Nie było mnie dwa i pół dnia, a tu, widzę, coraz większa presja i ciśnienie na nas. Dwa linki, które warto „otworzyć”. Pierwszy to wywiad z Guy Verhofstadtem. Wyraźne ostrzeżenie dla Polski i groźby nie dla UE, ale dla nas, zakamuflowane w „historycznych” odwołaniach. Drugi jest „wyciekiem” projektu rezolucji parlamentu Unii w sprawie Polski. Podam jeszcze trzeci link. Tym razem do ciekawego artykułu z „Washington Post” na temat tajnej rosyjskiej operacji związanej z amerykańskimi wyborami. Czyżby Amerykanie zrozumieli wreszcie na czym dziś polega wywiad? Tak mi się to wszystko dziwnie skojarzyło.

Jeszcze z czymś mi się skojarzyło. Zdziwicie się pewnie, ale wcale nie uważam, że angielscy nacjonaliści stoją za atakami na Polaków w Harlow. zauważmy, że po referendum na temat Brexitu, Wielka Brytania zaczęła trochę nas „kokietować”. Niewątpliwie, widoczna u nas krytyka UE jest dla nich swoistym magnesem. Teraz oni chcą być naszymi sojusznikami. Komu się to nie podoba? Patrz dwa pierwsze linki oraz na Moskwę. Nie mówię, oczywiście, że Putin stoi za wszystkim, ale wbicie klina pomiędzy stosunki Warszawa-Londyn jest niewątpliwie korzystne dla Niemiec i Rosji. Mocna Polska to zagrożenie. Dyplomatyczne pustosłowie tego nie zmieni. Wiem też, że Britain First chce wydać dość ostre oświadczenie, popierające Polaków i odcinające się od ataków na naszą społeczność w UK. Poczekamy zobaczymy. W Harlow jest wielu obywateli UK na wiecznym zasiłku, zajmujących się głównie dilerką. Nie wszyscy są biali, a o tym prasa – nawet nasza „prawicowa” – nie pisze, a od razu wskazuje winnych. Bardzo łatwo jest „kupić” takich „beneficjentów” i przeprowadzić prowokację. Mieliśmy już takie sytuacje w Polsce z dziećmi dyplomatów na Dworcu Wschodnim w Warszawie. Pomyślmy i o takiej możliwości.

I jeszcze jedno: bardzo dobrze, że nasz rząd zainteresował się w końcu losem Polaków na emigracji, pochodzących z innych środowisk niż „Rząd Londyński” (o tym jeszcze napiszę), ale czy nie zadziałano trochę za nerwowo? Wizyta trzech ministrów w Londynie, w momencie szczytu w Chinach, może być …nieefektywna. Wystarczyłoby jakieś ostra nota i zobligowanie ambasadora do „pilnowania” śledztwa. Obawiam się jednak, że ambasada i taka dyplomacja do niczego nie doprowadzi, prócz niepotrzebnych zgrzytów, które w trudnej dla nas sytuacji mogą popsuć lub opóźnić proces budowania wspólnego z Brytyjczykami frontu. Czasem warto pomyśleć, że nie wszystko wygląda tak, jak jest namalowane i poczekać na moment, gdy pojawi się prawdziwy obraz.