Przygotowaliśmy się do tego wyjazdu bardzo długo, bo cały rok. I w końcu nadszedł ten wrześniowy ciepły dzień, gdy pociągiem dojechaliśmy do Warszawy Centralnej, a następnie na lotnisko Okęcie, skąd samolotem PLL LOT po ponad 3 godzinach wylądowaliśmy w stolicy Armenii, Erewaniu.

W pielgrzymce wzięło udział 27 osób. Z większością znaliśmy się bardzo dobrze, ponieważ było to już nasze trzecie wspólne pielgrzymowanie. Dołączyli do nas sympatyczni: ksiądz Lucjan z Gdańska z Zakonu Zmartwychwstańców oraz trzyosobowa rodzina z Poznania. Wśród jej uczestników był również inicjator i organizator wyjazdu, nasz ksiądz Józef i niezastąpiona przewodniczka Danusia z Klaretyńskiego Duszpasterstwa Pielgrzymkowego.44

Późną nocą, prawie nad ranem wylądowaliśmy w Erewaniu. Odprawa przebiegała szybko i sprawnie, przed wyjściem czekał na nas świetnie mówiący po polsku miejscowy przewodnik Tatul, który wielokrotnie bywał w Polsce i ma tam znajomych i przyjaciół. Jego wiedza historyczna, sposób bycia i dowcip zachwycały nas. Dał się również poznać jako wielki ormiański patriota, dumny ze swojego kraju. Już podczas nocnej jazdy do hotelu opowiedział nam wiele ciekawych rzeczy pokazując wyłaniające się z mroku nocy charakterystyczne budowle Erewania.

Głównym motywem moim i męża lotu do Armenii było poznanie miejscowej kultury, a zwłaszcza zobaczenie kompleksów monastyrów, świątyń oraz sławnych wiekowych chaczkarów – przepięknych i niepowtarzalnych kamiennych krzyży ormiańskich. Kraj ten jest ciekawy z powodu tego, że mając już kilkusetletnią historię własnej państwowości, jako pierwszy na świecie przyjął chrześcijaństwo. Nastąpiło to w drugiej połowie IV wieku n.e. gdy Grzegorz Oświeciciel ochrzcił króla Tridatesa III.

Nim to nastąpiło rozpoczęło się prześladowanie chrześcijan. Grzegorz Oświeciciel doznał wielu cierpień od króla Tridatesa III. Był poddany wymyślnym torturom, a następnie przez 13 lat był więziony w lochu 7 metrów pod ziemią. Kiedy król zachorował na tajemniczą chorobę wezwano Grzegorza który go uleczył. Tridates III z wdzięczności nie tylko go uwolnił, ale przyjął chrzest i zaprowadził chrześcijaństwo w kraju.

W ciągu 1712 lat istnienia chrześcijaństwa w Armenii, odcisnęło ono swoje piętno na jej historii i kulturze, zaś Ormianom pozwoliło przetrwać trudne czasy prześladowań, wygnania i ateizacji. Są oni bardzo przywiązani do wiary chrześcijańskiej. Jeśli ktoś z nich chciałby przejść na inną religię musi liczyć się z tym, że zostanie odrzucany nawet przez najbliższą rodzinę.

Po krótkim odpoczynku i śniadaniu wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Na 3 mln mieszkańców Armenii, w Erewaniu żyje 1 milion 200 tys., czyli 1/3 populacji, a jeszcze 1903 roku zamieszkiwało w nim tylko 31 tys. mieszkańców. Pierwsze co rzuca się w oczy to niesamowita ilość drzew rosnących przy ulicach. Stolica tonie w zieleni. 818

Cechą charakterystyczną jest pastelowa elewacja wszystkich budynków. Wynika to z tego, że w Armenii w budownictwie nie używa się cegieł. Wszystko budowane jest z tufu, kamienia wulkanicznego który jest rodzajem lekkiej zazwyczaj porowatej skały osadowej mającej strukturę odpowiadającą etapom sedymentacji (osadowi) materiału skalnego. Ponieważ spoiwem jej są krzemionki lub ilastym charakteryzują się różnymi kolorami i ich odcieniami. Dzięki temu elewacji budynków nie trzeba nigdy odnawiać. Zawsze są w doskonałym stanie.

W Erewaniu znajduje się 13 uniwersytetów i Politechnika Ormiańska słynna na całym świecie. Dzięki temu, że istnieje największe w Armenii centrum techniczne jest ona w stanie wyprodukować wszelkie rodzaje broni i amunicję do niej. Ma to wpływ na wyposażenie i siłę armii. Posiada nawet Iskandery (4 systemy). Ponadto funkcjonuje 14 teatrów i podobnie jak w Paryżu codziennie można skorzystać z jednej z 4000 kawiarni.
dsc00051dsc00060

W programie mieliśmy zwiedzanie panteonu poświęconemu martyrologii Ormian oraz muzeum „Twierdza jaskółcza” (Tstsernakaberd Museum) zbudowanego na wzgórzu o tej samej nazwie. Jest ono poświęcone pamięci 1,5 mln ofiar ludobójstwa Ormian dokonanego przez Turków w 1915r. „Metz Yeghern” – tymi słowami Ormianie nazywają ludobójstwo. Jeśli doliczyć do tej liczby Ormian zamordowanych pod koniec XIX wieku na skutek seryjnych pogromów organizowanych za wiedzą i zgodą władz tureckich, ilość ta wzrośnie do 1,8 miliona ofiar. Cała ormiańska populacja w Turcji przed 1915 rokiem liczyła ok. 2,5 miliona osób. dsc00062

W zadumie i powadze wchodzimy do panteonu, aby oddać cześć pomordowanym. Z daleka przypomina on stożek wulkanu utworzonego przez pochylone betonowe płyty symbolizujące utracone prowincje. Wewnątrz niego znajduje się wiecznie palący się olbrzymi znicz, na obrzeżach którego układane są kwiaty, głównie białe goździki, oddające cześć pomordowanym. W 1995 r. obok pomnika otworzono Muzeum Ofiar Ludobójstwa Ormian, gdzie przechowuje się tysiące fotografii i dokumentów, z których wyłania się obraz przygotowań rządu tureckiego do przeprowadzenia ludobójstwa na Ormianach i realizacji tego zbrodniczego planu. Na placu kilkanaście metrów od panteonu w niebo strzela 25 metrowa iglica symbolizująca przyszłość.p1110329dsc00054p1110363p1110373p1110374

24 kwietnia 1975 r Kongres Stanów Zjednoczonych podjął uchwałę o ustanowieniu „Dnia upamiętniającego okrucieństwo popełnione przez człowieka na innym człowieku”. Ponieważ 24 kwietnia 1915 roku przyjmuje się jako początek masowych deportacji Ormian, co roku w tym dniu odbywają się tutaj uroczystości państwowe poświęcone pamięci ofiar. W 2005 roku Polski Parlament jednogłośnie uznał ludobójstwo Ormian. Otoczenie muzeum to świerki i tablice pamiątkowe z nazwiskami znanych osób odwiedzającymi to miejsce. Jest wśród nich tablica Jana Pawła II.

Od wielu lat marzyłam, by chociaż raz w życiu być w świątyni manuskryptów czyli Muzeum Matenadanar. (Matenadaran w antycznym ormiańskim oznacza przechowalnię manuskryptów). Znajduje się w pięknym olbrzymim gmachu zbudowanym w latach pięćdziesiątych. Patronem jego jest twórca alfabetu ormiańskiego i zarazem święty Mesrop Masztoc, którego monumentalna rzeźba znajduje się u jego podnóża. Muzeum posiada ponad 14 tysięcy manuskryptów, 450 tysięcy dokumentów archiwalnych i 3000 antycznych ksiąg. Jest to największa tego typu placówka na świecie. Większość manuskryptów jest ormiańska, ale są tu też teksty w języku greckim, łacińskim, arabskim, hebrajskim, perskim, a nawet staro-cerkiewno-słowiańskim. Jest ono przedmiotem chluby narodowej Ormian.118

Na przestrzeni wieków wiele manuskryptów spłonęło lub zaginęło. Uzupełniano braki wyszukując je i kupują na bazarach, aukcjach i od prywatnych kolekcjonerów. Dzięki temu prawie wszystkie książki i manuskrypty to białe kruki bezcennej wartości. Najstarsza z przechowywanych tu ksiąg to Ewangelia Łazarza z 887 roku. Najstarszy papierowy manuskrypt, który zachował się w całości pochodzi z X wieku, ale są tu również fragmenty dokumentów z V wieku.
50

50

Ormianie, tłumaczyli wszystko co uważali za godne poznania, począwszy od manuskryptów medycznych, prawnych i filozoficznych. Już w V wieku przetłumaczyli pismo święte Biblię. W 1283 roku zajmowali się księgowością, geografią, geometrią. Do dziś można oglądać medyczne manuskrypty z 1490 roku. Prawo ormiańskie z 1303 r znane również w Polsce. Widzieliśmy manuskrypty pedagogiki ormiańskiej i słowniki.

Wielkie wrażenie zrobiła na mnie największa pergaminowa książka ważąca 48 kg, obok niej 19 gramowa. Nareszcie mogłam zobaczyć jeden 3 istniejących na świecie egzemplarzy Ewangelii rzeźbionej w kości słoniowej. Medycyna ormiańska znana była w starożytnym świecie. Manuskrypty były bogato ilustrowane z wykorzystaniem organicznych roślinnych farb np. czosnku i złota, co dawało trwałe kolory. Widziałam wystawę materiałów służących do uzyskiwania tych farb oraz niektóre owady służące do tego samego celu. Szkoda, że nie można było robić zdjęć.

Z powodu braku czasu niestety nie zobaczyłam Ewangelii z XI wieku, przekładów dzieł Arystotelesa i wyjątkowo cennych manuskryptów asyryjskich i indyjskich. Mimo wszystko tylko dla tego co zobaczyłam, warto było tu przyjechać.

Z przeszłości szybko wróciliśmy do rzeczywistości udając się na bazar miejski na wolnym powietrzu. Jak to na bazarze można było kupić różne wyroby począwszy od biżuterii, poprzez wyroby z drewna, obrazy itd. Mimo, że kupiliśmy parę drobiazgów, generalnie byłam nim rozczarowana bowiem miał to być największy bazar w Armenii, a okazało się, że sprzedających było mało w stosunku do jego powierzchni, wybór słaby a ceny wysokie.
210

Ponieważ szybko zrobiliśmy zakupy mieliśmy chwilę czasu by odpocząć na przyległym skwerku. Dochodząc do niego zostałam mile zaskoczona, bowiem podszedł do mnie starszy elegancki pan i mówiąc pięknie po angielsku, że „zrobiłam na nim duże wrażenie” wręczył mi śliczną herbacianą różę. Byłam ciekawa reakcji męża, ale on się tylko uśmiechnął.30

Usiedliśmy z mężem na ławeczce obok starszej pani. Ponieważ mąż zna dobrze rosyjski szybko nawiązał z nią rozmowę. Okazało się, że pani jest mieszkanką Erewania, ma na imię miała Katarzyna i liczy sobie 93 lata. Mimo wieku miała fantastyczną pamięć i była niesamowicie sprawna umysłowo, co sprawiało, że bardzo przyjemnie się z nią rozmawiało. Opowiedziała nam, że skończyła studia chemiczne w Moskwie i pracowała w instytucie chemii. Opowiedziała też o swojej rodzinie, swoich dzieciach i wnukach które są lekarzami, oraz o nagłej śmierci swojego syna lekarza dermatologa który zmarł we śnie w wieku 52 lat. Mówiła, że jak przechodzi przez ulicę to prosi o przeprowadzenie na drugą stronę nie dlatego, że boi się śmierci, ale dlatego, że gdyby potrącił ją samochód byłaby obciążeniem dla najbliższych
Zaskoczyła nas jednak stwierdzeniem, że Stalin to był porządny człowiek, bo potrafił utrzymać porządek i nie było takich waśni jak teraz między Ormianami i Azerami. Zastrzegając przy tym, że każdy może mieć swoje zdanie. No cóż, nie mieliśmy do Niej o to pretensji. Lata indoktrynacji zrobiły swoje, wiele osób starszego pokolenia w Armenii jeszcze tak uważa. Żegnając się życzyliśmy jej i jej rodzinie zdrowia i wszelkiej pomyślności.

Następnym punktem naszej pielgrzymki był kościół św. Grzegorza Oświeciciela. Otwarty dla wiernych w 2001r posiada 1700 miejsc siedzących. Olśniewał swoją jasnością i wielkością. Wszystkie ormiańskie kościoły są surowe, nie epatują przepychem i bogactwem ozdób. Poza jednym sanktuarium, które jest trochę bardziej ozdobione, ale w porównaniu z europejskimi to pustelnia, ale o nim później. 327

Podczas otwarcia kościoła św. Grzegorza Oświeciciela był obecny papież Jan Paweł II. Co charakterystyczne patriarcha rosyjski nie chciał się spotkać z naszym papieżem i przyjechał dopiero następnego dnia. Gdy do niego weszliśmy odbywał się ślub ormiański. Podobnie jak w Polsce panna młoda w pięknej białej sukni, a pan młody w garniturze. Uroczystości towarzyszyło mnóstwo gości. Starym zwyczajem po wyjściu młodej pary z kościoła nastąpiło obsypywanie kwiatami i poczęstunek dla uczestników zaślubin w postaci ciasta i słodyczy. Mieliśmy szczęście, że kilka razy zwiedzając kościoły trafialiśmy na odbywający się ślub i niektórzy z naszej grupy dostąpili zaszczytu być obdarowani specyficznym słodkim ciastem.
Według panujących tu zwyczajów podczas wesela młoda para nie pije alkoholu. Powodowane to jest troską o to, by dzieci nie były poczęte pod wpływem alkoholu i urodziły się zdrowe. Panna młoda dostaje miód, aby była „słodka w mowie”, oraz owoc granatu, który rozbija o drzwi domostwa. Jest to wróżba mówiąca o tym, że tyle będzie posiadać dzieci ile pestek wypadnie z rozbitego owocu. Jest też zwyczaj, że młodzi zamieszkiwać będą przez rok z rodziną męża, aby ci służyli młodym swoją pomocą i radą. Po weselu nie ma poprawin.23

Z kościoła udaliśmy się do krytego targu warzywno-owocowego. Idąc ulicą wzdłuż muru targowiska minęliśmy stoisko specjalizujące się w sprzedaży żywych raków. W skrzynkach leżały posortowane w zależności od wielkości. Trudno nam było uwierzyć, że może być ich tak dużo. Prawdziwy szok przeżyliśmy gdy zobaczyliśmy stoiska ze świeżym mięsem. Prawie wszystkie były poukładane w różnego rodzaju miednicach i misach i zanurzone w wodzie. Stały bezpośrednio na chodniku. Wokół tych bez wody unosiło się sporo much. Pomyślałam o naszym Sanepidzie. Ze względu na warunki sanitarne nie tylko nie zostałoby ono dopuszczone do sprzedaży, ale sprzedawca zostałby ukarany, a stoisko zamknięte. W Armenii takie warunki sprzedaży są normą i co dziwniejsze, nie słychać o masowych zatruciach czy epidemiach.305

Gdy weszliśmy na targ zaskoczyła nas różnorodność oferowanego towaru. Sprzedawcy widząc potencjalnych klientów zaczęli częstować nas smakołykami, zachęcając w ten sposób do wybrania i zakupu ich produktów. Wspaniałe świeże słodkie winogrona, brzoskwinie, jabłka, gruszki itd. kusiły oczy i prowokowały do zakupu. Było również bardzo wiele stoisk uginających się po ciężarem owoców kandyzowanych. Wśród nich mnóstwo suszonych fig, moreli, śliwek, gruszek, rodzynek różnej wielkości i barwy, bez pestek i z pestkami. Jest mnóstwo owoców których nazw nie znamy. Wszystkie to bez konserwantów i chemii. Naprawdę trudno dokonać właściwego wyboru.4861

Idąc dalej dotarliśmy do stoisk z różnymi marynowanymi warzywami. Poczęstowani zostaliśmy kiszoną kapustą. Jest ona w specyficzny sposób kiszona i smakuje inaczej niż nasza w Polsce. Przemieszczając się między kramami dotarliśmy do miejsca gdzie sprzedawano sery. Różnorodność i ilość nas zaskoczyła. Przeważały owcze. To tam po raz pierwszy widziałam sery przypominające makaron nitki i spaghetti. Wiele z ich próbowałam. Smak zależał od sposobu wytwarzania, długości leżakowania i przypraw.
Obładowani zakupami wróciliśmy do hotelu aby uczestniczyć we Mszy Świętej odprawianej przez naszych księży. Po niej kolacja, a następnie zwiedzanie miasta.7

Podziwiając nocne życie zielonego Erewania, trafiliśmy na skwer gdzie grupa młodzieży tańczyła przy ludowej muzyce. Naszym celem było dotarcie do Kaskady oraz na Plac Republiki gdzie codziennie o godz 21 przy wykorzystaniu fontann odbywa się sławny spektakl wody zsynchronizowany z muzyką i światłami, tworząc niesamowite efekty.
822

Idąc powoli dotarliśmy do Kaskady. Znajdują się ona w kompleksie architektonicznym, który wznosi się na zboczu wzgórza położonego na północ od centrum miasta. Nazwa pochodzi od fontann spadających jak kaskady. Ze szczytu wzgórza na który wjeżdża się windą, można zobaczyć piękną panoramę miasta. Niestety przybyliśmy za późno i windy już nie działały, a ze względu na niski poziom wody kaskady były nieczynne. Przy tym kompleksie wybudowane są wielkie schody, ozdobione pięknymi kwietnikami, fontannami, rzeźbami, współczesnymi krzyżami. Podziwialiśmy znajdującą się na wzgórzu pięknie oświetloną posiadłość sławnego Charlesa Aznavoura francuskiego piosenkarza ormiańskiego pochodzenia obdarzonego charakterystycznym głosem, który stał się w II poł. XX wieku jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci światowej muzyki rozrywkowej.

Zbliżała się godz 21. więc pospiesznie udaliśmy się na Placu Republiki Wkrótce miał się zacząć pokaz śpiewających fontann. Spotkało nas jednak wielkie rozczarowanie, bowiem tu również ze względu na niski poziom wody pokaz został odwołany. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że będzie nam dane zobaczenie tego cudownego spektaklu w przedostatni wieczór naszego pobytu w Erewaniu. W tym momencie jednak odczuwaliśmy zawód, a zmęczenie dawało o sobie znać. 90
Spacerując pięknymi ulicami miasta, co chwilę mijaliśmy całonocne kramy z kwiatami głównie przepięknymi różami, które poukładane kolorami przykuwały wzrok przechodniów zachęcając do ich zakupu. W Erewaniu jest zwyczaj obdarowywania dziewczyn i kobiet różami, nie tylko jako wyraz szacunku do roli kobiety w społeczeństwie, ale ze względu na ich urodę, inteligencie, uczucia. Jak wcześniej pisałam, ja również otrzymałam różę od nieznajomego Ormianina i muszę przyznać, że taki podarunek sprawił mi wielką przyjemność. Myślę, że wszystkie kobiety tak odbierają wręczane kwiaty. 2724

Podziwiając oświetlone budowle, doszliśmy do stacji metra, budowanego jeszcze w czasach ZSSR. Wystrój stacji jak i sam pociąg są siermiężne. Przypominają początek lat 80-dziesiątych. Po przejechaniu jednego przystanku byliśmy prawie przy naszym hotelu „Imperial” który znajdował się w samym centrum miasta.

Po umyciu się zasnęliśmy kamiennym snem. Następnego dnia czekał na nas kolejny etap naszej pielgrzymki.

Foto:Liliana Borodziuk i Zdzisław Borodziuk