Wczorajszy występ w Republice spowodował, iż muszę jasno wyjaśnić, co rozumiem przez służby i dlaczego twierdzę, że politycy nimi sterują, a nie odwrotnie.

Dla mnie służby specjalne, wywiad i kontrwywiad, to wyłącznie instytucje państwowe, działające na podstawie określonych aktów prawnych i złożone z funkcjonariuszy lub żołnierzy. Pomijam generałów i różnych szefów nadawanych przez partie polityczne, którzy od razu wskoczyli na stołki, nigdy nie przeprowadzili żadnych działań operacyjnych i od 25 lat kręcą się na nich, niczym na karuzeli. To są politycy,lub polityczni słudzy, realizujący konkretne interesy w imieniu konkretnych ludzi. Większość z Państwa uważa za służby specjalne szereg środowisk związanych z tą częścią klasy politycznej, która na działanie tej instytucji ma wpływ, a dzięki prostej manipulacji, typu seriale telewizyjne, wiąże instytucje państwowe z serią niewyjaśnionych zgonów lub zniknięć. Rzeczywistość jest dużo gorsza i bardziej skomplikowana. Żadna polska służba, w moim rozumieniu i przy wykluczeniu kasty nimi rządzącej, nie jest zamieszana w żadne tego typu akcje, jako instytucja. Ma to jednak tak wyglądać, bo trzeba stworzyć parawan dla właściwych sprawców. Nie przesądzam też, czy dziwne wypadki były rzeczywiście tylko wypadkami, czy działaniem intencjonalnym. Nie takie rozważania są celem mojego postu.

1. Zacznijmy od szokującego dla wielu stwierdzenia: w roku 1989 nakazano, że oficjalne służby państwowe mają być słabe i pozostać słabe, nakierowane na cele nie do końca istotne z punktu widzenia Polski oraz mają stanowić zasłonę dymną dla rzeczywistych interesów i operacji sił, które przejęły władzę nad naszym krajem. Realną, lecz nie tytularną, jaka widzimy w mediach. Ich sukcesy winny być pozorne i uwiarygadniające jedynie określoną kastę ludzi. Spisek, a ja już słyszę asertywne „hehe” idioty i jednocześnie „wybrańca”.

2. W roku 1990 rozpoczęto tworzenie środowisk wywodzących się ze służb specjalnych oraz potrafiących kontrolować ich działanie. Pierwszym krokiem był wybór odpowiednich ludzi. Takich, którzy nie będą mieli żadnych oporów oraz skrupułów. W „Spowiedzi” opisałem krótko egzamin, jakiemu zostałem poddany w roku 1993. Podobny „egzamin” został powtórzony po moim przejściu na emeryturę. Nie „zdałem” w obu przypadkach i czeka kredytowa egzystencja, kolejne obcinanie emerytury w myśl ustaw dezubekizacyjnych. „Wybrańcy” mają to gdzieś, bo tego co zarobili i jak zarobili nikt im nigdy nie zabierze.

3. Jeden z moich przyjaciół, osoba uczciwa i jedna z niewielu, która potrafiła przeciwstawić się dość brutalnym operacjom Departamentu III SB i nie dać się złamać, pracował ze mną lat kilka, a teraz jego „koledzy z lat walki” nie chcą go znać. Nie dał się złamać również po roku 1990 i tak jak ja – nie zdał „egzaminu”. Usłyszałem od niego, że niepotrzebnie się martwię o „X” lub „Y”, zastanawiam, dlaczego wywalono ich z pracy, bo oni należą do „karuzeli”, czyli do grupy ludzi, którym nic nie może się stać. Tak też jest. Raz są szefami, raz zastępcami lub tkwią w „przetrwalnikach” typu „dyspozycja”, „rezerwa kadrowa”, „doradca szefa”. Po zmianie władzy wracają ze swoich oszukańczych wywiadowni gospodarczych albo innych stanowisk „na przeczekanie”. Przy wyborze, nie brano pod uwagę „pesela” lub strony politycznej. Kto ich wybrał? Nie. Nie napiszę tego. Powiem tylko, że przed 1990 rokiem była u nas obecna tylko jedna obca służba, a po zmianie ustroju? Właśnie. Wyciągnijcie wniosek sami.

4. Wybór kogoś do określonej klasy polegał właściwie na jednym: czy interes własny przełoży ponad interes państwowy. Interes własny oznaczał i oznacza realizację działań w cudzym imieniu i dla cudzej korzyści. Zadbano również o to, by rozegrać to propagandowo tak, byśmy cudzy interes uznali za korzystny dla naszego kraju. Osoby, które nie potrafiły przekroczyć granicy skurwienia (moi uczniowie pamiętają, że mówiłem im zawsze: są granice skurwienia, których uczciwemu oficerowi przekroczyć nie wolno, jeśli nadal chce być patriotą”), lub które znalazły się na ważnych stanowiskach „przez niedopatrzenie” i nie dały się kupić, poddawane były obróbce deprecjacyjnej, neutralizacji publicznej, a nawet eliminowanie. Ci zaś, którzy zrozumieli, w jakim szambie tkwią i chcieli wyjść z niego, znikali z życia, czasem w dziwnych, spektakularnych okolicznościach, stanowiąc swoiste ostrzeżenie dla reszty.

5. Wątpię, by cokolwiek mogło się zmienić w drodze ewolucyjnej. Wieloletnie, nawet wielopokoleniowe zależności i uwikłania są najlepszym strażnikiem systemu. Tu jednak muszę stwierdzić, a jest to trochę sprzeczne z tym , co mówiłem jeszcze nie tak dawno, że jeśli w Polsce powstaną prawdziwe służby specjalne, to tylko na bazie służb wojskowych, ponieważ instytucje cywilne nie gwarantują istnienia prawdziwego wywiadu i kontrwywiadu. Zostawmy w spokoju powody takiej diagnozy.

6. Dlaczego wojsko? Paradoksalnie istnienie mafii zwanej niegdyś WSI umożliwia całkowitą restrukturyzację służb specjalnych. WSI była organizacją zachłanną, chronioną prze emerytowanych generałów Kiszczaka i Jaruzelskiego, działającą niczym mafia. Minister Siemiątkowski, którego reformę krytykuję bez litości, usiłował ograniczyć samowładztwo WSI. Nie wyszło mu to, bo w rezultacie jego działań, ta wojskowa mafia przejęła AW i nieźle zaczęła ją kontrolować. Próbował przynajmniej. Ministrowi Macierewiczowi udało się potężnie naruszyć ta organizację. Likwidatorzy WSI w roku 2006 popełnili tylko jeden błąd: potraktowali spadkobierców sowieckiego GRU, jak instytucję państwową, nie jak mafię, do której trzeba podejść operacyjnie, a nie urzędniczo, co spowodowało, iż obrońcy WSI, ukryci w szeregach własnego rządu likwidatorów zatrzymali na chwilę ten proces. Opóźnili go, bo ujawnienie części materiałów pozwoliło na częściową neutralizację „obrońców”, a także powstrzymało restaurację tej służby. Teraz jest to służba, która, jako jedyna przechodzi zmiany merytoryczne, a nie wyłącznie powierzchowne odmalowywanie. Dla porządku wyjaśniam, że nie jestem związany z wojskiem i nie byłem. To wynika z kilku moich obserwacji.

Najprawdopodobniej, jest to jeden z ostatnich poważnych postów, które napisałem. Uświadamianie opinii publicznej „jak jest” musi zostać przerwane, bo nie jest na rękę nikomu, kto w Polsce ma wpływ na władzę. Zniszczyć mnie łatwo, bo pracowałem w SB, a przy okazji stworzy się w ten sposób pozór lustracji i „spali czarownicę”, a w telewizji ogłosi się „strefę zdekomunizowaną”. Gracze, prywatne armie, sterowane często przez obce instytucje tego typu,, dobrze wyposażone i wyszkolone przez państwo, nie pozwolą, by ich właściciele stracili choć złotówkę. Szkolone przez państwo? Tak, bo politycy stworzyli takie warunki socjalne dla młodych oficerów, by ci po otrzymaniu zawodowego szkolenia, kosztującego niezłe pieniądze, rezygnowali ze służby i przechodzili do sektora prywatnego. O tym, nikt z tych „ekspertów” nie powie, ani nie napisze, bo i oni są beneficjentami takiego systemu.

Służby działają wspaniale, a ja podrywam ich autorytet i ośmielam się kwestionować absolutne panowanie „wielkich braci” z bliska i z daleka. Ostatnio wielu ludzi zwraca się do mnie z prośbą o radę w sprawach „dziwnych i niekonwencjonalnych”. Kiedy pytam dlaczego nie zawiadomili odpowiednich instytucji, śmieją się na ogół i mówią, że tam ich „oleją” lub „już oleli”. To smutne, ale tak będzie dopóki instytucje państwowe będą stały na straży kast, a nie ludzi. Dopóki będzie tam panowało schizofreniczne przekonanie, że każdy obywatel ma coś na sumieniu i jeśli przychodzi do nich, to tylko dlatego, by załatwić własny interes. Dopóki pracownicy służb będą uważać, że tylko oni mają monopol na patriotyzm, inteligencję i wiedzę.

Widzicie więc, że tolerować mnie już dłużej nie można. Już wiecie Państwo, dlaczego nie pasuję nikomu. Inaczej rozumiem interes Polski niż to mi nakazywano przez cały okres pracy po roku 1989. I w dupie mam nakazy sojuszników, kogo mi wolno krytykować, kogo nie. Mam jeszcze kilka pomysłów i nadzieję, że zdążę je zrealizować.

Czekam teraz na komentarze i na obelgi.