Francuski prezydent nie ma dobrej prasy w większości krajów unijnych. Nawet we Francji liczba tytułów tolerujących „małego Dyzia” polityki nie przeważa tych, które dostrzegają jego mankamenty.

Kolejny pomysł człowieka rządzącego upadającym krajem (lada moment może okazać się, że słynna Tricolore zostanie zastąpiona zieloną flagą Proroka) zaczyna budzić wesołość nawet u ludzi związanych jeszcze z warstwą władców PRL.

Cóż takiego uczynił Macron? Ano nic. Zgodnie z panującą od dekad tradycją francuskich prezydentów zaatakował NATO. Pamiętamy wszak de Gaulle’a, za którego rządów Francja wycofała się ze struktur wojskowych Paktu.

Macron natomiast, niczym jakiś putinowski czopek, wpisuje się w moskiewską narrację i mówi o „śmierci mózgowej NATO”.

Ba, jako pierwszy po zachodniej stronie Odry mówi o tym, że rozszerzenie NATO m. in. o Polskę było błędem!

Było to rzekomym naruszeniem jakichś tajnych układów zawieranych jeszcze ze Związkiem Sowieckim.

Zostawmy więc Francję samej sobie. Dzięki rządom lewicowym udało się okroić armię francuską do rozmiarów pozwalających na interwencję w jakimś kraiku środkowoafrykańskim.

Jest jednak wyjątkowo słaba jak na kraj o powierzchni ustępującej w Europie jedynie Rosji.

Podstawowy czołg AMX – 56 Leclerc o parametrach zbliżonych do Leoparda 2 występuje w liczbie niespełna 241 egzemplarzy. Do tego pochodzący z lat 1980-tych kołowy wóz rozpoznawczy ERC 90 Sagaie (80 sztuk).

250 samochodów pancernych AMX-10RC uzbrojonych w pochodzącą jeszcze z lat 1950-tych armatę czołgową kal. 105 mm (tak naprawdę to wersja rozwojowa niemieckiej armaty przeciwlotniczej opracowanej pod koniec lat 1920-tych).

Poza tym odpowiadające wielkością i jakością sowieckim BRDM-om 2 transportery kołowe opracowane jeszcze za czasów de Gaulle’a.

141 haubic, w tym 77 na podwoziach samochodów wojskowych Renault Sherpa (produkcja od 2006 r., a więc nowe), 32 pochodzące z początku lat 1970-tych AMX AUF-1 i …. 32 holowane niczym w okresie wojny algierskiej haubice TRF 1, wyprodukowane pod koniec zimnej wojny. Wszystkie kalibru „amerykańskiego”, przyjętego w NATO – 155 mm.

Tymczasem słaba Polska posiada na stanie 249 czolgów typu Leopard 2 (odpowiadających francuskim), do tego trzeba doliczyć jednak 232 sztuki Twardych (PT-91) oraz 384 T-72.

Razem – 865.

Równie duża jest przewaga polskich sił lądowych w artylerii – otóż armatohaubic kal. 122 mmm mamy aż 342. Przy czym w odróżnieniu od francuskich mogą pływać.

111 kołowych haubic jeszcze czechosłowackiej produkcji Dana kaliber 6 cali (152 mm), oraz wprowadzane na bieżąco samobieżne armatohaubice kal. 155 mm (AHS Krab – ok. 50 szt.).

O lotnictwie nie wspomnę, bowiem myśliwce, broniące francuskiego nieba, to konstrukcje pochodzące jeszcze z lat 1970-tych (Mirage-2000).

Ile faktycznie lata, a ile służy jako podręczny magazyn części zamiennych? Połowa? Jedna trzecia, trzy czwarte?

Przecież obowiązująca od końca Związku Sowieckiego doktryna „wojenna” mówi, że wojny nie ma i nie będzie. Szkoda więc pieniędzy na uzbrojenie.

Macron zatem uważa, że jakiekolwiek gwarancje są śmieszne i chciałby przywrócić normalność. Oczywiście normalność wg jego zasad.

NATO jako niepotrzebna nikomu pozostałość zimnej wojny na drzewo. Zamiast niego europejski oddział szybkiego reagowania, najlepiej wyposażony w nieloty francuskiej produkcji (Caracale).

I liczebność – maksymalnie 4 tysiące osób.

Nie ma więc co się oburzać na Macrona, kiedy oficjalnie mówi, że art. 5 traktatu stanowiącego NATO to przeżytek. Nierealny po prostu.

Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.

Bo niby jak i komu miałaby pomóc Francja?

A poza tym mentalność Francuzów nie zmieniła się tak bardzo.

Kiedyś nie chcieli umierać za Gdańsk, za moment nie będą chcieli umierać za demokrację. Za idee równości itp. lewackie dogmaty, rzekomo trwale związane z cywilizacją europejską.

Gdy tylko usłyszą, że szariat wprowadzony jako obowiązujące wszystkich prawo zlikwiduje groźbę ataków terrorystycznych pewnie przegłosują jego przyjęcie w ogólnokrajowym referendum.

Jeśli zaś nie od razu, to po serii zamachów terrorystycznych.

Macron jest zatem szczery do bólu.

I bynajmniej nie wynika to z jego arogancji, jak pisze np. syn lewicowego działacza niejaki Jurasz.

On po prostu wie, że dzisiejsza Francja jest niczym.

.

Militarnie.

.

Kogóż zresztą miałaby się obawiać? Od Rosji oddziela ją Polska i Niemcy.

.

Tymczasem doświadczenia dziwnej wojny toczącej się na Ukrainie dowiodły, że III wojna światowa będzie wojną hybrydową.

.

A w niej najnowocześniejszy czołg typu Abrams, mogący kontrolować nawet 7 celów jednocześnie będzie stał na skrzyżowaniu ulic narażony na trafienie „koktajlem Mołotowa”. Dokładnie tak samo użyteczny, jak wyciągnięty z muzeum T-34.

.

Zatem nie przejmujmy się Macronem.

Za chwilę najważniejszą osobą we Francji i tak będzie wielki mufti Paryża.

.

Monsieur Emmanuel Macron, va te faire foutre!

 

10.11 2019