24 lipca 2015 roku związkowcy z fabryki Opla oflagowali gliwicki zakład. To konsekwencja fiaska rokowań w ramach sporu zbiorowego trwającego w firmie. Przedstawiciele central związkowych zapowiadają eskalacje akcji protestacyjnych, jeżeli zarząd spółki nie zgodzi się na ich postulaty.

– Podczas rokowań przedstawiliśmy zarządowi kilka wersji kompleksowego projektu porozumienia.  Zarząd odrzucił wszystkie, nie dając w zamian żadnych konkretnych propozycji. Jedyne co usłyszeliśmy od pracodawcy to deklaracje, że jest gotowy rozmawiać i że ma dobrą wolę. Jednak jego postępowanie wyraźnie wskazuje, że tej dobrej woli brakuje – mówi Mariusz Król przewodniczący Solidarności w General Motors Manufacturing Poland (GMMP)

Po fiasku rokowań następnym etapem przewidzianym w ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych są negocjacje z udziałem zewnętrznego mediatora. Jeżeli i one nie przyniosą porozumienia w zakładzie może dojść do czynnej akcji strajkowej. – Strajk to oczywiście ostateczność. Mamy nadzieję, że zarząd zmieni swoją postawę i konflikt uda się rozwiązać przy stole negocjacyjnym – podkreśla Mariusz Król.

23 lipca związki zawodowe działające w GMMP wystosowały do prezesa koncernu Adam Opel AG  Karla-Thomasa Neumanna apel o zaangażowanie się  przedstawicieli europejskich władz firmy w rozmowy w gliwickiej fabryce w charakterze moderatora. – Liczymy, że udział przedstawicieli europejskiej centrali Opla w rozmowach pomoże przełamać impas i wypracować porozumienie.  Im szybciej uda się je osiągnąć, tym lepiej. Zwłaszcza w kontekście wyzwań, jakie czekają nasz zakład w związku z uruchomieniem produkcji nowego modelu samochodu – wskazuje przewodniczący.

Jednym z głównych powodów narastającego sporu w gliwickiej fabryce Opla jest jednostronne wprowadzanie przez pracodawcę szkodliwych – w ocenie związkowców – zmian w regulaminie pracy GMMP. Chodzi przede wszystkim o  wdrożenie sześciodniowego tygodnia pracy dla kolejnych grup pracowników. Jak podkreślają związkowcy, po zmianach pracownicy muszą być dyspozycyjni na każde zawołanie pracodawcy, w soboty, niedziele i święta, co odbija się na ich życiu rodzinnym i powoduje przeciążenie pracą. – Klika dni temu w wyniku przemęczenia jeden z pracowników zasłabł na linii produkcyjnej. W naszej ocenie system pracy wprowadzony przez zarząd stwarza zagrożenie dla zdrowia pracowników i bezpieczeństwa pracy – podkreśla Mariusz Król.