Nasza przygoda z Ameryką Południową cz. 8

Podróż z Tiahuanaco do La Paz zabrała nam sporo czasu z uwagi na korki na drogach. Jak widać korki są zmorą kierowców na całym świecie, więc co mówić o takiej metropolii jak La Paz (2 miliony mieszkańców) oraz El Alto miasta przyległego do stolicy (1 milion mieszkańców), które jeszcze kilkadziesiąt lat temu było oddalone od stolicy kilkanaście kilometrów, a teraz zlało się ze stolicą.
W El Alto istnieje Aleja Jana Pawła II oraz wojskowe lotnisko, z którego wysyła się tony coci. Wieczorem oglądaliśmy piękną oświetloną panoramę La Paz, które leży w dolinie otoczone Kordylierą Królewską. Ze względu na góry miasto nie może rozwijać się wzdłuż tylko w górę. Nie zdążyliśmy już z uwagi na późną porę na obiecane nam wieczorem wyjście na wspaniałe występy regionalnych ludowych zespołów, co miało być rekompensatą za nieudaną wycieczkę łodzią w Paracas.
Na występy pojechaliśmy następnego dnia, gdy byliśmy bardziej wypoczęci. Przejazd wieczorem przez miasto też nie był łatwy, ulice były zatłoczone, rozpoczynał się weekend i trwały rozgrywki piłkarskie Copa Ameryka. Na głównym placu stolicy, przed kościołem św. Franciszka z VII wieku zgromadził się tłum oglądający mecz na olbrzymim billboardzie. Nasz hotel znajdował się w pobliżu tego placu i kościoła, trzeba, więc było wąskim uliczkami ominąć to zatłoczone miejsce.
Następnego dnia zaczęliśmy zwiedzanie La Paz. W programie była katedra, kościół św. Franciszka, centrum miasta, muzeum Centro de Artes, uliczki handlowe, gdzie można było kupić bajecznie kolorowe tkaniny, szale i chusty wykonane przez Indianki. Zobaczyć można było ciekawą oryginalną biżuterię, m.in. z kamieni bolivianity, które można dostać jedynie w Boliwii. Zwiedzaliśmy targ czarownic z magicznymi rekwizytami, kolonialne uliczki pnące się w górę.112 Spacer po mieście nie był łatwy z uwagi na wysokość i 30 % mniejszą zawartość tlenu w wdychanym powietrzu. Chodzenia w takich warunkach ulicami w górę i dół było wielkim wysiłkiem. Mieszkańcom tych ziem nie sprawia kłopotu taka wysokość, ponieważ mają oni większą pojemność płuc niż my i więcej czerwonych ciałek krwi. Przechodzenie przez ruchliwe jezdnie też nie było łatwe, ponieważ nikt nie zwraca uwagi na regulujące ruch światła. W najruchliwszym miejscu La Paz w okolicy kościoła św. Franciszka studenci przebrani za zebry przeprowadzali pieszych przez jezdnię starając się wyrobić nawyk w mieszkańcach by przechodzili jezdnie tylko w wybranych miejscach i przy zielonych światłach. W centrum miasta przy katedrze widać było, że La Paz przygotowuje się do zbliżającej się wizyty papieża Franciszka.41
Byliśmy na punkcie widokowym Killi Killi, z którego oglądaliśmy przepiękną panoramę miasta i najwyżej położony stadion świata. 135
Następnie przejechaliśmy do pobliskiej Valle de la Luna, czyli Księżycowej Doliny, w której gęsta sieć głębokich wąwozów tworzy niesamowity księżycowy krajobraz. Około 2 godzinna wędrówka wśród wąwozów i pokonywanie znacznych wysokości okazała się sporym wyzwaniem dając nam porządnie „w kość”. Ale warto było ponieść wszelkie trudy by ją zobaczyć.25 Wieczorem czekało nas obiecane wyjście na występy regionalnych ludowych zespołów. Była to wspaniała uczta dla oczu, uszu i podniebienia.107
Następnego dnia mieliśmy w programie podczas przejazdu z La Paz do Puno przeprawę motorówkami przez jezioro Titicaca i zwiedzanie miasteczka Capacabana, gdzie znajduje się największe sanktuarium maryjne główny cel pielgrzymek w Boliwii.