Niedziela, 3 października, godzina 8 rano. Dzwoni oczywiście Mietek z Bytomia.
– Pobudka! Wstawaj Zew! Pogoda jak talala. Jedziemy na Nikisz. Zbiórka o 9 na Witczaka.
Słyszy to żona.
– A jedź. Będzie spokój. Ja mam tu swoje robótki.
Skoro mam przepustkę no to dawaj. Szykuję szosowego Treka i jadę. Organizatorem jazdy jest Firma Rowerek Romana Badury z Rozbarku. Jedzie 12 osób. W tym panie.
Samego Mistrza nie ma.
W weekendy najczęściej startuje w wyścigach i staje na podium. Ostatnio widziałem go 10 sierpnia w Arłamowie na Tour de Pologne Amatorów. Jedliśmy zielony ekologiczny makaron…
A więc przez Rozbark na Żabie Doły. I tu okazuję się, że po szutrze szosówka nie pojadę. Wszyscy mają górale!
Informuję ekipe i wracam do Dobieszowic po BMT Merida. Rower gniotsa nie łamiotsa.
– Będę cię informował gdzie jesteśmy.
Za godzinę Mietek nadaje, że są w Japońskim Ogrodzie (Park Śląski). Ścigam ich przez Siemianowice. A tu stop! Maraton Silesia! Muszę zrobić relację dla Bobrowniki TV!
Zanim skończyłem oni byli już pod Spodkiem.
W końcu dopadłem ekipę pod wodzą Janusza z synem na Trzech Stawach koło Burger Kinga.
Poprowadziłem ich właśnie co oddaną ścieżka przez Nowy Nikiszowiec. Elegancko nie powiem. Osiedle jest na Mrówczej Górce. Wyjazd na ul. Szopienickiej koło już byłej kopalni Wieczorek. Stąd już kamieniem rzucić na Nikisz.
Na Rynku tłok. Ludzie głównie robią sweet focie. W kultowej knajpie Byfyj (Kredens) na wylocie ul. Krawczyka nie ma wolnych stolików. Trzeba czekać. Kultowo, ale drogo. Można za to darmo napić się wody z cysterny Katowickich Wodociągów i zagryźć własnym wafelkiem!
Ja wracam na obiad do domu. Reszta jeszcze zwiedza. Po drodze w Bogucicach niedobitki biegaczy z maratonu. Znudzeni policjanci, wściekli kierowcy bo ulice zablokowane…
No cóż na takie dictum tylko rower. SZEROKOŚCI!
Zbigniew Wieczorek ZEW Bobrowniki TV
Ps. Wyszło 79 km plus potem jazda lokalna 6 czyli 85. Hejka!