Stare i znane przysłowie powiada „uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Życie niejednokrotnie dowodzi, że to przysłowie jest głęboko prawdziwe. Jak choćby w przypadku mojej wypowiedzi na temat policyjnych związków zawodowych. A przecież nie była to jakaś wypowiedź generalna, podsumowująca całościowo rolę związku zawodowego w tej mundurowej służbie. Zwróciłem jedynie uwagę na pewne paradoksy, na wykorzystywanie osoby Komendanta Głównego Policji jako dekorum do związkowych uroczystości czy komeraży, na krytyczne opinie samego środowiska policyjnego wobec niektórych zjawisk i postaci policyjnego ruchu związkowego.

Zapewne trafiłem w dziesiątkę, skoro mój niewielki objętościowo tekst doczekał się prawie dwa razy obszerniejszej odpowiedzi, którą zresztą trudno nazwać odpowiedzią. Nasycona inwektywami, złośliwościami i epitetami nie wnosi nic rzetelnego i uczciwego do dyskusji, a policyjnym wielu związkowcom już na zawsze przykleja łatkę ludzi aprobujących chamstwo i pozostających w opozycji do kultury i dobrego wychowania. Na poziomie zaprezentowanym w anonimowym artykule wyrażającym rzekomo stanowisko policyjnego związku zawodowego polemizować nie zamierzam. Tym bardziej, że artykuł jest właśnie anonimowy, a zatem autor/autorzy nawet nie mieli odwagi, aby się podpisać imieniem i nazwiskiem pod tekstem (bo przecież ZG to całość, czy też tylko ci, którzy się pod jego nazwę podszywają, zmuszając innych członków związku do niemej aprobaty), który tylko i wyłącznie miał naubliżać posłowi na Sejm RP. Och jakież to głęboko peerelowskie. Jeżeli Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Policjantów będzie się reklamował takimi tekstami i wypowiedziami, raczej nie wróżę tej organizacji wzrostu poważania i popularności.

Ja miałem odwagę podpisać moją wypowiedź i podać fakty czy zjawiska, które znam i których nie powinno się akceptować, czy przynajmniej nimi chwalić. Trzeci pod względem liczebności (jak się chwalicie) związek zawodowy w Polsce ukrył się za parawanem anonimu, w dodatku nie podając ani jednego argumentu  na obalenie moich tez, a jedynie mi nieudolnie próbując ubliżyć. Zwłaszcza wręcz kuriozalnie brzmi jak epitet przywoływanie mojego związku z miejscowością Wieprz, czego nigdy się nie wyprę. W rozumieniu panisk z ZG NSZZ Policjantów (no bo tak się autorzy artykułu podpisali) traktowanie nazwy własnej miejscowości jako epitetu dowodzi tylko niskiego poziomu intelektualnego ludzi tak myślących, nie pisząc już, że braku wiedzy – w tym konkretnym przypadku nazwa miejscowości nie wywodzi się od nazwy zwierzęcia hodowlanego, ale od łacińskiego słowa vepres (gąszcz, krzaki). Jeśli nawet byłoby inaczej, to i tak próba obrażania kogoś w ten sposób jest wręcz podła. No, panowie związkowcy… Gratuluję takiej odwagi.

O innych elementach tego „policyjnego” artykułu trudno nawet cokolwiek napisać, no bo ogólniki nie pozwalają na podjęcie rzeczowej polemiki. Zwłaszcza w kontekście mojej drogi zawodowej.

Jesteście owszem jedną z najbardziej licznych organizacji związkowych, ale przecież tylko dlatego, że to generał Kiszczak zapewnił Wam monopol. Bo nie jest prawdą, że proponował on niekontrolowany pluralizm związkowy w Policji, a jedynie usiłował stworzyć federację związków branżowych w resorcie. Oczywiście miało to na celu próbę kontrolowania ruchu związkowego wśród funkcjonariuszy, ale przecież to nie miał być żaden pluralizm. Od dawna wiadomo, że obawiacie się powstania innych organizacji związkowych mających prawo zrzeszać funkcjonariuszy Policji, bo jako monopolista możecie dyktować warunki, co w sytuacji pluralizmu nie będzie już takie łatwe i oczywiste. I problem polega na tym, że szkoda tych związkowców, a nawet działaczy związku, którzy próbują wprowadzić nową jakość w tym obecnym policyjnym związku.

Zresztą pokazując swoją postawę w tym artykule o mnie dajecie naprawdę poważny argument do pomysłu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, by powołać nowy związek zawodowy policjantów. O to wam chodzi??

Na temat skuteczności Waszej walki o prawa funkcjonariuszy oni sami wypowiadają się bardzo różnie. Nie zamierzam przekazywać Wam zebranych przez mnie informacji, ale zapewniam, że rzeczywiście zgromadziłem wiele opinii na temat funkcjonowania NSZZP oraz postaw i zachowań niektórych działaczy związkowych. Wielu funkcjonariuszy z całej Polski zgłosiło się do mnie także po poprzednim moim artykule, potwierdzając zawarte w nim spostrzeżenia. Strojenie się w szatki niezłomnych obrońców praw funkcjonariuszy w sytuacji, gdy to co załatwiacie i tak załatwić musicie, bo wynika to z obowiązujących przepisów prawa, odbieram jako żenującą próbę poprawienia sobie Waszego własnego ego, realizowaną na tym samym poziomie, co inwektywy kierowane pod moim adresem.

Uszczypliwości i złośliwości adresowane do pełnionej przeze mnie funkcji publicznej posła na Sejm RP, oraz do posiadanych przeze mnie tytułów naukowych i wykonywanej pracy zawodowej pozostawiam bez komentarza. Jeżeli porywacie się na polemikę z parlamentarzystą, to zamiast atakować ad personam i próbować niekulturalnymi epitetami pokrywać brak argumentów, przytoczcie choć jeden dowód na niesłuszność tego, co napisałem.

Poseł jest takim samym obywatelem jak wszyscy, jak Wy. Ale to nie powód, by zapominać, że pełni funkcję z mandatu wyborców i jego obowiązkiem jest zwracanie uwagi na różne aspekty życia publicznego. Jako parlamentarzysta reprezentuję także Policjantów. Stąd wiem, że wielu funkcjonariuszy właśnie dlatego nie wstępuje do Waszego związku, bo podzielają zastrzeżenia i wątpliwości ujawnione w moim artykule. Jestem przekonany, że nie utożsamiają się także z anonimowym chamstwem Waszego tekstu. Czy nie lepiej uderzyć się w piersi i przyznać, że zdarzają się Wam błędy, a działalność nie zawsze jest doskonała?

W reakcji na mój artykuł nie stanęliście na wysokości zadania. Merytoryczną polemikę zastąpiły anonimowe inwektywy i straszenie pozwami cywilnymi, nie wiadomo za co? Bo niczyje dobra osobiste nie zostały naruszone. Służbą w ZOMO chwalił się przed kilku laty Wasz kolega w wysokonakładowej gazecie codziennej. A ja uważam, że to nie powód do dumy, a zdecydowanie do wstydu. Próbę ubliżającego mi porównania z Czesławem Kiszczakiem skomentuję tylko w ten sposób: przywołanie go przez Was pokazuje, że to Wasz bohater. Mój i Wolnych Polaków nie. Czy nie umiecie stanąć w prawdzie i odciąć się od milicyjno-zomowskich korzeni? Czy naprawdę nie potraficie być godnymi następcami Policjantów II RP oraz Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa – czyli Policji Polskiego Państwa Podziemnego? Nie potraficie… czy nie chcecie?

Autor: dr hab. Józef Brynkus
Poseł na Sejm VIII kadencji, wybrany z Ruchu Kukiz’15 w okręgu 12 (małopolska zachodnia, powiaty: myślenicki, wadowicki, suski, chrzanowski, oświęcimski). Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Doktorat otrzymał za rozprawę: Bohaterowie dziejów ojczystych w podręcznikach szkolnych XIX wieku. Habilitację uzyskał w 2014 roku za całokształt dorobku, w którym wyróżniają się prace poświęcone tożsamości i świadomości historycznej Polaków i historii komunistycznej Polski. Wygłosił kilkadziesiąt referatów na polskich i międzynarodowych konferencjach naukowych (m. in. w Berlinie, Ostrawie i Preszowie). Wydał ponad 80 publikacji naukowych (niektóre jako współautor) w języku polskim, angielskim, niemieckim i francuskim. Spośród  nich najcenniejszą jest książka wydana w 2013 r.: „Komunistyczna ideologizacja a szkolna edukacja historyczna”. Praca ta stawia w zupełnie nowym świetle edukację historyczną w Polsce Ludowej i same dzieje tego państwa, co spowodowane jest przywołaniem w niej dotąd nieudostępnianych źródeł historycznych. W Katedrze Edukacji historycznej zajmuje się  przygotowaniem nauczycieli do pracy w szkole. Prowadzi liczne prelekcje dla młodzieży szkolnej i różnych środowisk, w których odsłania mechanizmy funkcjonowania Polski Ludowej. Tematyka publikacji dra hab. Józefa Brynkusa m. in. dotyczy: roli jednostki w dziejach, wizji bohaterów dziejów polskich i powszechnych w edukacji historycznej oraz popularyzacji dziejów, kształtowania tożsamości i świadomości narodowej, historycznej oraz społecznej Polaków przez edukację historyczną i inne procedury upowszechniania wiedzy o przeszłości w okresie od XIX do XXI wieku, doskonalenia procesu nauczania historii, metodologii historii i historiografii oraz dziejów komunizmu w Polsce Ludowej.