowej definicji? Proszę popatrzeć na skutki wykreślenia homoseksualizmu z listy zaburzeń w roku 1973 i wyprowadzić oczywistą analogię.  Twierdzenie, że cierpienie osoby odczuwającej pociąg seksualny wobec dzieci to „zinternelizowana pedofobia” i jedyne co dana osoba ma prawo zrobić to zaakceptować swą pedofilię? Zakaz podejmowania prób terapii pedofilii? Małżeństwa pedofilne? Uznawanie twierdzenia, że dla dzieci współżycie seksualne z dorosłymi jest szkodliwe za mowę nienawiści? Oczywiście! Czeka nas to wszystko, plus rzeczy, których nie potrafimy na razie sobie nawet wyobrazić.

http://www.bognabialecka.pl/index.php/artykuly/publicystyka/17-legalizacja-pedofilii

Tak więc szanowna lewica tylnymi drzwiami wprowadziła już legalną pedofilię, która jest orientacją seksualną tak samo jak homoseksualizm.

Za chwilę karalność pedofilii zostanie wycofana z kodeksów karnych POstępowych krajów świata.

A wtedy będzie nam się wyrzucać, że jesteśmy anachroniczni, zaściankowi i w ogóle obrzydliwie katoliccy, bo chcemy w pedofilii widzieć przestępstwo.

A mówienie, że dla dzieci współżycie seksualne z dorosłymi jest szkodliwe będzie uznane za mowę nienawiści.

I surowo karane.

Na razie jednak trwa przygotowanie artyleryjskie przed kolejną ofensywą lewicowców.

Oskarżanie księży o pedofilię ma na celu wykluczyć wpływ jedynej instytucji zdolnej przeciwstawić się lewicowym mrzonkom.

Po likwidacji wpływów Kościoła pedofilia będzie uznaną orientacją seksualną. I biada tym, którzy będą próbowali ją potępiać.

.

Nie dajmy się zwieść!

23.02 2019