Piszę to, sprowokowany jednym z komentarzy. Daleki, a właściwie ostatni jestem od podgrzewania czegokolwiek, a szczególnie atmosfery. Nie wyciągam spiskowych wniosków, ani nie mam zamiaru do takich wniosków prowokować. W samochodzie prezydenckim pękła opona podczas, gdy prezydent Duda był na pokładzie. To prawda. Wypadki zdarzają się nawet prezydentom, a o niektórych nawet opinia publiczna nie dowiaduje się tak szybko. Mamy jednak do czynienia z samochodem głowy państwa i to zmienia całkowicie znaczenie tego wydarzenia.

Po pierwsze, tego typu wypadek w każdym kraju, w którym byłem, spowodowałby natychmiast „żółte paski”, a w telewizjach informacyjnych przerwanie programów. U nich to normalne. U nas podało RMF i lokalna „GW” na stronie internetowej. TVN24 natomiast nie zauważyło tego nawet i w przerwach informacyjnych pomiędzy reklamami straszy Ziobrą i państwem policyjnym. Pewnie potem powiedzą, że „zbierali informacje”.

Po drugie, w USA, we Francji lub w Wlk. Brytanii całą ekipa BOR, przygotowująca „trasę” zostałaby zwolniona, a i szef zatrząsłby się potężnie. To taka praca i wymaga szczegółowych procedur, drobiazgowych sprawdzeń oraz fachowego działania. Nie wystarczy jedynie umieć strzelać i wchodzić przez ściany. trzeba jeszcze myśleć i przewidywać. To o wiele trudniejsze od strzelania.

Miałem okazję przyjrzeć się dokładnie i bezpośrednio pracy brytyjskiego odpowiednika BOR i amerykańskiej Secret Service, przy okazji pobytu Busha w Londynie, przygotowując się do wizyty prezydenta Kwaśniewskiego i dlatego twierdzę, że…Dajmy temu spokój. Po trzecie, opony w prezydenckich limuzynach nie są kupowane w normalnych sklepach. Tu też są procedury.

https://www.youtube.com/watch?v=S-s3IbOYIBg

Taki wypadek pokazuje kondycję BOR, który może mieć najlepszego szefa, lecz ten nie zmieni w kilka miesięcy zaniedbań, nawyków oraz degrengolady ostatnich ośmiu lat. Szkolenia w prywatnych firmach ochroniarskich (dekonspiracja i szkodliwa dla tej służby socjalizacja), biurokracja i brak kontroli (skandale z BOR na placówkach zagranicznych) oraz wiele innych patologii nie zostanie uleczone bez radykalnych cięć i zmian systemowych, z ustawowymi włącznie.

I to jest to moje podgrzewanie atmosfery, bo albo jesteśmy „teoretycznym państwem” i stan ten wzmacniamy, albo rzeczywiście zmieniamy system, a nie wyłącznie nazwiska.

PS.

Trelewizja przeczytała chyba mój wpis, bo nagle się obudzili i redaktor M. leci moim tekstem i dodaje o kolejnym „przypadku smoleńskim”.