WIEM, że  i TAK TEGO NIE PRZECZYTACIE, A JEŚLI TAK TO NAZWIECIE MNIE OSZOŁOMEM, Z CZEGO BĘDĘ BARDZO DUMNY.

Szanowni Państwo,
Zamieszczam zdjęcie, które już raz udostępniłem, ale chcę zwrócić na nie WASZĄ UWAGĘ. Ludzie, drodzy artyści scen polskich, estrad i scen okolicznych i ty, popularny ostatnio piosenkarzu, udający menela, pomieszanego z Leonardem Cohenem, obecnie z Warszawy, zauważyłem, że wykazujecie się odwagą, wręcz bohaterstwem niezmiernym, wyśmiewając wszystkie symbole religijne Chrześcijaństwa, wykrzywiając je i wynaturzając w myśl instalacji przeróżnych, śpiewów przeraźliwych więcej lub mniej, albo manifestacji artystycznych w stylu spóźnionym o dekady, w stosunku do świata (rozumiem to: wina komuny, która za mało Was pieściła) oraz filmów a la Lelouche (Lars von Trier jest „be’, bo wyraża się brzydko o nacjach niektórych i rasach i nie uważa wiary za przywarę). Niektórzy nawet palą księgi, które wraz ze spuścizną świata helleńskiego i łacińskiego, uczyniły ich tym, czym są, czy tego chcą, czy nie -Europejczykami. Artysta na zdjęciu wykazał się niesłychaną wręcz odwagą („the bravery of being out of range”) i spalił Biblię. W dodatku ma przed sobą symbol, chyba szatański, który przypomina mi trochę Gwiazdę Dawida, co w tym kontekście może być odebrane, jako przejaw antysemityzmu (ostrzegam tylko życzliwie, bo to nie przelewki). Ad rem. Nie namawiam i nie nawołuje Was, drodzy luminarze kultury, do palenia Koranu. Więcej, uważam, że palenie jakichkolwiek książek, kończy się paleniem ludzi i takich przykładów mieliśmy wiele w historii tego łez padołu. Wyznaję też pogląd, że każda księga jest warta przeczytania. Jestem niewierzący, lecz czytam czasem Biblię. Mam ja nawet w telefonie. Czytam, bo to mądra książka (wybaczcie bluźnierstwo, lecz to sparafrazowany cytat jednego z myślicieli Kościoła Katolickiego). Przeczytałem też KOran i musze powiedzieć, że nie dziwię się, iż stał się podstawą zbrodni, gwałtów i nienawiści. O tym jest ta książka: o nienawiści do wszystkiego, co jest inne, o braku szacunku dla drugiego człowieka, jeśli nie zgadza się z nami, o mordowaniu bez kary „niewiernych”, bo tak określa się każdego, kto Koran odkłada na półkę pośród wielu książek i nie umieszcza go na wierzchu. Nie chcę prowadzić tu dysputy teologicznej. Nie o to mi chodzi. Moi kochani Artyści, skoro jesteście tak odważnymi miłośnikami tolerancji, akceptacji drugiej osoby, bez względu na jej wiarę, rasę lub pochodzenie, to potępcie publicznie zbrodnie, dokonywane w myśl Koranu, prześladowania w krajach islamskich oraz szariat. Nie bądźcie tchórzami, jak producenci filmu „2012”, którzy kazali wyciąć zagładę Mekki, za to widowiskowo i dokładnie rozpieprzyli Watykan. Nie można przecież urażać uczuć religijnych Muzułmanów. Można walić za to w Chrześcijan ile się da. Arabscy sponsorzy się ucieszą. Odważcie się. To tylko kilka słów przed każdym koncertem, występem lub instalacją. Nie bójcie. Jesteście osobami publicznymi i Wasz głos słyszalny będzie o wiele głośniej, niż mój, emerytowanego oficera służb specjalnych, niszowego pisarza, którego już pewnie wciągnęły na listy proskrypcyjne, jacyś anonimowi Polscy Muzułmanie „Patrioci”, by ściąć go przy najbliższej okazji (niech spróbują! Stary jestem, ale tak łatwo się nie dam!). Niestety, nic takiego od Was nie słyszałem. Odważcie się. Chyba, że podoba Wam się Koran i jego ideologia. Jeśli tak, to postępujcie w myśl szariatu. Już widzę te rockowe koncerty pana Nergala ubranego w szlafrok i ręcznik na głowie, z chórkiem płci damskiej okutanym w szmaty tak, że nawet oczu nie widać, w dodatku stojącym za kotarą, by inni faceci nie spojrzeli przypadkiem, a wtedy kadi uzna, że chór cudzołożył i każe go ukamienować, więc koncert będzie niepełny. Już słyszę tę black metalową gitarę, grającą jęczącą muzykę pasterzy kóz i saharyjskich poganiaczy wielbłądów, jako akompaniament dla pana Nergala, wyjącego w języku, przypominającym zaloty kojotów na wśród piasków pustyni, peany na jeden temat. Ale będzie płyta! Pomiędzy występami można będzie popatrzeć na ścinanie niewiernych w muzułmańskich miastach Paryż, Berlin, Londyn, Sztokholm lub Amsterdam.

To powyżej to żart. Wyjaśniam Wam, drodzy Artyści, gdybyście przypadkiem to przeczytali i wzięli poważnie, gdyż, niewątpliwie, inteligencja moja nie może równać się z Waszą i dowcip mój dla tłuszczy może być czytelny, a nie dla rekinów intelektualnych rozważań, jakimi Wy jesteście. Patrzę więc, z dołu, ja maluczki, na Was, wielkich w swoim celebrytyżmie i proszę Was: odważcie się. Albo przynajmniej zastanówcie, zanim coś głupiego powiecie o Chrześcijaństwie i innych podstawach naszego świata.