Gdy po zamachu 7 stycznia 2015 r na redakcję satyrycznego tygodnika „Charlie Hebdo”, w którym zginęło 12 osób, zobaczyłam w różnych miastach Francji tysiące osób biorących udział w marszach milczenia przeciwko zamachom terrorystycznym, a w Paryżu mega marsz w którym wzięli udział m. in.: prezydent Francji Francois Hollande’a, szefowa polskiego rządu, kanclerz Niemiec Angela Merkel, premierzy Włoch i Wielkiej Brytanii Matteo Renzi i David Cameron, premier Izraela Benjamin Netanjahu, przywódca Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas, przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, i Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, oraz blisko milion osób, wnioski nasunęły się same.

Społeczeństwa Zachodnie na skutek wieloletniej i nieustającej tresury poprawnością polityczną przez elity liberalno-lewicowe zostały pozbawione instynktu samozachowawczego, a przywódcy Zachodniej Europy, którzy się z nich wywodzą zatracili zdolność do podejmowania radykalnych kroków w celu obrony swoich społeczeństw przed krwawym islamskim terrorem. Mimo, że wielu z nich rozumie doskonale istotę problemu, to są niezdolni do podjęcia zdecydowanych decyzji, ponieważ poprawność polityczna zabrania im mówienia o zagrożeniu islamizacją, kojarzenia imigrantów z terroryzmem, a islamu z niebezpieczeństwem.
Łączenie przyczyny ze skutkiem jest w liberalno-lewicowej Europie surowo zabronione. Europejczycy mają być otwarci, współczujący, solidarni, ale nigdy zdecydowanie walczący z moralnym nihilizmem, islamskim zalewem, terroryzmem i samozagładą.

Uważam, że pierwszą rzeczą, jaką należałoby zrobić, to nie oglądając się na prawa i wolności obywatelskie zdecydowanie zamknąć wszystkie granice, zawracać uchodźców z powrotem skąd przybywają, równocześnie zamknąć imamów, którzy nawołują do walki z kulturą zachodnią jak i meczety, w których to się odbywa. Ponieważ nic takiego nie nastąpiło, każdy myślący człowiek zdawał sobie doskonale sprawę, że kwestią czasu jest, kiedy nastąpią następne krwawe zamachy.

Nie czekaliśmy długo. Kolejne uderzenie nastąpiło 13.11.2015 również w Paryżu. W sześciu równoczesnych zamachach zginęło ok. 130 osób. Zamach w Nicei jest trzecim, w którym zabitych zostało 84 osoby, a rannych 202. Sprawca zamachu 31-letni Tunezyjczyk, mieszkający od dawna w Nicei, użył z premedytacją ciężarówki, którą rozjeżdżał ludzi. Każdy samodzielnie myślący europejczyk wie, że to nie koniec islamskiego terroru i zastanawia się gdzie i kiedy będzie następny zamach.

Podczas wywiadu w TVN24 Mariusz Błaszczak powiedział: „Francja jest w dużo trudniejszej sytuacji niż Polska. Polska by się znalazła w takiej sytuacji, gdyby nie zmiana rządu. Już mielibyśmy tysiące imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki, bo tak zdecydowała koalicja PO-PSL”.

Wysłuchałam w internecie wystąpienia redaktora Piotra Zaręby, który mówił: „Dla nas homogeniczność etniczna, kulturowa, religijna jest koniecznością dziejową, jest racją stanu. Nie słuchajcie tych, którzy mówią wam jak fajnie jest w społeczeństwie wielokulturowym, jak wspaniałe jest to osiągnięcie, jak wspaniałe jest to dokonanie cywilizacji białego człowieka, który otwiera się na inne kultury, ponieważ łączą się z tym najróżniejsze zagrożenia, a to właśnie terroryzm jest najbardziej elementarnym. (…) Polacy powinni zrobić wszystko, aby się od takich niebezpieczeństw uchronić”.

Wszystko fajnie, Polska jak na razie nie dała sobie narzucić przyjmowania imigrantów. Ale jak będzie dalej, gdy staniemy przed alternatywą wstąpienie do superpaństwa lub zostanie poza Unią? Przecież nie tłumaczy się Polakom, jakie konsekwencje są związane z ewentualnym wejściem do superpaństwa. Nie ma żadnych debat poświęconych skutkom bycia w proponowanej strukturze. Polacy w swej przeważającej masie (89 % jest zadowolona z UE – sondaże 2016) traktują UE, jako absolutne dobro rozdające pieniądze, pozbawioną polityki i ścierania się interesów. Nie dociera do nich, że unijne regulacje, dyrektywy i rozporządzenia ograniczają swobody obywatelskie i przedsiębiorczość.

Do dnia dzisiejszego nie zwracają uwagi na to, że w integracji eu­ropejskiej nie chodzi o stworze­nie spójnej wspólnoty pozwalają­cej słabszym na dogonienie czołówki, ale o osiągnięcie dominacji jednych nad drugimi. Egoistyczne in­teresy Francji czy Niemiec przedkładane nad interes Wspólnoty są nie tylko niczym nieograniczone, lecz przykrywane wspólnotowymi frazesami o „wspól­nym dobru”. Nie chcą wiedzieć, że bogatsze kraje pod pozorem pomocy rozwojowej realizują swoje interesy zmuszając słabsze do rezygnacji z niektórych ważnych dla nich celów.

Ponieważ w większości Polacy nie wyobrażają sobie bycia poza europejskim strukturami, zgodzą się bez względu na koszty, aby tylko być w nowej strukturze jakkolwiek będzie się ona nazywała. Po wejściu do niej oficjalnie, bez żadnego ściemniania rządzić nią będą Niemcy i Francja, które nie będą musiały już kryć się ze swoimi interesami. To w ich ramach będziemy każdorazowo przyjmować nakazane nam kwoty imigrantów. Już one się postarają, by Polska nadrobiła w ekspresowym tempie dotychczasowe zaległości w przyjmowaniu niechcianych muzułmanów.

Nic nie da przejęcie rządów przez PiS, gdy przeważająca część społeczeństwa myśli inaczej i postanowi być w superpaństwie. Polska w dłuższej perspektywie znajdzie się w takiej sytuacji, co Francja. Będziemy mieli tysiące imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Przestanie istnieć nasza homogeniczność etniczna, kulturowa, religijna. Należy już teraz przygotowywać się do tego, że i do nas dotrze fala zamachów. Na nic się zdadzą łzy i zgrzytanie zębów, my też będziemy mieli marsze milczenia i opuszczone flagi.

Liliana Borodziuk