Wygląda na to, że media głównego nurtu kreują kolejnego „celebrytę” na użytek przedwyborczy. Tym razem padło na ks. Jacka Stryczka, pomysłodawcę „Szlachetnej paczki”. Niestety, to kolejny duchowny, jakiemu przyszło zająć miejsce w „galerii ludzi zaćmionych”.

Oto jego manifest:

Chciałbym, żeby wszystkim było dobrze. I ty pewnie też chciałbyś… Dlatego apeluję do Ciebie, drogi, polski przedsiębiorco… Pewnie myślałeś, że jesteś dobry. To nieprawda. Jesteś zły. I to zły na wiele sposobów. Być może zatrudniasz ludzi i to na legalne, ale „śmieciowe” umowy. Być może nie dzielisz się z pracownikami swoim wynagrodzeniem, a na dodatek – o zgrozo – być może jesteś albo grozi ci, że będziesz bogaty! Dlatego apeluję do Twojego sumienia: zamknij firmę, jeśli ją masz. Zamknij. Stań się bezrobotnym i oddaj się pod opiekę państwa. Dopiero wtedy masz szansę znowu stać się dobrym człowiekiem.

Przecież ideałem będzie Polska pozbawiona złych ludzi, których należy publicznie piętnować. Idealną Polskę wyobrażam sobie jako kraj pozbawiony przedsiębiorców. Kiedy jak najwięcej ludzi przejdzie na bezrobocie i śmiało będzie mogło liczyć na wsparcie państwa – wtedy będzie najlepiej. Wtedy będziesz mógł liczyć na dobre słowo i współczucie.

Program dla Polski zawieram więc w czterech postulatach:

  1. Jeśli masz firmę, jak najszybciej ją zamknij.
  2. Jeśli planowałeś założenie biznesu, zgrzeszyłeś myślą. 
  3. Jeśli dobrze zarabiasz, natychmiast zwolnij się, by nie blokować miejsca innym.
  4. Jeśli uczysz się, pracujesz nad sobą i grozi ci, że kiedyś będziesz dobrze zarabiał – zawróć ze swojej złej drogi.

Dąż do ideału, czyli oddania się pod opiekę państwa. Państwo ci da.

Równocześnie pragnę złożyć szczerą i dobrowolną samokrytykę.

Bo przez lata pomagając ludziom, wydawało mi się, że czegoś się nauczyłem. Na przykład, że nie należy pomagać tak, że im więcej pomocy, tym więcej potrzebujących. I to był mój wielki błąd. Należy dalej pomagać jak kiedyś: dawać, by ludziom nie chciało się pracować.

Wydawało mi się, że firma musi wytwarzać coś, za co inni będą chcieli zapłacić i z tego będzie płaciła pracownikom i tak powstaną miejsca pracy. To nieprawda. Miejsca pracy powstają dzięki pomocy bezrobotnym.

Wydawało mi się, że trzeba ciężko pracować, również nad sobą, by się dorobić. To nieprawda. Można i należy się dorabiać nie ciężką pracą. Można przecież dostać dopłatę, dotację. Można i należy to załatwić inaczej.

Wydawało mi się wreszcie, że przezwyciężeniem biedy i podziałów społecznych w naszym kraju jest etos przedsiębiorczości i pracowitości. Że wszyscy powinni sobie radzić w życiu, a pomagać należy tylko tym, którzy przejściowo niedomagają. To nieprawda. Ci radzący sobie w życiu, przedsiębiorczy i pracowici są podejrzani. Bo w sumie: dlaczego im się chce? Dlaczego mają lepiej?

Ks. Jacek StryczekDlatego, po przemyśleniu, po rachunku sumienia, pragnę powrotu, pragnę wyznać moje winy. Czy mi wybaczycie? 

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek http://wiadomosci.onet.pl/odezwa-do-polskich-przedsiebiorcow/5m6jr5

Jak mniemam, katolicki ksiądz Jacek z całą pewnością nie jest zwolennikiem pochodzącej jeszcze z przełomu lat 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku teorii amerykańskiego fizyka H. Everetta III o istnieniu światów równoległych.

Tymczasem jego słowa dowodzą, że albo żyje w „krainie ułudy”, o której proroczo pisał już Mickiewicz, albo, faktycznie, przez jakieś dziwne continuum czasoprzestrzenne wypadł wczoraj ze swojego świata i stanął przed nami.

Bo jak inaczej zrozumieć jego słowa?

Wszak pisze:

Wydawało mi się wreszcie, że przezwyciężeniem biedy i podziałów społecznych w naszym kraju jest etos przedsiębiorczości i pracowitości. Że wszyscy powinni sobie radzić w życiu, a pomagać należy tylko tym, którzy przejściowo niedomagają. To nieprawda. Ci radzący sobie w życiu, przedsiębiorczy i pracowici są podejrzani. Bo w sumie: dlaczego im się chce? Dlaczego mają lepiej?

Wg duchownego u podnóża naszego już całopokoleniowego dreptania w miejscu (wystarczy porównać dynamikę wzrostu wynagrodzeń na Węgrzech czy w Czechach i naszą) stoi wrodzona odraza do pracy. Szczególnie ciężkiej.

Winna temu jest pomoc, ergo: społeczeństwo polskie czeka na jałmużnę, aby tylko nie skalać się pracą.

Nie tylko. Wg księdza Jacka żyjemy w „polskim piekle”, gdzie zamiast diabłów pilnujących kotłów z gotującymi się grzesznikami trwa społeczna warta, aby tylko któremuś nie udało się wyskoczyć.

Tymczasem prawda jest zgoła inna.

Otóż ta przedsiębiorcza część społeczeństwa, która z różnych względów jeszcze nie wyjechała, nosi w sobie traumę nie tylko epoki domiarów i wywłaszczania pod byle pozorem majątków. Nosi w sobie przede wszystkim zadrę, jaką każdemu, kto w miarę świadomie przeżył lata 1989-1995, zrobił Balcerowicz. Z dnia na dzień okazało się, że wystarczy tylko jedna ustawa, i wydawane potem na jej podstawie rozporządzenia, by oszczędności często całego pokolenia wstępnych (dziadków, rodziców) poszły się… no, na drzewo.

Jednocześnie widać było wyprzedaż majątku narodowego za bezcen różnym hochsztaplerom – czasem tylko po to, aby mogli zamknąć konkurencyjny polski zakład! Ba, rodzimy fiskus za cel postawił sobie polskiego przedsiębiorcę i do tej pory łupi go niemiłosiernie.

Casus Kluski to tylko  odcisk łapy pingwina na szczycie góry lodowej.

Tak naprawdę dzień w dzień, od 1989 roku, trwa kolejna „bitwa o handel”. Jej nasilenie postępuje zgodnie z rosnącymi potrzebami kasy państwowej. Apogeum nastąpiło za Tuska, a Kopacz jedynie kontynuuje „słuszną linię partii”. Bo przecież słynne zdanie: nie ma podatników niewinnych, są tylko źle skontrolowani, narodziło się w czasach, gdy obecny bojownik o wolność podatników, Witold Modzelewski, był wiceministrem finansów.

To zresztą nie jest jedyne piętno naszych czasów.

Drugie, niemniej uciążliwe, to wytworzenie się w ciągu pokolenia warstwy biurokracji, żyjącej bezkarnie na koszt uciskanych. Ale to ksiądz Jacek w sposób aż nadto widoczny pomija, sugerując w zamian  istniejące w nas jakoby pokłady zawiści:

  1. Jeśli dobrze zarabiasz, natychmiast zwolnij się, by nie blokować miejsca innym.

  2. Jeśli uczysz się, pracujesz nad sobą i grozi ci, że kiedyś będziesz dobrze zarabiał – zawróć ze swojej złej drogi.

Tymczasem dobre, a nawet bardzo dobre zarobki, zarezerwowane są dla swoich. Tutaj nie jest istotne wykształcenie, tutaj istotny jest jedynie układ.

Jesteś z, to masz więcej pieniędzy, niż twój odpowiednik za Odrą. Nie znasz nikogo, choć jesteś mądry, zostań co najwyżej filozofem. I to kimś w rodzaju XXI- wiecznego Diogenesa.

Inne kłamstwo, widoczne w „orędziu” księdza Jacka, to rzekomo istniejący polski mit, podobny do amerykańskiego:

w Polsce wystarczy być pracowitym i zaradnym, żeby radzić sobie w życiu, ergo: być bogatym.

Tymczasem już całkiem jawnie przeszliśmy na kapitalizm południowoamerykański – pieniądze mają wielkie korporacje i banki.

Klasa średnia natomiast nie istnieje.

Ludzie, którzy ją tworzą w innych europejskich krajach, są zduszani w zarodku tak, że w efekcie wytworzyła nam się nowa warstwa społeczna – lumpenbiznes. I wchodzą w nią nie tylko tzw. samozatrudnieni, jak gdzieniegdzie pielęgniarki. Ale także właściciele różnych małych placówek – sklepików, warsztatów itp.

Atrapę klasy średniej w polskich warunkach stanowią urzędnicy, w tym sędziowie i prokuratorzy. Jak najbardziej uzależnieni od państwa. W tym sędziowie, bo chociaż są niezawiśli, to przecież pieniądze biorą z budżetu. A do tego coraz bardziej ścisły korporacjonizm zamyka drogę zdolnym i ambitnym do przebicia się do hermetycznej kasty.

Ks. Jacek Stryczek w czwartkowych „Faktach po faktach” postawił „kropkę nad i” swojego manifestu.

– Uważam, że w Polsce obowiązuje „katomarksizm”. Tych, którzy są bogaci, należy nienawidzić, a ci, którzy są biedni, są dobrzy – dodał Stryczek. Duchowny tłumaczył, że „nasza polityka i nasze życie społeczne jest zarządzane przez krzyk”. – Dostaje nie ten, kto potrzebuje, ale ten, kto krzyczy – mówił. (http://wiadomosci.onet.pl/kraj/ks-jacek-stryczek-w-polsce-obowiazuje-katomarksizm/h3f77k )

Tymczasem prawda jest taka, że pod lupę urzędów trafiają jednostki przedsiębiorcze i na tyle naiwne, że „próbują szczęścia” zgodnie z przepisami.

Jedynie ten, kto krzyczy, ma szansę na ochronienie swojego zagrożonego przez państwo dobra.

Ten, kto siedzi cichutko, staje się ofiarą systemu. O której nawet nikt nie wspomni. Będzie tylko statystyką, potwierdzającą przecież, że urzędy w Polsce pracują z roku na rok coraz lepiej. A to nie jest żaden „katomarksizm”, ale „aksamitna dyktatura”.

Tekst ukazał się tu: http://www.swiat-tessy.pl/prawa-biznesu/kto-krzyczy