Sławomir Krzanowski wokalista, gitarzysta, fantastyczny autor muzyki oraz tekstów. Dla mnie człowiek orkiestra i artysta, którego, gdy się usłyszy raz, to chcę się go słuchać jeszcze i jeszcze. W przeszłości był związany z zespołem Lord z którym nagrał płytę „Podróże”. Teraz gra jako muzyk solowy, w 2019 wydał pierwszy singiel „Do połowy”. Utwór ten pomógł Sławkowi zakwalifikować się do ogólnopolskiego programu dla artystów „Tak Brzmi Miasto” – inkubator. To był sukces naszego lokalnego wokalisty, a piosenka zajęła pierwsze miejsce na grudniowym podsumowaniu audycji w radiowej czwórce.

Renata Bedra: Jak to się stało, że stanąłeś na scenie i śpiewasz?

Sławomir Krzanowski: Początki mojego śpiewania były raczej przypadkowe. Najpierw zainteresowałem się gitarą. Próbowaliśmy grać w duecie razem z Piotrkiem Kuligiem i szybko doszliśmy do wniosku, że fajnie byłoby gdyby ktoś pośpiewał.  Padło na mnie, spróbowałem i tak już zostało. Pierwszy koncert zagraliśmy w świetlicy na osiedlu Szymanowskiego. Tam też mieliśmy swoje pierwsze próby. Nigdy tego nie zapomnę. Później jakoś tak się to potoczyło, że śpiewałem we wszystkich zespołach w których występowałem. Polubiłem swój głos, chociaż zajęło mi to sporo czasu.

Skąd pomysł na karierę muzyczną?

– Raczej trudno w moim przypadku mówić o jakimś pomyśle na karierę. Zawsze muzykę traktowałem jako pasję, starałem się cieszyć z drobnych sukcesów. Jeśli chodzi o moją solową działalność muzyczną, to decyzja ta dojrzewała we mnie przez dłuższy czas. Wcześniej zawsze występowałem w zespołach, mniejszych lub większych. Miałem nawet okazję śpiewać  w kilkunastoosobowym big-bandzie. To były super czasy, niezapomniane przeżycia. Dzięki temu poznałem wielu wspaniałych ludzi, świetnych muzyków. Jednak od pewnego czasu czułem, że chciałbym zrobić coś na własną rękę. Oczywiście był to swoisty skok na głęboką wodę. Taka sytuacja daje pewną wolność  artystyczną, ale i odpowiedzialność jest dużo większa.

Opisz rodzaj swojej muzyki?

– Myślę że moja muzyka to pop, chociaż nazewnictwo nie ma dla mnie większego znaczenia. Jest nieco melancholijna z raczej osobistymi tekstami, może trochę refleksyjna. W kwestiach brzmieniowych tak naprawdę ciągle jest wiele niewiadomych.

Czy to łatwy sposób na życie?

– Nie wiem czy łatwy, nie wiem czy w ogóle istnieje jakiś łatwy sposób na życie. Wiem natomiast, że potrafi dawać wiele satysfakcji, wzbogaca moje życie. Z drugiej strony wiąże się z pewnym stresem, czasem doprowadza mnie do frustracji. Wiele razy rzucałem granie i wracałem do niego. Jeśli zaś chodzi o wątek finansowy, to ja nie zarabiam na muzyce tyle, żebym mógł się z niej utrzymać i tylko tym się zająć. Z doświadczeń swoich, a także rozmów ze znajomymi muzykami, nawet tymi którzy odnosili spore sukcesy wiem, że utrzymanie się z muzyki jest bardzo trudne, wymaga nieustannej pracy i poświęcenia. Teoretycznie w czasach internetu, nowych technologi dotarcie do słuchaczy jest łatwiejsze, ale jednocześnie konkurencja jest przeogromna, a utrzymanie uwagi słuchaczy bardzo trudne. Do tego wszystkiego dochodzi  jeszcze ciągła konieczność inwestycji. Sprzęt, nagrania, studio wszystko sporo kosztuje.

Masz jakieś marzenie związane ze sceną?

– Oczywiście grać koncerty, to marzenie każdego muzyka, ale moim największym marzeniem jest nagranie płyty z piosenkami, które napisałem na przestrzeni kilku lat. Chciałbym w ten sposób zamknąć pewien etap. Mam nadzieję, że wystarczy mi determinacji. Być może po drodze będzie jeszcze jakaś EP-ka lub kolejne single, ale bardzo chciałbym zamknąć to płytą długogrającą.

Jesteś człowiekiem orkiestrą, piszesz teksty, grasz, śpiewasz jak to wszystko ogarniasz?

– Człowiek orkiestra, to określenie zdecydowanie na wyrost. Faktycznie piszę teksty, gram na gitarze, jakiś czas temu kupiłem sobie syntezator, inne rzeczy uczę się robić na komputerze. Jednak nie jest tak, że jestem samowystarczalny. Współpracuję z Rafałem Hilbrychtem, który odpowiada za produkcję obu moich singli. Bardzo zdolny człowiek, wykształcony muzyk. Z kolei koncerty solowe, to dla mnie zupełnie nowa sytuacja. Pod względem technicznym jest oczywiście więcej rzeczy, które trzeba ogarnąć, o których trzeba pamiętać. Jednak samo wyjście na scenę w pojedynkę, świadomość tego, że wszystko zależy tylko od ciebie, że nie schowasz się za piękną solówką kolegi, to zupełnie inny rodzaj emocji. To dla mnie na dzień dzisiejszy chyba największe wyzwanie. Jednocześnie nie zakładam, że moje koncerty zawsze będą tak wyglądały. Być może kiedyś rozszerzę skład o dodatkowych muzyków, a może będę występował tylko z gitarą.

W kwietniu ukazał się Twój singiel „wiosna” o czym jest?

– To piosenka o ciągłym poszukiwaniu wiosny w nas samych, o oczekiwaniu pośród zwykłych dni na ten jeden który sprawia, że nasze życie staje się piękniejsze, lepsze. W porównaniu z moim pierwszym singlem ,,Do połowy” ta piosenka brzmi bardziej nowocześnie. Jest zdecydowanie inna od tego, co robiłem do tej pory. Takie było  zresztą nasze zamierzenie. Myślę, że dla niektórych słuchaczy, czy nawet moich znajomych taki kierunek mógł być pewnym zaskoczeniem.

W jaki sposób przekonasz do słuchania Twoich kawałków ludzi którzy jeszcze Cię nie znają?

– Ja raczej nie chciałbym jakoś specjalnie przekonywać kogokolwiek do słuchania muzyki takiej czy innej, nawet nie bardzo wiem jak miałbym to zrobić. Świat muzyki jest ogromny, każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Mogę jedynie mieć nadzieję, że są słuchacze o podobnej do mojej muzycznej wrażliwości, którzy w moich piosenkach znajdą coś dla siebie. Ja konsekwentnie mam zamiar grać muzykę tak jak ją czuję, szczerze, myślę, że tylko wtedy to wszystko ma sens. Oczywiście z nadzieją, że znajdzie swoich odbiorców. Posłuchaj moich piosenek, być może zostaną z tobą na dłużej.

Pierwsza rzecz którą zrobisz jak już nie będzie żadnych obostrzeń? 

– Spotkam się ze znajomymi, pójdę na spacer, tego najbardziej mi brakuje.

Kto jest Twoim największym fanem, czy rodzina Cię wspiera?

Myślę, że zawsze mogę liczyć na wsparcie rodziny. Moją największą fanką jest zdecydowanie moja żona. To jest taka fanka na dobre i na złe. Jest z tobą nie tylko wtedy, kiedy jest dobrze, ale przede wszystkim wtedy, kiedy mówiąc kolokwialnie nie idzie. Oczywiście nie oznacza to tylko i wyłącznie klepania po plecach. Moja żona jako fanka oraz pierwsza recenzentka moich piosenek, zdecydowanie potrafi powiedzieć kiedy coś się jej nie podoba. Jednocześnie zawsze miałem z jej strony przyzwolenie na realizowanie swojej pasji. Czasami sam nie mogę się nadziwić, że jest taka wyrozumiała.

Dziękuję za rozmowę.

Z kronikarskiego obowiązku przypomnę tylko, gdyby ktoś myślał, że człowiek, który ma talent nie musi pracować na etacie, to może być zaskoczony, bo niestety tak nie jest. Ale bohater mojego materiału się nie skarży, bierze życie jakim jest.

Redagując wywiad ze Sławkiem hipnotycznie wsłuchiwałam się w jego głos. Wcale nie dlatego, że pisząc o nim powinnam słuchać jego utworów. Po prostu głos w słuchawkach jakby zarażał, by słuchać. Mam jakiś taki dziwny nawyk, że jak spodoba mi się dana piosenka, to potrafię jej słuchać godzinami. Tak też stało z piosenką Sławka. Moją ulubioną jest „Do połowy”, już nie liczę ile razy jej słuchałam. Więc włączę sobie raz jeszcze…

 Autorską stronę Sławomira Krzanowskiego znajdziedzie na Facebook’u tutaj. A Sławkowi raz jeszcze bardzo dziękuję, że znalazł czas na rozmowę ze mną. Chłopaku (pamiętam Sławka z piaskownicy więc mogę się tak zwracać), życzę Ci samych sukcesów, bo niewątpliwie masz talent. Nie przestawaj pisać i śpiewać, bo łapiesz za serce. Powodzenia!

Ze Sławomirem Krzanowskim rozmawiała Renata Bedra.