Tak już było i tak jest znowu. Historia zatoczyła swoje koło. Wtedy utraciliśmy Polskę na 123 lata, teraz możemy już jej nigdy nie odzyskać, jeżeli popełnimy grzech  zaniechania i 10 maja pozostaniemy w domu!

Co powiemy swoim dzieciom, wnukom? Polski nie ma, bo nam się nie chciało, bo woleliśmy być niewolnikami z „bezpiecznym” grilem, tefałenem i facjatą specjalisty od zgód i bezpieczeństw w telewizorze. Tak jest fajnie? Taką „wolność” lubimy, bo dostaniemy 10 zł do emerytury i darmowy podręcznik do wychowywania analfabetów w szkole?

Jest super, bo możemy sobie pójść o każdej porze do super i hiper-marketu i zakupić za wcale niemałe pieniądze psa pomielonego razem z budą? Czy lubimy żyć w „państwie z dykty”, którego nie ma, a jedynie terytorium, które zamieszkuje jakaś ludność środkowoeuropejska, przez przypadek chyba posługująca się jeszcze językiem polskim? Jak to jest być „bydłem” z nadania rzekomego „profesora”, co po niego śmierć przyszła, żeby jednemu w Pałacu wzrosły notowania? Jak to jest mieć jedną z niewielu szans w historii i jej nie wykorzystać?

Jak to jest usłyszeć prawdę, o której teraz piszę i nie skomentować jej ani jednym słowem? Dalej, czekam na to, że kogoś to obchodzi!