Podobnie jak nie wspieram strajków żadnych grup zawodowych, bo strajk to de facto swoistego rodzaju „foch”. Obraziłem się i koniec. I z punktu widzenia kapitalistycznego oraz poszanowania wolności ludzkiej, należałoby powiedzieć „Jak Ci się nie podoba, to zmień robotę, skoro taki uciemiężony się czujesz”. Ale że cała budżetówka funkcjonuje de facto o zasadę „Czy się stoi, czy się leży . . . „, to i pomimo absolutnego braku zamiaru zwiększenia wydajności swojej pracy czy też efektywności i wydajności całego systemu, bo w tej sprawie jakoś nikt nie strajkuje, to żąda się jedynie wzrostu płac. I ja dobrze wiem, że prawda jak zwykle leży po . . . Wait a minute – wróć.

Prawda nie leży po środku, tylko leży tam gdzie leży, ale 1000 złotych podwyżki ot tak? Dla każdego? Niektórzy pokazują, że pensja takiego nauczyciela może wynieść po iluś latach pracy ponad 3000 zł netto. I ja tam nikomu zielonych nie odmawiam, ale 3000 zł netto, to zarabia urzędnik na stanowisku głównego specjalisty w wydziale obrotu nieruchomościami, czy skarbu w samorządzie, zajmując się tak ciężką materią, że przeciętny belfer zwolniłby się sam po trzech dniach.

Ostatnio mój brat – nauczyciel – stwierdził, że nauczyciele co prawda pracują 18 godzin, ale wymaga się od nich tyle, jakby płacone mieli za 40. No tak – powiedz to jeden z drugim tym ludziom, którzy pracują 40, a wymaga się od nich jakby płacone mieli za 80. Pominę już fakt, że zachęcone ewentualnym „sukcesem” środowiska nauczycielskiego inne grupy zawodowe zaraz ruszą po podwyżki, „bo skoro im aż tyle, to nam też”. A inflacja tylko czeka, żeby wyjrzeć zza węgła. No, ale jak to w budżetówce, większości ludzi się wydaje, że pieniądze rosną na drzewach i wystarczy rwać, a w tym przypadku zmusić rząd, żeby zerwał więcej. I tak jak napisał jeden ze znajomych przedsiębiorców – zróbcie im podwyżki, a ja będę wiedział komu liczyć więcej. Bo jak przyjdzie taki do mnie po usługę i nagle miałby zapłacić 1000 zł więcej niż np. 2 lata temu, to oburzyłby się zapewne skrajnie. I jeszcze te „ciężkie warunki pracy”.

Pamiętam naszą nauczycielkę historii w liceum, która miała tak „ciężkie warunki pracy”, że przysypiała za biurkiem pogryzając 3BIT-a, bo ponoć słabo jej było, a jak ktoś jej buchnął książkę, to nie prowadziła lekcji. No rzeczywiście ciężko – recytować z książki słowo w słowo i pojadać batonika. Ciężko to mają górnicy ! Ciężko to mają ratownicy, strażacy etc. Jak etat nauczyciela będzie wynosił 40 godzin a nie 18 i jak będą strajkować przeciw wciskaniu im roboty do chałupy, a nie za kasą, to może być 3000 zł netto. Póki co, to kreda do ręki, batonik do drugiej i recytować te książki wkute na pamięć . . .

I na koniec dwie uwagi. Jakoś środowisko akademickie nie strajkuje, a to też nauczyciele. Za chwilę się okaże, że doktor na uczelni zajmujący się zarówno dydaktyką, ale i również pracą naukową, będzie zarabiał mniej niż „batonik” w podstawówce. Ich zarobki to są dopiero śmieszne.

p.s. no chyba, że ktoś jest filozofem na WPiA UJ to takiemu akurat podwyżki bym nie dał, bo i za co.

I druga uwaga – strajkować powinni w wakacje. Mieliby bite 2 miesiące na skakanie pod sejmem czy kancelarią premiera i walenie nogami w blaszane zasieki. Może jakiś Schetyna przyszedłby z pomocą. Może jakiś Petruś, o ile na Maderę nie wyleci. Może Biedroń wyczaruje miliardy, bo zlikwiduje górnictwo całe, to kasiory będzie, że ho ho.

Tak czy siak, zastanawia mnie jedna rzecz – Każdy wolny, dorosły człowiek może pić wódę. Jednak za picie w robocie jest dyscyplinarka. A i strajkować czy protestować każdemu w wolnym kraju wolno. I niby co ? Za strajkowanie w godzinach pracy nic nikomu ?

Gdyby to ode mnie zależało, to tak : ZNP zdelegalizować, towarzysza Broniarza posadzić, a nauczyciele, którzy zamiast być w pracy strajkują – w lepszym wariancie dyscyplinara – w gorszym – w przypadku zawalenia egzaminów – dyscyplinara i pozew sądowy od rodziców.

A tak? Bujać się będą teraz na pokaz, a zapłaci i tak nie rząd, tylko przedsiębiorcy w podatkach a i oni sami w cenach produktów i usług.

Autor: Artur Świątek