Do napisania tego tekstu skłoniła mnie dzisiejsza (16.09.2021 r.) uroczystość w siedzibie starostwa powiatu wadowickiego – wręczenie dyplomów: Zasłużony dla powiatu wadowickiego. Oczywiście przy takiej okazji raczej śpiewa się peany niż wspomina o wątpliwych i niekiedy nie do końca chwalebnych działaniach, obdarowanego taką godnością. Ą jednak są tego granice. Granice, których nie można przekraczać.

Dziś odznaczeni zostali: ksiądz Stanisław Czernik – proboszcz z kościoła Św. Macieja z Andrychowa, Jan Nowak – naprawdę człowiek uczciwy i wielki „solidarnościowiec”, Gustaw Studnicki – nauczyciel i regionalista; Zdzisław Szczur – także działacz „Solidarności” – może dziś bardziej niż kiedyś i Józef Zeman. W laudacjach, na cześć osób zasłużonych, w niektórych przypadkach przekroczona została zwykła w takich okolicznościach licentia poetica. Ale to jest nawet dopuszczalne, byleby nie została zafałszowana faktografia. Zwłaszcza, że jak tego chce Przewodnicząca Rady Wadowickiego Powiatu Pani Zofia Kaczyńska, osoby te mają być obligatoryjnymi wzorcami dla lokalnej młodzieży. I właśnie w imię tego celu i w imię prawdy historycznej przedstawiam tekst:  Jak to jest z tymi zasłużonymi dla powiatu wadowickiego? Pozwolę sobie opowiedzieć na to pytanie na przykładzie dwóch osób: księdza Stanisława Czernika i Józefa Zemana.

Józef Zeman – współzałożyciel wadowickiej „Solidarności”. Człowiek, który – jak trafnie to ujął w laudacji na jego cześć – radny Jacek Jończyk – wręcz nieskazitelny, prześladowany przez wadowickich esbeków, internowany. Ale też człowiek, który dał się poznać jako osoba odważna. Gdy nastał czas „Solidarności”, na początku lat 80. XX wieku, demonstracyjnie oddał legitymację Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Po uwolnieniu z internowania na krótki czas poświęcił się głównie sprawom rodzinnym, ale od połowy lat 80. XX wieku z powrotem zaangażował się w działalność niepodległościową – antykomunistyczną. Zeman przez aparat represji Polski Ludowej w Wadowicach był uważany za bodaj najważniejszego wadowickiego „solidarnościowca”. Nie bez przyczyny figurował w aktach esbeckiego kwestionariusza ewidencyjnego pod kryptonimem „Szef”.

Na marginesie sprawy internowania Józefa Zemana warto wspomnieć o jakże cennej akcji solidarnościowej nauczycieli ze szkoły podstawowej, w której Zeman pracował. W marcu 1982 roku wystosowali oni pismo do Ministra Spraw Wewnętrznych, w którym prosili go, by zwolnił ich kolegę z internowania. Wskazywali na trudna sytuację życiową  rodziny Zemana, ale przede wszystkim poręczali za niego, podkreślali jego zasługi w pracy na rzecz szkoły i wychowawcze osiągnięcia. Pismo podpisał dyrektor szkoły (ten potem się tłumaczył, że chciał nadać akcji charakter zgodny z oczekiwaniami władz) i 33 nauczycieli (którzy już tak jak dyrektor nie myśleli i się nie tłumaczyli przed zwierzchnikami), a pomysłodawcą pisma były Panie: Elżbieta Suknarowska i Teresa Nogala. To był rzadki przykład takiej ludzkiej solidarności i zarazem odwagi. Przecież wszyscy podpisujący wiedzieli za co aresztowano Zemana i mogli być uznani za jego sojuszników w walce z komunistami. W piśmie do Ministra Spraw Wewnętrznych zawarto jakże znamienne słowa o Zemanie: „żył dla szkoły a nie ze szkoły”. Za wadowickim polonistą wstawiał się także Zastępca Przewodniczącego Rady Gminnej Ludowych Zespołów Sportowych. A kilka nauczycielek – na czele z inicjatorką akcji Elżbietą Suknarowską – organizowało zbiórkę dla Rodziny Józefa Zemana.

Zeman był śledzony i rozpracowywany przez wadowicką esbecję w ramach dwóch Spraw Operacyjnego Sprawdzenia: „DOM” i „Trzech”. To były ważne operacje wadowickiej esbecji skierowane przeciw „solidarnościowej” opozycji Wadowic i okolicy. Jak wynika z akt tych spraw, Józef Zeman współpracował z takimi osobami jak (wymieniam wszystkie, które znajdują się w tych dokumentach – bez oceny ich zaangażowania, bo w tym miejscu nie ma takiej potrzeby, a i możliwości – za mało miejsca):  Andrzej Nowakowski, Stefan Marcinkiewicz, Wiesław Wójtowicz, Maria Słoboda, Tadeusz Jamrozik, Ludwik Bucki, Teresa Bucka, Zbigniew Beck, Michał Cielebon, Gancarczyk, Leon Jamrożek.

Wadowicka esbecja otoczyła Zemana siatką tajnych współpracowników. Wielu z nich tak się dobrze kamuflowało, że sam Zeman traktował ich jako faktycznych „solidarnościowców”. I dopiero dziś o tej prawdzie o nich się  dowiadujemy. Ci tajni współpracownicy to – wymieniam ich z pseudonimów, gdyż na razie nie wszystkie te osoby zostały jeszcze przeze mnie zidentyfikowane:  Sebastian II, Leszek, Grzegorz, Krzyś,  Krzysztof, Justas. Byli również rezydenci SB  – np. XX-20. Niektórzy tajni współpracownicy tak byli zakamuflowani, że nawet wadowicka esbecja nie miała świadomości, że są nimi i traktowała ich jako opozycjonistów. Przykład to TW Orzech. Ci, zakamuflowani przed wadowicką esbecją , mieli kontakty bezpośrednie z bielską esbecją.

Ksiądz Stanisław Czernik. Nikt andrychowskiemu proboszczowi i prałatowi zasług w zakresie działalności duszpasterskiej w Andrychowie, a pewnie i wcześniej w innych parafiach, nie odbierze. Nikt też nie odbierze mu chwały w zakresie współczesnego krzewienia antykomunistycznej ideologii. Trzeba docenić jego akcje kulturalne i charytatywne. To ważny aspekt jego kapłańskiej posługi.

I pewnie by mu chwała była za to wszystko, gdyby cieniem na jego biografii nie kładła się sprawa jego rejestracji jako tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa Polski Ludowej. A przede wszystkim manipulacje z utajnieniem tych danych. Sama teczka współpracy jest marna. Natomiast kompromituje księdza Stanisława Czernika sprawa jej utajnienia.

Powtarzam: akta współpracy są tak naprawdę marne i w świetle obowiązującej wykładni Trybunału Konstytucyjnego: kogo można uznać za tajnego współpracownika, trudno byłoby się odważyć, tak jak w przypadku Wałęsy, by księdza Czernika nazwać tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Bo ta wykładnia jest niezwykle kuriozalna, ale stosowana i zmusza do daleko idącej ostrożności. Bo jak nie, to sprawy się ciągną latami. A że w Polsce nie ma ani uczciwych sędziów, ani też precedensów, nie ma też jednoznacznie potępiającego tajnych współpracowników esbecji nastawienia, to pisząc i mówiąc o kimś, kto figuruje w aktach esbecji jako tajny współpracownik tegoż aparatu represji Polski Ludowej, musimy posługiwać się eufemizmami typu: został zarejestrowany jako tajny współpracownik, figuruje jako tajny współpracownik i podobnymi zwrotami. To tak jakby o Bolesławie Chrobrym pisać, że został ukoronowany, ale nie że był królem. Prawda, że śmiesznie??!!.

Stanowisko Trybunału Konstytucyjnego, któremu sprzeciwiają się opozycjoniści z czasów Polski Ludowej, np. Czesław Bielecki i wielu innych, o historykach już nie wspominając, zakłada, że tajnym współpracownikiem była osoba, która spełnia następujące warunki. I to wszystkie łącznie: była świadomym współpracownikiem – przekazywała informacje świadomie i w związku z operacyjną działalnością Służby Bezpieczeństwa, wyraziła zgodę na tajną współpracę, otrzymywała za to wynagrodzenie i  w wyniku jej donosów konkretny człowiek doznawał szkody.

W teczce o sygnaturze 0025/2969, utajnionej częściowo przez Instytut Pamięci Narodowej w Katowicach, ze względu na wniosek WZ/1/19/Kr z dn. 12 lutego 2019 roku zastrzeżono dane osobowe osoby zarejestrowanej, czyli księdza Stanisława Czernika, na okres 50 lat. Zastrzeżono na wszystkich kartach ewidencyjnych a także w samej teczce tajnego współpracownika. Nie znam drugiego takiego przypadku.

Materiały z teczki o sygnaturze 0025/2969 – a więc dotyczące księdza Stanisława Czernika rejestrowanego jako TW ps. Staś (nr ewidencyjny BB – 12549, 4 maja 1987) – teczki jawnej od 28 lutego 2008 roku, wybrakowano. Nie ma w niej więc faktycznie nic poza: kwestionariuszem osobowym z danymi osobowymi, oceną pozyskiwanego – dokonaną przez esbeka podporucznika Piotra Nideckiego, informacją o zdjęciu z ewidencji Czernika z dniem 23 stycznia 1990 roku, a więc jeszcze w okresie istnienia Służby Bezpieczeństwa (działała do końca lipca 1990 roku) oraz informacją o wybrakowaniu materiałów pozyskanych – ze względu na ich znikomą wartość ewidencyjną.  Takie są fakty!!!

I tu zadać wypada publicznie pytanie – dlaczego zastrzeżone zostały dane osobowe księdza Stanisława Czernika rejestrowanego jako TW?? Przecież tak samo mogliby postąpić i inni rejestrowani jako tajni współpracownicy. Nie znam drugiego takiego przypadku.

Niestety samo utajnienie danych osobowych, w tym także w odniesieniu do teczki pracy tajnego współpracownika, w praktyce nic nie daje. Po pierwsze Instytut Pamięci Narodowej ustawowo zobowiązany jest do udzielania pełnych informacji na tzw. zapytania ewidencyjne. I ja takie zapytanie zadałem i uzyskałem na nie odpowiedzi (tak – odpowiedzi). Poza tym, choć nie ma danych osobowych w katalogu IPN-u –nie tylko w tym dostępnym przez Internet, ale także znajdującym się na komputerach w czytelniach IPN-u, po sygnaturach można uzyskać dostęp do materiałów. Jest to działanie żmudne, ale przynosi efekty – jak widać po opisanym przypadku. Zresztą tak na marginesie dodam, że utajnienie niektórych danych z teczki księdza Stanisława Czernika – w moim przekonaniu zupełnie bezprawne, nie mające żadnego uzasadnienia (przecież ksiądz Czernik nie jest aktualnym współpracownikiem albo pracownikiem tajnych służb obecnej Polski), zostało zrobione całkowicie niechlujnie i niewystarczająco. No bo łatwo jest zestawić pozostawione – niezaczernione takie informacje jak: lata studiów w seminarium księdza Czernika, lata jego pracy na parafiach itd. I wtedy identyfikacja postaci jest nie tylko 100, ale nawet 200 – procentowa. Jest jeszcze coś takiego jak teczka paszportowa, której dane zestawione z teczką współpracy także pozwalają na identyfikację.

Tak na marginesie – w teczce paszportowej, każdej teczce paszportowej, a nie tylko księdza Stanisława Czernika są dane osobowe bardziej nadające się teoretycznie do zastrzeżenia, ale są też materiały, które np. pozwalają na określenie relacji między składającym wniosek o paszport a Służbą Bezpieczeństwa – taka rubryka. Często też pozostawione są w  niej inne dokumenty – np. przepustka na audiencję do szefa Służby Bezpieczeństwa.

Trzeba więc zadać pytanie dlaczego szukając w katalogu po nazwisku księdza Czernika nie da się znaleźć jego teczki rejestracyjnej, a po sygnaturze tak? Na to pytanie nie odpowie ksiądz, a powinni odpowiedzieć pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej. Jest jeszcze jedna dziwna sprawa. I też odpowiedzi na to powinni udzielić pracownicy IPN-u. Na razie nie zechcieli. Jak to jest, że po wpisaniu sygnatury Ka 0025/2969 do przeglądarki nie ma jej w spisie kolejnych dokumentów zdeponowanych w IPN-ie Oddział Katowice. Są za to teczki o numerach bezpośrednio wyższym i niższym oraz kolejne w porządku liczbowym, czyli 0025/2968 i mniejsze oraz 0025/2970 i wyższe – dalej bez żadnych luk w kolejności liczbowej. Nasuwa się ewidentne przypuszczenie, że ktoś dokonał nieumiejętnego ukrycia materiałów związanych z osobą księdza Czernika.

I to by było na tyle jeśli chodzi o sylwetki Zasłużonych dla powiatu wadowickiego.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.