Nie mogę, bo mam przede wszystkim obowiązki wobec swoich Pacjentów, którzy w polskim, pranoidalnym systemie opieki zdrowotnej – miesiącami czekają na wizytę. Dla nich muszę być w pracy i to samo zapewne zrobią inni lekarze, bo jesteśmy odpowiedzialni i właściwie pojmujemy ciężar powołania w naszym zawodzie. Nie mogę być na Rynku w Katowicach, ale mogę przyjść tego dnia ubrana na czarno, na znak solidarności i protestu.

Nie jestem „oszalałą feministką”, „morderczynią nienarodzonych dzieci”, „kodowcem”, nie jestem również ziemkiewiczowskim „potworem” – natomiast w przeciwieństwie do tych, których usta pełne są wzniosłych słów o obronie dzieci poczętych, których usta pełne są nieprawdopodobnej nienawiści i pogardy do wszystkich tych, którzy nie zgadzają się z karami i zakazami, sądami i więzieniami, jako metodami służącymi ochronie życia nienarodzonych – wiem CZYM ten projekt ustawy może się stać.

Nie mogę znieść obłudy i hipokryzji posłów, którzy „bronią życia poczętego” równocześnie zgadzając się na znikome finansowanie przez NFZ przeznaczone na leczenie już urodzonych, ciężko niepełnosprawnych dzieci, na pomoc ich – często samotnym matkom – na podstawowe środki pielęgnacyjne, na wydzielanie dzienne pampersów, na brak opieki pielęgniarskiej, na brak refinansowania drogich leków, rehabilitację, na które nieustannie, codziennie zbieramy w akcjach charytatywnych. Gdzie wy, posłowie, ministrowie i prezesi jesteście, kiedy uchwalacie ustawy, wydajecie rozporządzenia i zarządzenia eksterminujące już urodzone, bezbronne, niepełnosprawne dzieci, życia nie tyle „poczęte”, co poczęte i URODZONE!!? gdzie byliście, kiedy matki i ojcowie przywieźli wam te dzieci do Sejmu, czy zmieniliście cokolwiek w prawie, by im pomóc!!?

Moja specjalizacja, to również diagnostyka i leczenie przyczyn niepłodności, to leczenie dzieci niepełnosprawnych, z wadami wrodzonymi, genetycznymi, dorosłych z zaburzeniami identyfikacji płci, osobami przed operacjami zmiany płci – piszę o tym, co jest moją praktyką.

Prawo jest martwą literą dopóki nie zaczniemy go stosować. Wprowadzenie w życie projektu ustawy w obecnym kształcie praktycznie zahamuje możliwość nie tylko leczenia bezpłodności metodą in vitro, ale może doprowadzić do niemożności PRENATALNEGO LECZENIA. Przeciwnicy in vitro mówią, że to nie leczenie – nieprawda! to JEDYNE leczenie dla kobiet z niedrożnością jajowodów, dla mężczyzn z oligozoospermią, dla chorych z HCV, to JEDYNA szansa posiadania dziecka dla kobiet po leczeniu onkologicznym, po operacjach usunięcia jajników z powodu nowotworu – oncofertility. Tak, jak LECZENIEM są przeszczepy serca, nerek, szpiku. To nie wcielanie się w Boga, ale służenie chorym kobietom i mężczyznom po to, by mogli cieszyć się radością macierzyństwa i ojcostwa. To nie bawienie w eugenikę – tu prawo MUSI być precyzyjne!! – ale jedyna obecnie znana metoda leczenia. Może w przyszłości będziemy mieli inne metody omijające in vitro, przeszczepy serca, nerek, może będziemy leczyć na poziomie genetycznym itd. ale dzisiaj medycyna zna takie i tylko takie metody w w/w wskazaniach.

KAŻDA diagnostyka prenatalna może wiązać się z ryzykiem dla płodu lub matki – bo medycyna, to ZAWSZE ocena ryzyko/korzyść – NIE MA idealnej, bezpiecznej metody diagnostycznej, nie ma leczenia nie obarczonego powikłaniami i objawami niepożądanymi. Tylko w naiwnych reklamach leczy każda tabletka, leczy zawsze i wszystkich bez żadnych powikłań. Ale medycyna, to nie zbiór pobożnych i naiwnych życzeń. Im choroba cięższa, tym leczenie bardziej agresywne i ryzyko/korzyść coraz trudniejsze do oszacowania np. leczenie onkologiczne. Ale podejmujemy to ryzyko i nasi pacjenci też – bo warto walczyć. Warto też walczyć o posiadanie własnego dziecka, nie za wszelką cenę, nie dla własnej korzyści i zaspokajania swoich potrzeb – ale po to, by wychować z największą miłością i poświęceniem dobrego człowieka. Kobiety i mężczyźni poddający się in vitro znają tą wartość, znają walkę, ból porażki i rozczarowania, znają koszty leczenia – to ich decyzja, bo mają wolną wolę i znają swoją odpowiedzialność.

Dopóki nie wymyślimy innej metody leczenia bezpłodności, nie stworzymy wspaniałej atmosfery akceptacji i miłości dla bezpłodnych kobiet i mężczyzn, nie wybudujemy setek domów opieki dla oczekujących niechcianego potomstwa,nie uprościmy procedur adopcyjnych, nie przekażemy milionów złotych na domy opieki dzieci ciężko upośledzonych. Dopóki nie nauczymy mężczyzn odpowiedzialności za płodność, nie potępimy i nie ukarzemy z całą surowościa mężczyzn opuszczających swoje żony i niepełnosprawne dzieci, porzucających kobiety oczekujące ich dzieci poczęte nie w porę i niezgodnie z ich planami życiowymi. Dopóki w Polsce nie będzie ani jednego chorego dziecka bez troskliwej opieki, nie będzie ani jednej osamotnionej i przerażonej kobiety przeżywającej dramat wyboru między aborcją a urodzeniem dziecka, pozbawionej bezpieczeństwa socjalnego, skazanej na ostracyzm społeczny i potępianej – w przeciwieństwie do ojca dziecka …. – za rozwiązłość, NIE WOLNO uchwalać drakońskiego prawa. Prawa zamykającego drogę do leczenia chorych „dzieci poczętych” lub skazującego na heroizm wychowywania w biedzie i rozpaczy ciężko chorego dziecka, a nawet upokarzający proces sądowy i publiczne, medialne biczowanie.

W medycynie jest piękna, stara jak nasza sztuka zasada: „Lepiej zapobiegać, niż leczyć” oraz „Przede wszystkim, nie szkodzić”.

Ten projekt ustawy przeczy tym regułom. Dlatego mój poniedziałek 3 października będzie Czarnym Potestem. Nie ma to nic wspólnego z polityką. Jest sprzeciwem wobec złego prawa i sprzeciwem wobec kolejnego ograniczania leczenia naszych chorych zgodnie z wiedzą i sztuką lekarską.