Biznesmen z Gliwic w tajemniczy sposób zaginął podczas wakacji na Mauritiusie. Razem z nim zniknął neseser z 10 milionami dolarów. Tak pisał w wydaniu sobotnio-niedzielnym z 8-9 lipca 2000 roku red. Tomasz Szymborski.
Wg tajemniczego informatora zaginiony biznesmen miał utworzyć sieć powiązanych ze sobą spółek, oplatających południowo-zachodnią Polskę. Irek, czyli Mirosław Ewiak, wywiózł ze sobą środki należące do nich.
Partnerzy w interesach czują się wystawieni do wiatru – dodał.
Anonimowy oficer policji z kolei twierdził, że 10 milionów dolarów to suma, z jaką można urządzić sobie nowe życie.

Zrzut ekranu 2015-09-21 23.28.49

I to jak!
10 milionów dolarów w 2000 roku stanowiło równowartość 44.000.000,- zł! Po kursie NBP z 12 czerwca 2000 r.
To aż 67.693 ówczesnych najniższych wynagrodzeń..
Dzisiaj, przeliczając wg tego klucza, byłaby to kwota 118.461.540,- zł.
Jednak istnieje pewien problem.
Techniczny.
Otóż dolarów o nominale wyższym, niż 100 (sto!) po prostu… nie ma.
Popatrzcie zresztą sami, jaka kupa pieniędzy to jeden milion „zielonych”.

 

million_04

Tymczasem Mirosław Ewiak wg dziennikarza i jego informatorów miał zmieścić w neseserze 10 razy więcej.
I wsiąść z tym wszystkim na pokład samolotu, przejść co najmniej trzy kontrole celne…
Jak? Przecież nawet spory plecak byłby o wiele za mały!

Dopiero w 2012 roku sąd uznał Mirosława Ewiaka za zmarłego.
16 czerwca 2000 roku. Trzy tygodnie przed opublikowaniem artykułu red. Szymborskiego.
Tekst nieznacznie wyprzedza prawdziwy wysyp orzeczeń sądowych.
Żadne z nich nie zakończyło się skuteczną egzekucją.

b484ab_e08370071a7f4bd59b8d5153e82683bc

 

Cofnijmy się nieco w czasie.
Jest jesień 1999 roku. 20 października między Biurem Brokera Finansowego CARBOTECH POLAND s.c. a znanymi już z moich wcześniejszych publikacji wrocławskimi prawnikami Skibą i Wojciechowskim dochodzi do zawarcia umowy, prawdopodobnie jedynej takiej w Polsce.
Otóż w zamian za uzyskanie wyroku na niewypłacalną katowicką spółkę prawnicy mają otrzymać honorarium w wysokości 50% dochodzonej kwoty, nie więcej jednak, niż 250.000,- zł.
Przy czym te 50% miało być płatne niezależnie od wyniku późniejszej windykacji!

Wrocław 2000 013

Tydzień później, 28 października, do Sądu Rejonowego Wrocław – Fabryczna trafia pozew. 20 listopada Sąd wydaje nakaz, od którego nikt rzecz Jana nie wnosi sprzeciwu tak, że już 8 grudnia nakaz opatrzony jest klauzulą wykonalności.
Kolejna rzecz, która zastanawia.
Otóż nakaz zawiera pouczenie, że zapłata powinna być uiszczona w terminie tygodnia od otrzymania nakazu, bądź też w tym terminie winny być wniesione zarzuty.
Zanim nakaz opuścił wydział sądu minąć musiało kilka dni. Potem doręczenie, poczta również się nie spieszyła. Wreszcie tydzień zalegania przesyłki na poczcie, bo przecież nie ma i nie było przymusu odbierania przesyłki natychmiast.
Tymczasem od wydania nakazu do wydania klauzuli minęło raptem 18 dni.
Zastanawiająca prędkość procedowania sądu, i wręcz ekspresowe działanie poczty.
Jeśli jednak nakaz został odebrany osobiście przez prezesa ALUMETU, wtedy terminy zaczynają się zgadzać.
Rzekomy dłużnik Gąsiora i Ewiaka, katowicka ALUMET SA była w momencie wydawania nakazu zapłaty dawno już niewypłacalna.
Dzisiaj wegetuje pod zmienioną nazwą gdzieś na obrzeżach KRS, pozbawiona zarządu, majątku i siedziby.
Niemniej jej akta są dostępne w KRS.
Okazuje się, że ALUMET zaprzestał regulowania swoich zobowiązań już w 1998 roku.
26 marca 1999 roku został wydany nakaz zapłaty na rzecz Huty Bankowa p. z o.o. w Dąbrowie Górniczej.
8 października tego samego roku Sąd Rejonowy w Rybniku zasądził od ALUMETU kwotę 429.556,15 zł (sgn akt VI Ng 1822/99/4).
Tymczasem 12 dni później Ewiak i Gąsior zawierają umowę ze Skibą i Wojciechowskim, w której za katowickiego trupa oferują wynagrodzenia jak gdyby to był Bank Anglii, i to w czasach premiera Chamberlaina (jeszcze przed II wojną światową).
Gąsior i Ewiak postradali zmysły?
A jeśli w tym szaleństwie była metoda?
I tak naprawdę wcale nie chodziło o ALUMET, wobec którego nawet nie próbowano windykacji na podstawie „drogocennego” nakazu, ale o wygenerowanie wierzytelności wobec wspólników CARBOTECH – POLAND tak, aby za pomocą egzekucji fikcyjnego długu pozbawić zaspokojenia faktycznych wierzycieli.
Dotarłem do jednego z byłych pracowników CARBOTECH-POLAND s.c.
Okazuje się, że Ewiak znał prezesa ALUMETU, i był częstym gościem w tej firmie.
Puzzle zaczynają się układać.

c.d.n.

22.09 2015