Wygląda na to że naprawdę prorocze słowa wypowiedział rok temu, 4 stycznia 2018 w opublikowanym obecnie przez LTW „Zbiorze nieaspirującym“ świetny warszawski poeta, muzyk i patriota Cezary Maciej Dąbrowski:

Takie mam marzenie

aby pałac ponury nie straszył wspomnieniem

a na jego miejscu powstał park zielony

a na jego środku pomnik postawiony

a na jego murach

1920

Takie mam marzenie

Nowego Śródmieścia

 

Wygląda na to że nie tylko on miał takie marzenie. Jednak głośne „Nie burzyć Pałacu Kultury i Nauki!!“ rozbrzmiało gremialnie wszem i wobec gdy tylko redaktor Mateusz Wyrwich z katolickiego tygodnika „Niedziela“ ośmielił się niedawno w Polskim Radiu 24 na taką samą jak poeta propozycję, że należałoby ten gmach stalinowskiego poddania Polski Związkowi Radzieckiemu nareszcie usunąć z egzystencji polskiej stolicy a w tym miejscu umieścić np. planowany Łuk Tryumfalny, symbolizujący zwycięstwo Polaków nad Bolszewikami w roku 1920. Dyskusja jaka przetoczyła się przez media społecznościowe po tej wypowiedzi, a szczególnie to, na jakich stronach miała ona miejsce mogłoby zadziwić niejednego zdeklarowanego patriotę. 

Otóż ktokolwiek z Państwa pomyślałby że głosy w obronie pomnika sowieckiego socrealizmu pojawiły się na stronach artykułujących w tytule hasła i idee lewicy, postkomunistów, liberalizmu z odcieniem promoskiewskim itd itp., grubo się myli. Otóż głosy takie zabrzmiały gremialnie, nie mniej na szczęście niż do nich przeciwne, na stronach jak najbardziej propolskich, patriotycznych, prokatolickich, w końcu – propisowskich, sympatyzujących z poszczególnymi postaciami prawicowej, sprawującej obecnie w Polsce władzę ekipy, której hasłami jest przecież pamięć o Wyklętych, AK, Niezłomnych i przywracanie tradycji II Rzeczpospolitej.

 Czy ja źle słyszę, widzę czy może mam, jak to określali niektórzy mniej agresywni forumowicze owe znane z portalu „Wykop“, gdzie link wywołał nie mniejszą a znacznie bardziej emocjonalną jeszcze burzę niż na stronie Polskiego Radio, czy Facebooka „prawackie urojenia“? Wszakże jest Pałac Kultury i Nauki, jak czytałem w komentarzach, cytuję: Polskim zabytkiem, dobrem narodowym, częścią historii Polski, narodowym dziedzictwem, budowanym rękami polskich robotników na chwałę i ku czci wolnej Polski (sic!), najpiękniejszym pałacem, symbolem Warszawy, naszym pięknym wspomnieniem, nieodłącznym elementem pejzażu Warszawy, wizytówką Warszawy, naszym ukochanym pałacem… W miarę czytania naprawdę rzedła mi mina i opadała szczęka. To piszą ludzie uznający się w imię bliżej nieokreślonego racjonalizmu i gospodarności również patriotami i sympatykami dekomunizacji? Niemożliwe, a jednak. No chyba że to trolle i hejterzy, ale któż dokładnie to sprawdzi, gdy temat tak błahy? 

Obrońcy niewyburzania „daru“ Stalina dla Polaków określali zaś swoich adwersarzy przeciwnego zdania standardowymi epitetami: debili, idiotów, chorych psychicznie, marnotrawców, niszczycieli kultury, niecywilizowanych, agresywnych nienawistników PKiN, do delikatnych należały określenia w stylu „wariatów“, czy „nienormalnych“ lub „marnotrawców“. Coż za gracja i kultura. Żeby nie powiedzieć pałacowa Kultura i Nauka… A i końca nie było sentymentom i oświadczeniom o przywiązaniu uczuciowym do tego gmachu, w którym spędzano przecież tyle czasu młodości na różnych zajęciach, i w jego różnych instytucjach, teatrach, kinach, na kursach, a nawet w działających tam częściach uczelni i szkół. Tam, gdzie obtańcowywano pierwsze miłości, pito wódeczkę, gdzie w ogóle wszystko się zaczęło? I to teraz tak po prostu zburzyć? Jakże tak można?

No właśnie… Czy ja śnię, czy nasze społeczeństwo w tak wielkiej mierze nie zdaje sobie kompletnie sprawy z tego jakim i czyim pomnikiem, jakiej kultury i nauki w sercu polskiej stolicy jest ten posępny gmach? Czy może trzeba po raz kolejny zacząć głośno przypominać wszystkim rękami czyich robotników budowano ten pałac? A wystawnych grobów 16 spośród nich, którzy poginęli w wypadkach na budowie nie odwiedzał w kwaterze D na cmentarzu prawosławnym na Powązkach prawie od początku, poza miejscowym cmentarnym zwierzyńcem, pies z kulawą nogą i do dzisiaj dba o nie za pieniądze podatnika miasto?  Ciekawe że nie upomniały się o nich w ogóle rodziny? A może byli to nie całkiem radzieccy ludzie a ich skazańcy i niewolnicy, skoro na teren budowy wstęp mieli ze strony polskiej także tylko wybrani fachowcy? 

A może przypomnijmy Polakom, którzy tak zawzięcie uważają PKiN za symbol swojej historii że symbolizuje on władzę tych i tego, który w czasie II Wojny Światowej wpierw uwięził i pomordował bestialsko polskich oficerów – w większości właśnie ludzi kultury i nauki w Katyniu, Starobielsku i Ostaszkowie, a następnie zabrał się ochoczo, wiedząc że ci inteligenci nie będą mu już przeszkadzać do unicestwiania polskiego Narodu i jego historycznej świadomości? Warszawie zaś, wyburzonej przez jednego okupanta i mordercę zafundowano w imię wartości drugiego okupanta i mordercy, przybyłego wyzwalać ją na zgliszczach wykrwawionego Powstania i w dymiących ruinach, pomnik – dar od jego naczelnika Józefa Stalina, który tak umiłował lud nowej Warszawy że do dzisiaj lud ten nie może rozstać się z jego symbolicznym widokiem? A może by tak sprawdzić jakie tajemnice kryje w murach ów dar od narodu radzieckiego, cokolwiek słowo to oznacza? Podobno, jak pisali już niejednokrotnie niektórzy przeciwnicy pałacu i jak głoszą niepotwierdzone legendy, jego fundamenty i mury kryją zwłoki mordowanych w ubeckich więzieniach Żołnierzy Wyklętych, chowanych chyłkiem nocami w potężnych betonach PKiNu, budowanego w latach 1952-55? A może jest to podobnie jak i w Katyniu, ich masowy grób, i dlatego, jak dowiadujemy się tu i ówdzie z mediów jego fundamenty ciągle butwieją i trzeba je wciąż wzmacniać by gmach ten nie runął pod swoim ciężarem? Ciekawe od czego butwieją i jaki to ciężar dźwiga ten Pałac? Raczej nie szczędzono mu przecież betonu na posadę. A może jest w tym betonie i inna, fundamentalnie schowana i zachowana substancja rozsadzająca betonową kolosowatość i pokazująca obitą na torturach twarzą naturę darczyńców z ZSRR?

Głupota wcale nie musi latać, by pokazywać wielkość swoich licznych nosicieli. Wystarczy popatrzeć na stojący ciągle butnie w centrum Warszawy PKiN by uświadomić sobie że nad polską stolicą pieczę sprawuje nadal duch tow. Stalina i jego ponurej czeredy a fundamentalne zręby ich proletariackiej ideologii nadal radośnie żyją w dużej części przez dekady homosowietyzowanego umysłu obecnego polskiego pokolenia, któremu wszczepiono zarazem zadziwiającą miłość do symboli swoich oprawców i socrealistycznych burzycieli polskiej historii, kultury i nauki.

Dobrze więc nie burzcie go, niech sobie PKiN stoi i symbolizuje. 

Ale ja proponuję by w imię dzisiejszej mody i muralografiki zrobić także z niego wielki mural. Będzie taniej i ciekawiej niż czyścić i renowować. Na jego wszystkich czterech stronach wraz z przystawkami – miejsca jest w bród, pokazać można przecież krótką historię samych darczyńców: Obozy jenieckie dla polskich oficerów w ZSRR, bitych i torturowanych w stalinowskich więzieniach ludzi polskiej elity – kultury i nauki, mordowanych strzałem w tył głowy oficerów WP, AK i Wyklętych a na ostatniej, wschodniej stronie Las Katyński z egzekucjami, oraz spychaczem przysypującym masowe groby pomordowanych tam Polaków. Nad tym wszystkim czuwałby sobie przyjacielsko uśmiechnięty darczyńca Józef Stalin. I niech sobie taki PKiN stoi, skoro pomnik – to pomnik. Przynajmniej kultura i nauka tego obiektu będzie w swoim przesłaniu jasna i wyraźna. A mieszkańcom Warszawy ciągle pragnącym jego widoku nie należy przecież wcale zakazywać nań patrzeć, skoro tak go cenią i kochają. Niech patrzą. Może kiedyś zrozumieją o co tu chodzi. I może wtedy wreszcie go zburzą a mieszkania, z których jeszcze ciągle widać PKiN nie podrożeją? O ile sam się wcześniej nie zawali. Tylko ciekawe, jak długo jeszcze to potrwa.

Wszystkich antykomunistów pozdrawiam starym opowiadankiem o Kanibalach:

Gdy okręt hiszpańskiego podróżnika i odkrywcy Ferdynanda Magellana dopłynął kiedyś do jakiegoś stałego lądu w Oceanii, zakrzyknięto z łodzi do wyległych licznie na plażę tubylców:

– Czy żyją tu jeszcze jacyś Kanibale?

– Nie, ostatniego właśnie zjedliśmy! – odkrzyknęli radośnie tubylcy

Kurtyna

 

PS: A mówi się przecież nawet że wart Pac Pałaca a Pałac Paca… Czyli PKiN swoich wielbicieli także i ba, oni jego – na odwrót?

PS 2: I co niezmiernie w całej tej dyskusji ciekawe, na dochodzące z zachodu Europy wieści o sprzedawaniu i rozburzaniu ciężkimi maszynami znacznie starszych, bo i niejednokrotnie stupięćdziesięcioletnich neogotyckich kościołów katolickich i innych świątyń chrześcijańskich, miejsc kultu i kultury, wyposażonych we wspaniałe często instrumenty organowe, i świetną akustykę obiektów sakralnych, wzruszają Ci sami obrońcy Pałacu Kultury jedynie ramionami lub jednym smutnym lajkiem. Czasem krzyknie ktoś – barbarzyństwo. Ale rzadko. Tutaj zaś, w stosunku do tej zbudowanej w latach najokrutniejszej stalinowsko-bierutowskiej dyktatury komuny budowli jest zawsze pełna linia obrony i popracia dla wszelkich argumentów za pozostawieniem obrzydliwego stalinowskiego molocha w spokoju. Jak gdyby było naprawdę czego żałować…

To zmartwiło zaś naprawdę niewielu – tak wyburzano stary i piękny kościół we Francji. I jakoś nikt nie mówił zbyt głośno o niszczeniu zabytków.