Jest tak, jak napisałem wczoraj. Idiotyzm i nadgorliwość urasta do rangi racji stanu. Nieważna reakcja teoretycznie „pokrzywdzonego”, nieważna reakcja Ministerstwa Sprawiedliwości, dyżurni prawnicy i redaktor M. z trelewizji na siłę robią sprawę z incydentu, którego nigdyby nie było, gdyby nie ta trelewizja właśnie, wsparta przez gazetę elekcyjną. Gra toczy się i pseudo intelektualny bełkot dziennikarski ją wspiera.

Wbrew faktom i logice, pan towarzysz redaktor gada bzdury, robiąc nius z wydmuszki. Na siłę, bo wie, w czym uczestniczy i godzi się na to. I tak Pipidówka Wielka stała się stolicą demokracji, lub jej braku.O, tempora! O, mores! Kiedy w końcu ta Kartagina legnie!

Redaktor M., z trelewizji, o emploi intelektualista twierdzi, że nie był „dawno w sejmie”. I dobrze. Ja też nie byłem. I też dobrze, bo Okrongła Izba zawraca w głowie prawie tak jak trelewizja. Jeden Trybun Ludu szybko o tym „Ludu” zapomniał. Ciekawy to lie detector. Duży i okrągły. Ta izba.

Niech go w końcu ktoś wyleczy.