Wyruszyliśmy z Djermuk do Goris jak zwykle wczesnym rankiem, ale nie za wcześnie, gdzieś około godz 8. Jechaliśmy górskimi krętymi serpentynami, przez przełęcz położoną wyżej niż Selim bo leżącą na wysokości 2600 m n.p.m. Podziwialiśmy, niesamowite górskie krajobrazy. Kolejny raz widzieliśmy pasące się dzikie konie i mijaliśmy pasterzy na koniach z towarzyszącym im pasterskimi psami, prowadzących z wypasu na wysokogórskich pastwiskach do domu liczne stada owiec i krów. Ich mięso eksportowane jest do Emiratów Arabskich, Iranu i Rosji.
159170

Teren ten jest ostatnim bastionem byłego ZSRR. Mieszkają tu byli wojskowi i naukowcy. W tamtych czasach na tych terenach nie budowano kościołów, nie pozwolono też młodzieży męskiej studiować na uczelniach kształcących księży. W kraju ich nie było, a do seminariów za granicę chętnych nie puszczano.

Jadąc i podziwiając krajobrazy w pewnym momencie autobus stanął. Okazało się, że udajemy się do liczącego 7,5 tysięcy lat obserwatorium astronomicznego w Zarac Karer, zwanym „kamienie mocnych”, „kamienie pełne mocy” lub „dźwięczące kamienie”. Zajmuje obszar około 7 hektarów na pagórkowatym, wyżynnym terenie, położonym na wysokości 1,7 tys. m n.p.m. Znajduje się ono około 200 km od Erywania i 4 km od małego miasteczka Sisjan.
3742

Do dziś nie ma jednoznacznej odpowiedzi czym jest to miejsce. Dla jednych jest to prehistoryczne obserwatorium astronomiczne, starsze o około 4 tys. lat od swojego słynnego angielskiego odpowiednika, znajdującego się w Stonehenge. Są też teorie, że jest to część muru obronnego, grobowiec, resztki dawnej świątyni pogańskiego ormiańskiego boga Słońca – Ari, a także naturalna zagroda dla zwierząt domowych.
4057

Zdaniem niemieckich naukowców miejsce to jest nekropolią z czasu epoki średniego brązu i żelaza. Następnie, w okresie grecko-rzymskim znajdować się tu miał obóz uchodźców wojennych, a kamienie, które dziś oglądamy, pierwotnie wykorzystywane były w roli nagrobków, na koniec stały się fragmentami umocnień obronnych.
Według niektórych badaczy wydrążone dziury w kamieniach mogły służyć jako przyrządy astronomiczne – do obserwacji położenia słońca, księżyca i gwiazd. Zgodnie z tą teorią Karahundż jest najstarszym na świecie obserwatorium astronomicznym – datowane na VI tysiąclecie przed Chrystusem! Ta interpretacja zyskała uznanie rządu Armenii. W 2004 roku, uchwałą Parlamentu nadano temu miejscu nazwę „Obserwatorium Karahundż”. 80119

Po przejściu kilkuset metrów polną drogą dotarliśmy do celu. Jest to zespół różnej wysokości i wielkości, ponad dwustu sterczących pionowo z ziemi lub leżących bazaltowych skały, częściowo obrobionych. Największe mają około 3 metrów wysokości i wagę 10 ton. Ułożone po łuku, przypominają tajemnicze kamienne kręgi. W 84 z nich wywiercone są okrągłe otwory na przestrzał o 4-5 cm i głębokości do 20 cm. Właśnie one są przedmiotem największych sporów, ponieważ niektórzy uważają, że służyły one do obserwacji gwiazd. 40 tworzy krąg dookoła obiektu określanego jako centralny grobowiec. Mimo, że nikt nie wie jak powstał i czemu te skupisko kamieni służyło, warto to miejsce zobaczyć.

Rdzenna ludność tego rejonu żyje na tych terenach od 4000 lat i ich język różni się od ormiańskiego. W rejonie tym zachowały się na kamieniach obrazy starożytnego człowieka. W małym sklepiku przy obserwatorium zakupiłam dwa gliniane kubki z wzorami starożytnych rysunków.

Po kupieniu drobnych pamiątek udajemy się w dalszą podróż. Naszym celem jest dawne centrum duchowe Armenii klasztor Tatev. Według legendy nazwa klasztoru związana jest z jego budowniczym. Po zakończeniu pracy stanął on na brzegu urwiska, przeżegnał się i powiedział: Togh astvats indz ta-tev – „Niech mi Duch Święty da skrzydła” i rzucił się w przepaść. W tym momencie podobno rzeczywiście wyrosły mu one, a klasztor nazwano Ta-tev. Od tego określenia wywodzi się zresztą także oficjalna nazwa kolejki linowej „Skrzydła Tateva”
4151

Monastyr Tatev jest największy w Armenii. Położony blisko granicy z Górskim Karabachem, oddalony 170 km od Erywania. Wzniesiony na krawędzi głębokiego kanionu króluje nad Doliną Vorotan. Jest miejscem, które warto zobaczyć. Według przekazów to na tym wzgórzu pochowany został św. Eustathius (Eustachy), jeden z 70 uczniów apostoła Tadeusza Judy, który głosił wiarę chrześcijańską na ówczesnych ziemiach Armenii. 264
267291

Budowany na przestrzeni IX – XIII wieku, składa się z trzech kościołów oraz wielu budynków i kaplic. Budowa pierwszego z nich została ukończona w 906 rok i jest to oficjalna założenia monastyru.

Przeszedł długie, burzliwe dzieje. Przez długi okres był centrum religijnym oraz kulturalnym regionu. W X wieku mieszkało w nim około tysiąca mnichów i uczniów szkoły klasztornej.
W 1087 r. wzniesiono kościół Astvatsatsen (Matki Bożej). Przedmiotem dumy monastyru był też wielki srebrny Krzyż Babneński „wzrostu człowieka”, z umieszczoną w nim drzazgą z krzyża Jezusa, a także relikwiami św. św. Jana Chrzciciela, Stefana, Rypysme i Gajane. Znajdował się tu jeden z najsławniejszych uniwersytetów, kopiowano tu księgi i powstały słynne ormiańskie miniatury. Posiadał bogatą bibliotekę z około 10 tys. manuskryptów.
Podczas najazdu w XII w muzułmanów na Armenię biblioteka została wysłana do bardzo wówczas silnej twierdzy Baghabendu, została jednak przez nich zdobyta, manuskrypty najeźdźcy spalili, a monastyr ograbili.
Na przełomie XII i XIII w. monastyr został odbudowany, w 1293 r., powstał trzeci kościół – św. Grzegorza Oświeciciela. W XIV w. wzniesiono dzwonnicę, a klasztor ponownie stał się jednym z najważniejszych centrów nauki i oświaty w Armenii.
249310
311
Najazd wojsk Timura – młodszego syna Tamerlana, który w roku 1435 zdobył i spalił klasztor przerwał ponownie rozwój tej uczelni. Do XVIII w. był w ruinie.
Kolejne szkody wyrządzili na początku lat 20-tych XX wieku Turcy, po nich bolszewicy, a w 1931 roku trzęsienie ziemi. Od lat trwa jego odbudowa z równoczesną budową infrastruktury turystycznej. Uruchomienie kolejki linowej („powietrznego tramwaju”), rozciągniętej między dwoma wzgórzami doliny nie tylko skutkowało łatwiejszym i szybszym dotarciem do świątyni, ale stało się dodatkową atrakcją turystyczną powodując wielokrotne zwiększenie ruchu pielgrzymkowego i turystycznego. W 2012 roku odwiedziło ją niemal 70 tys. ludzi.
177

Wielu turystów przyjeżdża tu, by nią się przejechać ponieważ ma najdłuższą linię poziomą w świecie: 5752 metry i jest wpisana na listę rekordów Guinnessa. Kursują nią, równocześnie tylko dwa wagony w obie strony, mijające się w połowie drogi. Zabierają po 25 pasażerów i pokonując całą trasę w czasie 12-15 minut. Maksymalna przepustowość kolejki wynosi 200 pasażerów na godzinę. A najwyżej położony punkt, z którego roztaczają się przepiękne widoki, m.in. na Diabelski Most, znajduje się na wysokości 320 m ponad Worotańską Doliną, której dnem przepływa mała rzeczka.
Monastyr jest arcydziełem architektury, zbudowany jak większość klasztorów górskiego Kaukazu na krawędzi gigantycznego klifu. Można się do niego dostać autokarem, jadąc około 2 godzin górskimi serpentynami, lub zbudowaną w 2010 r kosztem 18 mln dolarów tatevskim tramwajem powietrznym, co zajmuje około 12 minut. My wybraliśmy kolejkę. Jazda najdłuższą kolejką świata, była bardzo przyjemna. W czasie niej podziwialiśmy zapierające dech w piersiach fantastyczne widoki. 190

Zanim jednak przyjdzie nasz czas jazdy, uczestniczyliśmy we Mszy Świętej odprawianej przez naszych księży u podnóża kolejki linowej z widokiem na Doliną Vorotan. Zarówno dolina jak otaczające nas góry robiły na wszystkich niesamowite wrażenie. Czuliśmy bliskość Boga. Była to jedna z dwóch wzniosłych mszy św. odprawianych na wolnym powietrzu. Zostaną one na zawsze w naszej pamięci.6325

Po wyjściu z kolejki idąc do monastyru mija się długi rząd straganów. Na dziedzińcu klasztoru stoi zbudowany na początku X wieku średniowieczny „sejsmograf”, jest to wzniesiona 904 roku unikalna, 8-metrowej wysokości „tańcząca kolumna” zwana – Gawazan. Składa się z niewielkich kamiennych pierścieni ułożonych w ten sposób, że przy najmniejszych drganiach tektonicznych cała konstrukcja odchyla się lekko od pionu stając się swoistym kamiennym sejsmografem i kiedy drgania ustają kolumna powracała do pionu.
335339

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od głównego kościoła pod wezwaniem św. Piotra i Pawła, zbudowanego w latach 895-906 w stylu ormiańskich bazylik z VII w. Podobno wnętrze było kiedyś ozdobione freskami i malowidłami, niestety nie zachowały się do naszych czasów. Byliśmy z wielu ciekawych budynkach i kaplicach.
284323

W jednym z pomieszczeń klasztornych widzieliśmy tłoczarnię oleju z XVII w. Dzięki temu, że zachowały się duże kamienne żarna, to na ich podstawie udało się zrekonstruować olejarnię. Oliwki i inne surowce najpierw podgrzewano na wolnym ogniu, następnie miażdżono w żarnach. Spływający olej odcedzano, filtrowano i przeznaczano do celów spożywczych oraz gospodarczych. 416419

Do świątyni przylega trzy poziomowa dzwonnica zbudowana w XVII wieku, zakończona ładnym okrągłym szpiczastym dachem. Niestety nie można do niej wejść. Oglądaliśmy ją z zewnątrz. Mieliśmy wielkie szczęście, bowiem nie tylko widzieliśmy w jednym z pomieszczeń 300-letni dzwon z dzwonnicy, ale dotykając jego patyny, mieliśmy bezpośredni kontakt z historią. Niesamowite przeżycie.288

Po skończeniu zwiedzania wracaliśmy tą samą drogą którą szliśmy do monastyru. Idąc do kolejki robimy zakupy na przyklasztornych straganach. Ja kupiłam słoik z plastrami miodu. Gdy go przywiozłam do Polski, to wśród znajomych zrobił niesamowitą furorę, bo całość była przepyszna. Po wyjściu z kolejki czekał na nas autokar i droga do naszego hotelu w Goris, zmrok powoli zapadał, ale jeszcze zatrzymaliśmy się na chwilę aby z góry sfotografować miejscowość w której znajduje się nasz hotel. Widoki jak w Kapadocji.433511580

Po krótkim odpoczynku czekała nas wspólna kolacja w pięknie urządzonej restauracji. Była okazja do rozmowy i wymiany wrażeń z całego dnia. Zostały nam jeszcze dwa dni pobytu w Armenii, z bardzo bogatym programem zwiedzania, żeby to opisać potrzeba więcej czasu i o tym w następnej część opowiadania. Nie sposób bowiem pominąć któregoś z tych cudownych, niepowtarzalnych miejsc.

Foto:Liliana Borodziuk,Zdzisław Borodziuk