Po expose Beaty Szydło i uzyskaniu wotum zaufania dla jej rządu, w programie TVP 3 Info oceniali je prof. Jadwiga Staniszkis i prof. Andrzej Rychard.

Słuchając pani J. Staniszkis zaskoczyło mnie zwłaszcza jej stanowisko w kwestii prawdopodobnych zmian w telewizji publicznej, z którym absolutnie się nie zgadzam. Stwierdziła ona, że nie powinno w niej być żadnych zmian, mimo tego, że często ją ona irytuje, to jednak jest demokracja i powinna działać w niezmienionym składzie, ponieważ dla sprawnego funkcjonowania rządu konieczne jest patrzenie władzy na ręce.

Chciałabym wiedzieć, kiedy i gdzie przez osiem lat rządów koalicji PO-PSL pani profesor widziała jak telewizja publiczna patrzała władzy na ręce i na czym to patrzenie polegało? Jak sobie przypominam to bardzo szybko po przejęciu władzy przez PO stała się jej partyjnym środkiem przekazu, w którym trwała nieustanna propaganda sukcesu rządów PO oraz nieustanne ośmieszanie i straszenie opozycją.

Przez lata rządów PO owszem patrzała, ale nie na to, co robiła rządząca partia, lecz na Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Z każdego najmniejszego potknięcia, czy wyrwanego z konteksty zdania robiła gigantyczne afery, które były „grzane” do znudzenia. PiS jest jedyną partią, wobec której telewizja publiczna najczęściej stosowała wszelkiego rodzaju przemilczenia, półprawdy i kłamstwa, równocześnie patronowała zmasowanym atakom nienawiści wobec niej. Z zamieszczanych informacji można się dowiedzieć, że PiS to przyczyna i sprawca wszelkiego zła, a cokolwiek nie zrobi to czyni zło. Mało tego, przez osiem lat ludzie w niej zatrudnieni nie patrząc na etos, honor i godność dziennikarską byli nieustającymi rzecznikami i sztabem wyborczym PO.

Banalną prawdą jest stwierdzenie, że rząd, który pozbawia się środków przekazu, pozbawia się wpływu na kształtowanie opinii publicznej i dbania o rzetelny przekaz swoich działań. Dlatego uważam, że pierwszym wymagającym natychmiastowego rozwiązania problemem jest budowa mediów publicznych od zera. Według mnie oprócz D. Choleckiej i K. Ziemca wszyscy pozostali powinni być najszybciej jak to jest możliwe wymienieni. Każdy dzień pozostawania tej ekipy w telewizji publicznej to niepowetowane szkody w wizerunku Polski, nowego rządu, PiS-u i nieustająca walka z polskością.

Z kolei pan prof. Andrzej Rychard stwierdził, że nie widzi potrzeby robieniu audytu przez nowy rząd B. Szydło. Najlepiej gdyby po przejęciu władzy postąpił tak jak uczynił to premier W. Mazowiecki, tzn. odciął się od działań poprzedników grubą kreską, bo najważniejsze to iść do przodu, a nie wracać do tego, co było.

Z propozycji prof. Andrzej Rychard wynika, że PiS powinien przejąć władzę na słowo, z dobrodziejstwem inwentarza. Wówczas B. Szydło nie miałby szansy dowiedzieć się, w jaki stanie przejęła Polskę, a równocześnie pokazać społeczeństwu, że nie jesteśmy „zieloną wyspą”, ” nie żyjemy „złotym wieku dla Polski”, a w rzeczywistości sytuacja gospodarcza i finansowa kraju jest tragiczna i w każdej chwili grozi nam bankructwo. Korzystając z jego porad zamknąłby sobie możliwość pokazania Polakom jak przez lata permanentnie i z premedytacją byli oszukiwani przez PO.

Absolutnie nie zgadzam się z tą propozycją prof. A. Rycharda. Uważam, że audyt jest konieczny, bowiem dzięki niemu Polacy muszą wreszcie dowiedzieć się jak wygląda prawda. Gdyby PiS korzystając z porady prof. A. Rycharda audytu nie przeprowadzi, to za rok lub dwa lata, gdy nastąpi nieuchronny spadek poziomu życia, to wszystkie „zasługi” ośmioletnich rządów PO „przyjmie na klatę rząd PiS-u”. Od razu pojawią się argumenty, że za PO byliśmy „zieloną wyspą”, żyliśmy w „złotym wieku dla Polski”, a jak przyszli „popaprańcy z PiS-u” to od razu nastąpiło pogorszenie poziomu życia, powstało kosmiczne zadłużenie i jedyne, co w zaistniałej sytuacji należy zrobić, to jak najszybciej odsunąć „nieudaczników” od władzy.

By do tego nie dopuścić, a równocześnie aby nastąpiła naprawa państwa konieczne będą niepopularne reformy. Społeczeństwo musi wiedzieć, z czego one wynikają i kto się do powstałej sytuacji doprowadził. Jeżeli PiS chce w ekspresowym tempie stracić władzę, to powinien skorzystać z ich propozycji, jeżeli nie, to lepiej nie korzystać z „dobrych” profesorskich porad.

Liliana Borodziuk