Przeczytałem i nie daje mi spokoju: felietonista the New York Times, David Brooks, opisał polityczno-psychologiczny mechanizm, który stworzył również dramat Polski. Na początek, moje tłumaczenie fragmentu komentarza Brooksa z 20 lutego:

„Kandydaci na prezydenta odnoszą sukces dzięki tworzeniu mitów. Nie oferują rzeczowej narracji. Ich opowieść pozwala ludziom nadać sens wydarzeniom chwili; ich narracja dzieli ludzi na bohaterów i łotrów, wskazuje centralne wyzwanie które stoi przed społeczeństwem i wyjaśnia, dlaczego słuchacz jest najlepsza możliwą osobą, która stawi czoła temu wyzwaniu.

W 2016 Donald Trump przedstawił wyborcom skuteczny mit: elity kraju to chciwi głupcy, którzy fatalnie zarządzają Ameryką, gwałcą zasady moralne i demoralizują społeczeństwo. Ten mit nie był wcale oryginalny, funkcjonuje wśród Amerykanów co najmniej od czasów populistycznej rebelii z lat 1890-tych. Ale ten właśnie element światopoglądu – my przeciwko nim, walka dobra ze złem – wywołuje potężny rezonans u wielu wyborców.

Zwolennicy Trumpa dokonują czegoś więcej niż akceptacja mitu: oni w nim duchowo ZAMIESZKUJĄ. Mit kształtuje to, jak postrzegają świat, jak dzielą innych ludzi na kategorie. Prezydent Trump może mylić fakty bezkarnie – tak długo jak nie myli swojego mitu. Może stać się bohaterem tysiąca skandali, ale jego zwolennicy będą to ignorować tak długo, jak długo pozostają mieszkańcami jego mitu.

Bernie Sanders również sprzedaje atrakcyjny mit: elity wielkich korporacji i spekulanci Wall Street to drapieżne bestie które zagarnęły bogactwo narodu i gnębią uczciwe amerykańskie rodziny. Ten mit też nie jest oryginalny, słychać go od czasów agitacji walki klasowej z roku 1848. I on też wywołuje silny rezonans u wielu wyborców.

Kiedy siedzisz mentalnie w środku mitu Berniego, widzisz świat przez jego okulary. Mój wniosek ze środowej debaty kandydatów do Demokratycznej nominacji w wyborach prezydenckich: Sanders jest jedynym pretendentem który oferuje atrakcyjny mit. Pozostali mówią różne ciekawe rzeczy, ale nie przekuli swoich programów mity. Można ich posłuchać, ale nie zaczynasz postrzegać świata przez ich okulary.”

Dalej kolega Brooks wyjaśnia, że próby podważenia mitu przy pomocy racjonalnych argumentów są skazane na niepowodzenie. Mit może pokonać tylko inny mit.

Przypomnijcie sobie skuteczne mity, które funkcjonowały w Polsce po 1991 roku. Pierwszy, liberałów, opowiadał o dzielnym polskim narodzie, który heroicznie pokonał bezbożnego smoka komunizmu by triumfalnie dołączyć do bogatej i szczęśliwej rodziny narodów kapitalistycznego Zachodu, gdzie zawsze było nasze miejsce…

Ten mit przyniósł Polsce zaskakująco szybki, acz niedoskonały rozwój, jednak wyczerpał się około roku 2005. Czego zwolennicy nie dostrzegli, uznając z ulgą krótki okres władzy PIS za aberrację.

Jarosław Kaczyński i PiS od początku niepodległości lansowali konkurencyjny mit: narodowy i katolicki, mit Polski otoczonej przez wrogów, niszczonej przez agentów i zdradzieckie elity, w której siły dobra – zwykli, prości, szczerzy Polacy – mogli liczyć tylko na siebie, swoje rodziny i życzliwość Opatrzności Boskiej.

Początkowo mit ten sprzedawał się słabo. Jednak po falstarcie pierwszego rządu, którego był premierem, Kaczyński wzmógł swoje wysiłki. Umiejętnie, choć cynicznie, wykorzystał katastrofę w Smoleńsku jako potwierdzenie swojej narracji. Dawny zestaw wrogów Narodu – poskomuniści, ubecy i esbecy, agenci oraz „aferałowie” – został uzupełniony o zawody prawnicze, wyniesione dziś do rangi mitologicznego arcyzdrajcy.

I teraz, na zakończenie przydługiego wywodu: skoro mit można pokonać tylko innym mitem – co takiego sprzedaje nam dziś polska opozycja? Co oferują p. Małgorzata Kidawa Błońska i inni rywale Prezydenta Dudy w tych wyborach, by wyborcy zaczęli widzieć świat ich oczami?

Szczerze mówiąc, nie dostrzegam nic takiego. Mit Kaczyńskiego słabnie w sposób nieunikniony, ale ciągle nie ma z czym przegrać.

Fot. scren TVN24.pl

Autor: Mariusz Ziomecki
Polski pisarz, dziennikarz i publicysta. Do 1981 był dziennikarzem warszawskiej Kultury. W 1982 wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował jako jeden z głównych komentatorów dziennika The Detroit Free Press. W latach 1998–2000 dzielił funkcję redaktora naczelnego dwutygodnika Komputer Świat z Wiesławem Małeckim. Następnie w 2003 roku objął funkcję redaktora naczelnego dziennika Super Express (w 2006 roku zastąpił go Tomasz Lachowicz). Redaktor naczelny tygodnika Przekrój od 2006 roku (kiedy zastąpił na tym stanowisku Piotra Najsztuba) do lipca 2007 (stanowisko przejął Jacek Kowalczyk). W latach 2007–2008 był redaktorem naczelnym Superstacji i prowadził program Rezonans. Od września 2008 roku wydawca programu Konfrontacje w Polsacie, a od maja 2009 do końca lutego 2010 redaktor naczelny serwisu publicystycznego redakcja.pl. Od listopada 2009 do maja 2010 był redaktorem sponsorowanego przez Narodowy Bank Polski serwisu internetowego ObserwatorFinansowy.pl i jednocześnie doradcą Prezesa NBP. Następnie pracował dla firmy kosmetycznej Inglot. Od 2014 na antenie Polsat News 2 prowadzi program publicystyczny Prawy do lewego, lewy do prawego. Ma dwójkę dzieci, córkę Zuzę i syna. Jego pierwszą żoną była Ewa Junczyk-Ziomecka.