Gdybym szukał porównań z nami w świecie przyrody to, ty byłbyś strzelistą sosną, prężącą się ku słońcu, zaś ja, starą wierzbą. Powykręcaną, popękaną , a może i o pniu osmolonym przez uderzenie pioruna. Jej gałęzie smętnie zwieszają się ku ziemi, bo już nie mają sił wznosić się ku niebu. I choć nie ma już w sobie takiej energii jak kiedyś, wcale nie uważa, że jest już niepotrzebna. Że trzeba ją ściąć, by zrobić miejsca młodym.

Nadal chce żyć pełnią swego wątłego ciała. Realizować niespełnione dotąd marzenia. Być potrzebna następnym pokoleniom i przekazywać im swoje doświadczenie i życiową mądrość. Nawet, pomna własnych przeżyć z młodości, jeśli miałby być przez nie odrzucone. Bo wie, że każdy ma prawo do popełniania błędów i niesłuchania przestróg starszych. Taka jest po prostu kolej rzeczy oraz przywilej młodości.

Odchodząc od tych przyrodniczych metafor, chcę ci powiedzieć, co mnie w twoim zachowaniu boli. To, że dla ciebie jestem starcem, którego czas przeminął. Kimś niewidzialnym, lekceważonym, który wkrótce umrze i zostanie zapomniany. Widzę to w twoim spojrzeniu. W tramwaju, w metrze, na ulicy. Nie widzisz mnie, albo udajesz, że nie dostrzegasz siedząc wygodnie z książką, kiedy ja stoję. Słyszę to w intonacji twego głosu, kiedy ponaglasz mnie przy kasie w supermarkecie, bo dla ciebie zbyt wolno się pakuję zakupy do torby. Zwracasz mi uwagę, kiedy nie tak szybko jak chciałbyś, wychodzę z pociągu.

Czasami ci się wymknie znaczące „ruchy staruchy”. Mówisz to jednak półgłosem, bo nie chcesz okazać swego lekceważenia zbyt demonstracyjnie. Boli mnie, kiedy zamykasz mnie w innym pokoju, gdy przychodzą twoi goście, jakbyś się mnie wstydził. Byle mnie tylko nie zobaczyli, bo jeszcze mógłbym popsuć im nastrój swoim wyglądem. Dla ciebie jestem wtedy starym rupieciem. Chodzącym „memento mori”. Nie pasującym do waszego towarzystwa i dlatego  należy gdzieś głęboko  je schować.

Nie oczekuję od ciebie, byś zachowywał się jak dzieci w Indiach, które nawet wtedy kiedy są już dorosłe z szacunkiem dotykają rękoma stóp swoich rodziców i dziadków, a następnie podnoszą je do swojego czoła. Ten zwyczaj, mimo, że i Indie się zmieniły jest nadal przekazywany kolejnym pokoleniom.

Nie liczę, z twojej strony, na konfucjańską, synowską nabożność, z której wynika szacunek dla starszych i świadczenie im pomocy i opieki. Da Bóg zdrowie, to dam sobie sam dam radę. Nie sądzę też, byś znał przysłowie młodzieży z Ameryki Południowej  – „diabeł jest mądry, bo jest stary, a nie dlatego, że jest diabłem”.

Nie chcę być także twoim autorytetem. A już broń Boże byś mnie ślepo w czymkolwiek naśladował. Musisz iść własną drogą, kierując się głosem własnego rozumu i serca. Wiesz czego chcę tylko od ciebie? Odrobiny szacunku. Byś nie traktował mnie jak popsuty przedmiot. Tylko tyle i aż tyle.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji.