Dopiero teraz wróciłem do domu i dorwałem się do komputera, więc jeszcze o odwołanym pokazie „Wołynia”. To jest, po prostu, kompletny brak przewidywania przeszłości i ogromny błąd polityczny wzmacniający mniejszość. To dowód na prawdziwość mojego twierdzenia sprzed kilku dni, zawartego w komentarzu do artykułu pana Kowala oraz na to, że i Kijów i Warszawa nie wiedzą co z ta banderowską bandą zrobić, a nie mają odwagi walnąć pięścią w stół. Jestem w stanie zrozumieć dlaczego tak się zachowuje Poroszenko, ale zupełnie nie rozumiem min. Waszczykowskiego. Ta decyzja tylko rozzuchwali banderowców (specjalnie małą literą) i stworzy wrażenie, iż stanowią oni podstawową siłę na Ukrainie. Przypominam jeden z punktów mojego przedwczorajszego postu:

„I tu dochodzimy do konkluzji tego punktu: za niechęć do naszych sąsiadów z Ukrainy odpowiadają na równi oba rządy – i ten w Kijowie i ten w Warszawie. To punkt trzeci.

Po trzecie, zacznijmy od Kijowa. Dobrze wiem, że w tym 60 milionowym kraju zwolenników UPA i Bandery jest gdzieś około 10 tysięcy i to też pewnie przesada. Reszta ludzi albo nic nie wie o historii, albo jest im to obojętne, albo jest przeciwna. Niestety, ta mała grupa ma trochę forsy i jest dość wpływowa. Rząd Ukrainy sam powinien ich zneutralizować, bo wiadomo, że większość z nich może być na żołdzie zupełnie kogoś innego. Strach Poroszenki przed Banderowcami świadczy tylko o tym, że muszą trzymać wiele ważnych nitek w ręku, co nie oznacza, iż mają poparcie społeczne. Strach jednak stworzy z nich siłę, a czasem warto walnąć, a nie głaskać po głowie. Warszawa, z kolei, propaguje jedynie „politykę miłości bez względu na cenę”. To też wpływa na niechęć do Ukraińców, ponieważ brak zdecydowanej krytyki ze strony rządu Ukrainy za tolerowanie nazistowskich, jawnie antypolskich ugrupowań, tworzy mit o „lobby ukraińskim”. Wszyscy zdajemy sobie sprawę ze znaczenia Ukrainy dla nas i z konieczności wyrwania z moskiewskich wpływów, ale dlaczego nikt oficjalnie nie zażąda od Kijowa wyeliminowania tych wpływów, a w tym wszystkich czynników, które odcinają Ukrainę od pełnego porozumienia z nami i prowadzą do działań wbrew opinii społecznej w obu krajach. Oczywiście, że myślę o bandytach z UPA. To nie jest tak, że Poroszenko nada nazwę ulicy, by zadowolić Banderowców, a my nie zwracamy na to uwagi, ponieważ liczymy, że to się uspokoi. Rząd Republiki Weimarskiej postępował podobnie. Potem cały świat. Dał Hitlerowi i NSDAP czas i czym to się skończyło? Nieleczona gangrena, a czasem kuracja bywa „brutalna” nie zniknie od zmiany opatrunków, lecz pożre całe ciało. Poza tym, taka „polityka wyrozumiałości” ma często odwrotny skutek. Na Ukrainie może zrodzić potężną antypolską siłę, a w Polsce tworzy naturalny opór społeczny, wyrażany w owej „niechęci”, na którą skarży się pan Poseł. W dodatku powoduje uogólnienie obrazu mniejszości na cały naród, a to jest bardzo złe. „

I jeszcze jedno. Dla wszystkich „znawców i wszechwiedzących”: zwolennicy UPA i Bandery to mniejszość. Tak jak z agenturą nie jest ważna ilość, ale uplasowanie, czyli jeden dobrze uplasowany agent jest wart tysiąca agentów robionych dla statystyki lub „mało mogących”. Możemy się kłócić, czy jest to 2, 3, czy 50 tysięcy, albo sto, ale to i tak będzie mniejszość. Z możliwościami, niestety, ale mniejszość. Zinfiltrowana przez Ruskich mniejszość. W tak zsowietyzowanym, wypranym z jakiejkolwiek wiedzy społeczeństwie, wystarczy 1000 osób, które mają forsę i media, pieprzą komunały o walce z komunistycznym najeźdźcą, omijając szczegóły, by opanować miliony. To takie „Jabłonowskie” tylko w innych mundurach.