Jeśli będziecie kiedyś w Paryżu – uważajcie. Nie na kieszonkowców. Nie na ceny w kawiarniach. Na gwałt. Bo pod wieżą Eiffla nie obowiązują już zasady cywilizacji, tylko jakaś nowa karta praw drapieżników. Tam już nie ma Europy, jaką znaliśmy. Jest strefa eksperymentalna z kartonu i krwi. I to nie Warszawa. U nas, póki co, pod Pałacem Kultury nie musicie się oglądać za siebie po zmroku.

Francja – niegdyś perła Europy, duma Zachodu, symbol kultury, mody i architektury. Dziś to kraj zdewastowany przez politykę „otwartych drzwi”, gdzie rocznie notuje się ponad 38 tysięcy przypadków gwałtu lub usiłowania gwałtu, a ponad 84 tysiące osób zgłasza doświadczenie przemocy seksualnej. To już nie są statystyki – to statystyczny krzyk tysięcy kobiet, który w Paryżu tonie w relatywizmie, poprawności i politycznej ślepocie.

Ale spokojnie – politycy mają plan. Więcej ścieżek rowerowych. Zastępca prezydenta Paryża, Frédéric Hocquard, uznał, że jeśli kobiety będą miały jak jeździć na rowerze, to trudniej będzie je zgwałcić. Serio. Może jeszcze zorganizujmy Tour de France dla ofiar przemocy?

Paryska policja nie pozostawia złudzeń: ponad 3300 napaści seksualnych w metrze – głównie popełnianych przez mężczyzn spoza Francji. Statystyki? 40% z Afryki, 15% z Azji. Ktoś powie: „Nie wszyscy imigranci!” Oczywiście, że nie wszyscy. Ale wystarczy, że wystarczająco wielu z nich ma zupełnie inne pojęcie o kobiecie, prawie i szacunku. A gdy już ich „kultura” zderzy się z zachodnim metrem, ofiarami są Europejki. I cisza. Bo poprawność polityczna jest ważniejsza niż krew na peronach.

Powiedz to głośno – a z Brukseli polecą w twoją stronę oskarżenia o faszyzm, rasizm i „brak unijnych wartości”. Jakby wartością miała być bierność wobec przemocy i ślepe samozatracenie w imię utopii multikulturalizmu.

A teraz spójrzmy na Polskę. Kraj „nienowoczesny”, „wsteczny”, bez „parad” co weekend. Rok 2022: 1047 gwałtów. Kraj 38-milionowy. Francja? 67 milionów ludzi, 38 tysięcy gwałtów. To nie jest różnica. To przepaść. To jak różnica między szpitalem a prosektorium.

I teraz co mamy robić? Uczyć się od Francji? Likwidować CPK, bo Berlin chce być naszym hubem? Rezygnować z niezależnego portu kontenerowego, bo Die Zeit się obraził? Mamy poddać się unijnej tresurze i pokornie stać w szeregu?

Macron, który nie potrafi ochronić własnych obywateli, chce tworzyć europejską armię. Brzmi jak żart. Bo kto ją będzie tworzył? Uciekinierzy z przedmieść, którzy palą radiowozy i tłuką witryny butików? Czy może Niemcy, których własna armia ma więcej problemów z toaletami niż z gotowością bojową?

To wszystko jest groteskowe – i niebezpieczne. Bo za maską „postępu” i „integracji europejskiej” kryje się brutalna rzeczywistość: Zachód się stacza. Nie dlatego, że biednieje. Ale dlatego, że zrezygnował z podstawowych wartości: rodziny, bezpieczeństwa, wspólnoty i prawa. Europa wyrzekła się Europy.

A Polska? Ma być kolejnym królikiem doświadczalnym. Kolejnym krajem, który rozwodni swoją tożsamość, rozpuści granice, zniszczy system edukacji i zaszczepi sobie ideologiczne wirusy z Zachodu.

Dziękujemy, ale nie. My jeszcze potrafimy powiedzieć NIE.

Nie chcemy rowerów zamiast granic. Nie chcemy równości, która prowadzi do chaosu. Nie chcemy „inkluzywności”, która kończy się gwałtem w tramwaju. Nie chcemy „tolerancji”, która zabrania nazywać rzeczy po imieniu.

Nie chcemy zostać kolejną Marsylią.

To nie my musimy się wstydzić Europy. To Europa powinna się obudzić i spojrzeć na Polskę jak na lustro. Tu jeszcze można żyć bez strachu. Tu dzieci mogą chodzić do szkoły bez wykładu o fluidach płciowych. Tu kobiety mogą wracać do domu bez trzymania gazu pieprzowego w kieszeni. Tu jest normalnie – i to boli.

Bo prawdziwa Europa nie leży dziś między Sekwaną a Renem. Prawdziwa Europa to Polska, Węgry, Czechy, Słowacja. Europa, która pamięta, że wolność to nie bezkarność, a otwartość to nie samobójstwo kulturowe.

Dlatego nie patrzmy na Zachód. Patrzmy przed siebie. Nie klękajmy przed Paryżem, tylko budujmy silną Polskę. Nie mierzmy swojej wartości w liczbie pochwał od Brukseli, tylko w liczbie bezpiecznych córek, czystych ulic i własnych decyzji.

To my jesteśmy Zachodem. Jeszcze nie musimy za nic przepraszać. Ale musimy być czujni – bo oni już pakują rowery i jadą do nas.